Jubileusz zakonu: 800 lat

Czerwiec 16, 2009

W Roku Pańskim 2009 franciszkanie na całym świecie obchodzą jubileusz 800-lecia swoich początków. Osiem wieków temu, w 1209 r. św. Franciszek z Asyżu otrzymał od papieża Innocentego III ustne zatwierdzenie „Reguły zakonnej” – sposobu życia dla siebie i swoich braci.

Z tej okazji zakonnicy od dłuższego czasu czynnie przygotowują się do tego wydarzenia. Również w Polsce. Czynią to poprzez różnorodne inicjatywy, ukierunkowane na zgłębienie znajomości osoby św. Franciszka i jego zakonu.

„Pragniemy bardzo, aby wszystkie te poczynania zjednoczyły nas wszystkich w ponownym zasłuchaniu się w głos św. Franciszka” – piszą w specjalnym liście do braci trzej przełożeni generalni zakonów franciszkańskich.

Zobacz program obchodów Jubileuszu.

Strona internetowa poświęcona Jubileuszowi: 800lat.pl

To jest serce umierające z miłości dla nas

Czerwiec 16, 2009

       - o cudzie eucharystycznym z Lanciano opowiada o. Zbigniew Deryło OFMConv.

O. Zbigniew Deryło OFMConv: Ten cud się wydarzył na początku VIII w., czyli ponad 1250 lat temu. Grupa mnichów bazyliańskich przybyła tu z Konstantynopola, gdyż było tam wówczas wielkie prześladowanie czcicieli ikon. Mnisi mieli odwagę stanąć wobec cesarza w obronie kultu ikon, kierując się wolnością sumienia. Tym samym narazili się na prześladowanie. Wierzący uciekali wówczas w różne strony świata, a część mnichów przybyła właśnie tutaj. Wśród nich był jeden kapłan, bazylianin, o którym mówi się, że zwątpił w rzeczywistą obecność Chrystusa w Eucharystii. Osobiście nie podzielam tego zdania. Wydaje mi się, że doświadczenie prześladowania, jakie go spotkało i znalezienie się w nowych warunkach, w obcym kraju, wstrząsnęło wieloma rzeczami w życiu tego zakonnika. Być może przeżywał kryzys połowy wieku. Może zetknął się z ludźmi wątpiącymi publicznie w obecność Jezusa w Eucharystii. W każdym razie coś wstrząsnęło tym człowiekiem. Nazwałbym to bardziej nocą wewnętrzną niż zwątpieniem. Wprowadzony w tę głęboką noc pytał się o sens swojego kapłaństwa: o to czy rzeczywiście ma boską władzę, czy naprawdę Jezus wyszedł z grobu; bo jeśli nie zmartwychwstał, to on sam nie ma żadnej władzy i wierzy w nieboszczyka, którego nie ma w Eucharystii. Tylko Bóg może powiedzieć, jak bardzo cierpiał ten człowiek i czego doświadczył. Z pewnością ukrywał to przed ludźmi. Tego dnia, kiedy sprawował Eucharystię właśnie na tym terenie, jedynie on sam i Bóg wiedzą, co przeżywał. Myślę, że to był szczyt jego cierpienia. Być może był to moment, że gdyby Bóg nie odpowiedział w taki czy inny sposób, to ten człowiek by się kompletnie załamał.

- Bóg jednak odpowiedział…

O. Zbigniew Deryło OFMConv: Tak. Bóg odpowiedział w czasie tej Eucharystii. Po konsekracji, kiedy ów zakonnik wymienił słowa „Bierzcie i jedzcie, to jest moje Ciało… Bierzcie i pijcie, to jest moja Krew” – wtedy zobaczył, że hostia zamienia się w ciało, a wino w krew. I tak jak ten poprzedni stan ukrywał przed ludźmi, tak teraz nie był w stanie nic ukryć, gdyż nie mógł kontynuować Mszy. Jako wschodni mnich liturgię sprawował w małej kapliczce w oddzieleniu od ludzi, jednak słysząc ich szemranie wyszedł do nich mówiąc: „wejdźcie i zobaczcie, jaki cud się dokonał”. Na podstawie tych słów można wnioskować, że ten człowiek zrozumiał, iż jest to odpowiedź zarówno dla niego, jak i dla innych. Odczytał, że Bóg nie ma do niego żalu. Wręcz odwrotnie: ten cud jest pewnego rodzaju nagrodą, za wytrwanie, za to, że nie uciekł, nie odszedł. Uznał to za znak, że obroną dla chrześcijan jest Bóg obecny w Eucharystii, który rozumie i może pomóc. Analogicznie jak św. Tomaszowi, którego my nazywamy niedowiarkiem, Chrystus dał mu do zrozumienia, że użyje nawet jego upadków, wątpliwości i słabości, jeśli będzie trwał szukając Go. Tomasz odczuł wiele miłości w słowach Chrystusa, upadł na kolana wyznając: „Pan mój i Bóg mój!”. Znaczy to, że zrozumiał, iż Pan nie ma do niego żalu.

- Zrozumiał to i ów bazylianin; przemianę eucharystycznych postaci zobaczyli ludzie. Co działo się dalej?

O. Zbigniew Deryło OFMConv: Kroniki przekazują, że kilka dni po cudzie mnisi bazylianie zobaczyli, jak cudowne Ciało eucharystyczne się kurczy. W moim przekonaniu uczynili rzecz wskazującą, że byli mądrymi ludźmi, używającymi rozumu i serca. Otóż przygotowali specjalny materiał pokryty szlachetnym suknem i przybili Ciało Pańskie wokół 12 gwoździkami do tego materiału z myślą, żeby je zachować w kształcie hostii dla przyszłych pokoleń. Dzięki temu dzisiaj cudowne Ciało z Lanciano ma okrągły kształt hostii. Krew zgromadziła się natomiast w pięciu osobnych grudkach. Każda z nich jest nieco inna pod względem wielkości i kształtu. Co do hostii, to jej środek jest dziurawy. Oprowadzałem kiedyś grupę z Polski, w której, jak się potem okazało, był kardiolog ze Szwajcarii. Poprosiłem go, aby w najprostszy sposób wyjaśnił mi, tak abym zrozumiał, dlaczego jest ta dziura w środku. Z punktu widzenia nauki potwierdził on to, co powiedzieli lekarze włoscy. Powiedział, że jest to serce ludzkie przekrojone wzdłuż. Dziura powstała, gdyż mnisi przybili je gwoździkami, a ono nie mogło się skurczyć. Dodał, że serce gdy umiera – kurczy się i zamyka.

Wniosek z tego taki, że mamy tu konające serce, które chciało się zamknąć, serce umierające z miłości dla nas. Nawet przybite gwoździkami zachowało się zgodnie z naturą, zamykając się niejako odwrotnie, na boki. Środek niby jest dziurawy. Jednak gdy się podejdzie blisko i dobrze przyjrzy, to można zobaczyć cieniutką błonkę, która łączy całość.

- Przez wieki nie brakowało różnych ludzi: zarówno niedowiarków, jak i ciekawych cóż to naprawdę jest za ciało. Podjęto badania. Jaki był ich wynik?

O. Zbigniew Deryło OFMConv: W 1970 r. i w 1971, pod kierunkiem żyjącego jeszcze prof. Linoli, specjaliści z Uniwersytetu ze Sieny i Arezzo pobrali próbki z Ciała i Krwi i poddali je bardzo dokładnym badaniom, które trwały dwa lata. Konkluzją był telegram, w którym napisali: „Słowo Ciałem się stało”. Potem przywieźli zarówno pobrane próbki, jak i wyniki badań. Mówiąc najprościej stwierdzili, że cudowne Ciało z Lanciano i cudowna Krew należą do gatunku ludzkiego. Grupa krwi: AB. Kawałek pobrany z Ciała Pańskiego jest tkanką mięśnia sercowego. Z punktu widzenia medycyny w cudownym Ciele Eucharystycznym jest kompletne ludzkie serca, gdyż obecne są w nim wszystkie elementy, które tworzą ludzkie serce. Stwierdzono też, że jest to zasuszone mięso, jednak w środku ma żywe białka. Wypisano ile czego jest w takich samych ilościach jak w żywym ludzkim ciele i w świeżej ludzkiej krwi. Nie znaleziono też żadnych środków konserwujących. A zatem od VIII w. po dziś dzień nie było nic robione, aby je zachować w takim stanie, w jakim są.

Nasi bracia byli ciekawi, czy potwierdzą się badania robione w XVII w. przez komisję lekarską pod kierunkiem miejscowego biskupa. Zważono wówczas Krew Pańską. Mówiono, że z tych pięciu grudek jedna ważyła tyle, co wszystkie, a wszystkie razem tyle co jedna. Grupa lekarzy pod kierunkiem prof. Linoli wiedziała o tym i powtórzyła badanie. Okazało się, że jednak są minimalne różnice. Wyjaśniono to różnicą doskonałości przyrządów, którymi posługiwano się w XVII w. i obecnie. Ówczesne narzędzia nie były tak precyzyjne. Stwierdzone różnice są jednak tak minimalne, że i obecnie można się zgodzić z opinią stwierdzoną w XVII w. Niektórzy wysuwają tu różne teorie, od których ja jednak się wstrzymuję.

- Obecnie kościół św. Franciszka w Lanciano jest miejscem kultu. Jak reagują ludzie, którzy tu przychodzą?

O. Zbigniew Deryło OFMConv: Tu przychodzi bardzo dużo ludzi. Po Włochach najwięcej jest Polaków. Następnie najwięcej jest prawosławnych z Rosji i Ukrainy. Spotkałem kiedyś małżeństwo z USA, dwoje starszych ludzi. Bardzo mnie urzekło ich zachowanie: oddali głęboki pokłon. Potem przyszedł do mnie ten człowiek mówiąc, że był diakonem baptystą. Trzy lata temu ponownie przyjął chrzest w Kościele katolickim. Zrezygnował z wszystkich funkcji w Kościele baptystów. Powód? Eucharystia. Przyznał, że kiedyś bardzo zwalczał rzeczywistą obecność Jezusa w Eucharystii i kpił z wiary katolików w tę obecność. Pewnego dnia coś się stało, coś w nim pękło. Odczuł wielką miłość do Eucharystii, wielki żal za to, co robił. Odkąd przyjął chrzest wraz z żoną każdego dnia są na Mszy. Już jako baptysta wiedział o Lanciano. Gdy został katolikiem bardzo chciał tu przyjechać.

Kolejny przykład: kobieta, Rosjanka, aktorka lekko po pięćdziesiątce. Widziałem jej głęboki ukłon wskazujący, że jest ze Wschodu. Podeszła do mnie ze łzami w oczach mówiąc: „Ojcze, jaka jestem szczęśliwa. Ochrzciła mnie babcia w Kościele prawosławnym, ale nie praktykowałam. Kiedyś weszłam zaciekawiona do kościoła katolickiego św. Ludwika w Moskwie. Tej samej nocy przyśnił mi się kapłan trzymający Eucharystię i usłyszałam głos z hostii: czekam na Ciebie, kocham Cię”. Żartobliwie dodała: „Jestem artystką, więc uwierzyłam od razu”. Od pięciu lat jest katoliczką zafascynowaną Eucharystią. Gdy przyjechała tutaj klęczała, wielbiła Pana, płakała mówiąc „On jest moim życiem!”. Jej córka także przyjęła chrzest w Kościele katolickim i wnuczkę również ochrzcili.

Inny przykład. Przyjeżdża tu także wielu ludzi z Korei. Urzekający jest sposób, w jaki się modlą.

Opowiadałem kiedyś Polakom o Jezusie w Eucharystii, kim jest tutaj. Jedna z kobiet zaczęła tak mocno płakać, że wykrzyczała swój ból. Mówiła: „To ja Cię tak lekceważyłam, Panie mój!”. Odeszła od grupy, uklękła blisko cudu i długi czas trwała w potoku łez. Potem przyszła do mnie i poprosiła o spowiedź. Zapytała o kasetę, o książkę, gdyż chce mówić o tym ludziom. Jest dziennikarką w Polsce.

- Ludzie chodzący do kościoła widzą hostię. Kapłan sprawujący codziennie Eucharystię trzyma przemienioną hostię w rękach. Jednak takie miejsca jak to, gdzie widać hostię zmienioną w Ciało i wino zmienione w Krew, przemawiają do wyobraźni. Czy pobudzają wiarę w rzeczywistą obecność Chrystusa w Eucharystii?

O. Zbigniew Deryło OFMConv: Odpowiem najprościej: mogą, jeśli człowiek jest otwarty. Nie muszą, gdyż bardzo dużo zależy od nas. Mnie osobiście bardzo pomogło i pomaga bycie tutaj. Dlaczego? Kiedy znalazłem się tu pierwszy raz w 1983 r., jako młody franciszkański kleryk, miałem żal do Pana Boga, że to miejsce nie należy do mojej prowincji, bo wówczas mógłbym tu być. Tymczasem miejsce to było obsługiwane przez prowincję włoską. Żałowałem też drugiego miejsca: Padwy, u św. Antoniego – gdzie później, dzięki Bogu, i tak się znalazłem na sześć lat. Myślałem, że tutaj też nigdy nie będę, a jednak udało mi się i jestem już dwa lata. Kiedy od roku zacząłem więcej adorować Pana Jezusa – wieczorami, kiedy nie ma ludzi – zrozumiałem to, o co pytał się tamten mnich: czy Jezus zmartwychwstał, czy jest obecny w Eucharystii. Chrystus powiedział w Wieczerniku: „Czyńcie to na moją pamiątkę”. Czyli dał nam moc. To znaczy: nie tylko bierzcie, ale zacznijcie to robić moją mocą.

W Wieczerniku Jezus nakazał nam też miłość. Zacząłem sobie uświadamiać, że Jezus nie dał nam tylko przykazania. On dał nam w Wieczerniku rozkaz: czyńcie to na moją pamiątkę. Dał też kolejny rozkaz: kochajcie się. W hebrajskim, łacińskim i włoskim nie ma przykazania, jest rozkaz. Gdy sobie to uświadomiłem, zrozumiałem, że nie mam prawa dyskutować z Nim na ten temat. Dał nam siebie, abyśmy Go jedli. Rozkazał nam, byśmy się miłowali. W Ewangelii św. Jana polskie tłumaczenie mówi: „kto mnie spożywa”. Włosi mają – „kto mnie je”. Jezus nie był wykształciuchem, nie używał słów bardzo wyszukanych. Mówił prostym aramejskim. Na szczęście w polskim mszale zostawione jest „Bierzcie i jedzcie!”. To jest bardzo mocne wyrażenie. Jezus mówi: Kto mnie je, żyje ze mnie. Do mnie przyjdzie i Ja przyjdę do niego i mój Ojciec przyjdzie i damy mu Ducha Świętego. To jest to święte zjednoczenie, które wychodzi od Boga, to jest ta święta komunia. Bóg daje mi swoje bosko-ludzkie Serce, źródło miłości i miłosierdzia, ja je jem, dlatego ma prawo mi nakazać – miłujcie się, kochajcie się! To nie jest prośba, On nie tylko coś przykazuje. To jest nakaz, wezwanie. Kiedy sobie to uświadomiłem, odczułem w sobie wdzięczność i ból. Wdzięczność – za tak olbrzymi dar, jakim jest Jego bosko-ludzkie Serce w Eucharystii. Zrozumiałem to dzięki Cudowi z Lanciano.

Potem odczułem ból i żal do siebie, że tyle lat celebruję i jem, a wcale się tak bardzo nie zmieniłem. Co mam teraz robić? – zacząłem wpadać w pewnego rodzaju „dołek”. I wtedy adorując Pana Jezusa tu, w Cudzie, zrozumiałem, że Bóg tego nie chce. Jeśli mi pokazuje i daje łaskę zrozumienia, to nie po to, żeby mnie zdołować, czy żebym ja się sam zdołował, ale po to, żebym zrozumiał i był Mu wdzięczny, i pokornie przyjął ten fakt: to jest Jego Serce, Ono jest takie, a ja jestem taki, i żebym się nie zniechęcał, ale szukał. Wtedy następuje nawrócenie – to On nawraca, przemienia i jednoczy. I odzyskałem ponownie radość i wdzięczność Bogu.

Czasem myślałem o tej kobiecie z Ewangelii, od kilkunastu lat chorej na krwotok, która mówiła: „Żebym się choć Jego płaszcza dotknęła, a będę zdrowa”. A ja, jako kapłan, nie tylko Jezusa dotykam, ja Go jem. Myślę, że to jest właśnie to – „Tego, kto mnie je, Ja uczynię mną”. Do nas należy tylko być pokornym, przyjąć to i z wdzięcznym, cierpliwym przyzwoleniem dać się prowadzić przez Pana. On wiedział, że my będziemy słabi i grzeszni. Dlatego samym Apostołom daje moc sprawowania Eucharystii i odpuszczania grzechów, wiedząc, że bez tego nie damy rady, nie będziemy mogli przyjść i korzystać w pełni z Jego obecności. Cud z Lanciano mówi, że On jest obecny w każdej Eucharystii.

Czasem ktoś może zarzucić, że wymyślili to wszystko włoscy lekarze, katolicy. Zrobili badania i podali wyniki, a kto ich sprawdzi? Otóż włoski lekarz, prof. Odoardo Linoli, przewidział to i z grupą lekarzy zwrócili się do ONZ, która w 1976 r. przysłała dwóch czy trzech swoich lekarzy. Pobrali oni próbki Ciała i Krwi z Cudu i przebadali je. Zostawili dokument o tym, że wyniki przeprowadzonych badań potwierdzają to, co mówią lekarze włoscy. Jeszcze raz wypunktowali to, że nie ma śladu środków konserwujących i ten Cud sam się tak zachował. Wniosek jest bardzo prosty, sami możemy go wyciągnąć. Jezus mówi przez to: nie martwcie się o to, żeby mnie dobrze przechować. Pozwólcie mi tylko zrealizować w waszych sercach to, co ukryłem w tym Cudzie dla was; bo jeśli pozwoliłem mnichowi przeżyć ciemną noc i doprowadziłem go do skraju wytrzymałości wiary, to cel jest bardzo jasny i konkretny – żeby wam pomóc, dać wam odpowiedź.

My często mówimy, że gdy nauka nam pomoże, to uwierzymy, gdy nauka nam da odpowiedź, to ją przyjmiemy. Nie jest prawdą to, że gdy otrzymamy na wszystko odpowiedzi, staniemy się wierzący. To jest ludzka zarozumiałość. Sam Pan Jezus daje przykład: nawet gdyby ktoś z nieba przyszedł do was, i tak nie uwierzycie. Kiedy Pan Jezus powiedział do żydów, swoich braci i sióstr, że kiedyś da im do zjedzenia siebie, swoje Ciało, zareagowali oni w bardzo zdrowy sposób. Powiedzieli Mu: „Tyś zgłupiał, tyś postradał zmysły, szatan Cię opętał, za kogo Ty nas masz? Za kanibali? Mamy Ciebie jeść i będziemy mieli życie?”. I wtedy bardzo wielu ludzi, którzy szli za Jezusem, odeszło od Niego. Wówczas On z wielkim bólem w sercu zwrócił się do Apostołów i grupki, która przy Nim została: „Czy wy też chcecie odejść z tego powodu? Właśnie z tego powodu, że dam wam kiedyś moje Ciało i będziecie jeść?”. Ten powód, dla którego wielu odeszło od Pana Jezusa, pojawił się właśnie w VIII w. wśród teologów. Być może ten mnich, jako człowiek wykształcony, spotkał się z tymi trendami, które razem z doświadczeniem prześladowania mocno nim zachwiały. To, co do tej pory było pewnością, stało się niepewne. I Cud z Lanciano jest odpowiedzią dla nas wszystkich, na wszystkie czasy, jako dowód, że Pan Jezus nie tylko żyje z nami, ale kocha nas i liczy na nas.

Rozm. ks. J. Polak SJ/ rv
za: radiovaticana.org

Franciszkanin konsultatorem ds. kanonizacji

Czerwiec 14, 2009

             W sobotę, 13 czerwca, Ojciec Święty Benedykt VI mianował polskiego franciszkanina o. Zdzisława Kijasa OFMConv konsultorem Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych – informuje Radio Watykańskie.

O. Kijas (na zdjęciu / fot. J. Szewek OFMConv) znalazł się w gronie siedmiu nowych konsultorów, jeden z nich jest kapucynem – o. Gabriele Ingegneri OFMCap, trzej są salezjanami, a dwaj pozostali to świeccy wykładowcy rzymskich uczelni katolickich. Franciszkanin jest rektorem Papieskiego Wydziału Teologicznego św. Bonawentury „Seraphicum” w Rzymie.

Konsultor pełni ważną rolę procesie kanonizacyjnym. Do kultu powszechnego w całym Kościele wymagana jest kanonizacja. Na wniosek tzw. „postulatora” rozpoczyna się proces kanonizacyjny, w którym rozpatrywane są przede wszystkim cuda uczynione za wstawiennictwem błogosławionego.

Akta procesowe przesyła się następnie do Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych. Po wysłuchaniu zdania kardynałów – członków tej Kongregacji – oraz konsultorów, papież poleca wydać dekret kanonizacyjny, a na konsystorzu wyznacza dzień kanonizacji.

O. Zdzisław Józef Kijas OFMConv (ur. w 1960 r.) należy do krakowskiej prowincji Zakonu Braci Mniejszych Konwentualnych. Studia filozoficzno-teologiczne rozpoczął w 1980 r. w Wyższym Seminarium Duchownym Franciszkanów w Krakowie. Od 1984 r. kontynuował je w Rzymie w „Seraphicum” i Uniwersytecie Gregoriańskim (1987 r.).

Później studiował w Belgii, na Uniwersytecie Katolickim w Louvain-La-Neuve uzyskał w 1990 r. doktorat z teologii dogmatycznej i z nauk religijnych. Wrócił do Polski, był wykładowcą w seminariach franciszkanów, karmelitów bosych, dominikanów, franciszkanów-reformatów, kapucynów.

W 1991 r. prowadził zajęcia na uczelniach w Czechosłowacji, w latach 1991-1993 był asystentem przy katedrze teologii dogmatycznej na wydziale teologii KUL w Lublinie. W 1994 r. wykładał w Rumunii.

W 1995 r. rozpoczął pracę na Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie, gdzie w listopadzie 1996 r. odbył kolokwium habilitacyjne. Po habilitacji (1996-1997) studiował na Uniwersytecie Św. Bonawentury w Nowym Jorku, gdzie uzyskał stopień Master of Arts z nauk humanistycznych.

W 1997 r. został kierownikiem nowo utworzonej katedry ekumenizmu na wydziale teologicznym PAT w Krakowie oraz wicedyrektorem (później dyrektorem) Międzywydziałowego Instytutu Ekumenii i Dialogu, istniejącego przy PAT, a potem prodziekanem wydziału teologicznego tej uczelni. Był dyrektorem Ośrodka Studiów Franciszkańskich na wydziale teologicznym PAT oraz Instytutu Studiów Franciszkańskich.

W czerwca 2003 r. otrzymał tytuł profesora nadany przez Centralną Komisję ds. Tytułu Naukowego i Stopni Naukowych, działającą przy prezesie rady ministrów.

Od roku akademickiego 2005-2006 jest rektorem Papieskiego Wydziału Teologicznego św. Bonawentury „Seraphicum” w Rzymie. W maju 2006 r. został sekretarzem Papieskiej Akademii Niepokalanej w Rzymie.

Jest członkiem Komitetu Nauk Teologicznych Polskiej Akademii Nauk i laureatem nagrody naukowej Katolickiego Stowarzyszenia „Civitas Christiana” w 2007 r., przyznanej za pracę badawczą i naukowo-dydaktyczną w zakresie teologii dogmatycznej i ekumenicznej oraz kształtowanie świadomości ekologicznej.

Prowadzi wykłady w Polsce (w Krakowie – w Papieskiej Akademii Teologicznej, Uniwersytecie Jagiellońskim i Akademii Ochrony Przyrody) oraz we Włoszech (w Uniwersytecie Ca Foscari w Wenecji). Jest autorem wielu książek, artykułów naukowych i popularno-naukowych, recenzji i tłumaczeń.

opr. wp
za: www.franciszkanie.pl

Serce Chrystusa

Czerwiec 3, 2009

               Przypominamy rozważanie Jana Pawła II przed modlitwą „Anioł Pański” z 23 czerwca 2002.

1. Czerwiec to miesiąc szczególnie poświęcony nabożeństwu do Najświętszego Serca Pana Jezusa. Czcić Serce Chrystusa oznacza zwrócić się ku głębinom wnętrza Osoby Zbawiciela — owemu wnętrzu, które Biblia utożsamia właśnie z Jego Sercem, siedzibą miłości, która odkupiła świat.

Jeżeli już serce ludzkie stanowi niezgłębioną tajemnicę, znaną tylko Bogu, o ileż bardziej doskonałe jest Serce Jezusa, w którym pulsuje życie Słowa! W nim, jak sugeruje — powtarzając za Pismem — piękna Litania do Najświętszego Serca Pana Jezusa, znajdują się wszystkie skarby mądrości i umiejętności, cała pełnia Bóstwa.

Aby zbawić człowieka, który padł ofiarą własnego nieposłuszeństwa, Bóg dał mu «serce nowe», wierne Jego pragnieniu miłości (por. Jr 31, 33; Ez 36, 26; Ps 51 [50], 12). Tym sercem jest Serce Chrystusa — arcydzieło Ducha Świętego — które zaczęło bić w dziewiczym łonie Maryi i zostało przeszyte włócznią na krzyżu; stało się w ten sposób niewyczerpanym źródłem życia wiecznego dla wszystkich. To Serce jest teraz rękojmią nadziei dla każdego człowieka.

2. Jak bardzo jest potrzebne współczesnej ludzkości przesłanie, które wypływa z kontemplacji Serca Chrystusa! Skąd bowiem, jeśli nie z tego źródła, będzie ona mogła obficie czerpać łagodność i przebaczenie, niezbędne, aby zaradzić wykrwawiającym ją ostrym konfliktom?

Miłosiernemu Sercu Jezusa pragnę dziś zawierzyć w sposób szczególny mieszkańców Ziemi Świętej: żydów, chrześcijan i muzułmanów. To Serce, które — «zelżywością napełnione» — nigdy nie żywiło uczuć nienawiści czy zemsty, lecz prosiło o przebaczenie dla swych zabójców, to Serce wskazuje jedyną drogę do powstrzymania narastającej przemocy: drogę uspokojenia ducha, wzajemnego zrozumienia i pojednania.

3. Wraz z miłosiernym Sercem Chrystusa czcimy Niepokalane Serce Najświętszej Maryi Panny, Pośredniczki łaski i zbawienia.

Do Niej zwróćmy się teraz z ufnością i prośmy o miłosierdzie oraz pokój dla Kościoła i całego świata.

Benedykt XVI o rocznicy wizyty JPII w Polsce

Czerwiec 3, 2009

          „Pozdrawiam serdecznie Polaków. W tych dniach Kościół w Polsce obchodzi trzydziestolecie pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II do Ojczyzny. Jednoczę się w dziękczynieniu za wszystko to, co w Polsce i w Europie dokonało się dzięki tej wizycie. Pozdrawiam członków ruchu Światło-Życie, którzy spotykają się w Warszawie. Proszę Boga, aby rozwijał się ten ruch, któremu Kościół w Polsce tak dużo zawdzięcza. Szczególne pozdrowienie kieruję do młodych z Polski i z innych krajów, gromadzących się w Lednicy. Przez Chrzest jesteście włączeni w Chrystusa. Wybierzcie Go świadomie, jako drogę i cel Waszej życiowej wędrówki. Niech wszystkim Bóg błogosławi”.

Po włosku Benedykt XVI pozdrowił m.in. księży sercanów zebranych w dniach 17 maja – 12 czerwca w Rzymie na swojej kapitule generalnej, w tym wybranego na następną kadencję przełożonego generalnego, ks. José Ornelasa Carvalho. Papież zachęcił całe zgromadzenie do życia w pełni Ewangelią miłości.

 

za: radiovaticana.org

 

Wiara potrzebuje uczuć i zmysłów

Czerwiec 3, 2009

     Postać średniowiecznego teologa Rabana Maura, zwanego „wychowawcą Niemiec” (praeceptor Germaniae), była przedmiotem papieskiej katechezy podczas audiencji ogólnej.

Raban Maur urodził się około roku 780. Jako młody chłopiec został powierzony opiece benedyktynów. Zdobył wszechstronne wykształcenie, nie tylko teologiczne, ale także w zakresie kultury klasycznej. Był egzegetą, filozofem, poetą, duszpasterzem. Został wybrany opatem klasztoru w Fuldzie, a potem mianowany arcybiskupem swego rodzinnego miasta Moguncji. Diecezje Fulda, Moguncja, Limburg i Wrocław czczą go jako świętego. Najprawdopodobniej jest autorem hymnu Veni Creator Spiritus, niezwykłej syntezy chrześcijańskiej pneumatologii. Pierwsze dzieło, jakie napisał, nosiło tytuł De laudibus Sanctae Crucis – o uwielbieniu Świętego Krzyża. Rozważa w nim tajemnicę zbawienia, które dokonało się przez ofiarę Chrystusa. Jako znawca liturgii chrześcijańskiej starał się kształcić w tym kierunku biskupów i prezbiterów. Wyjaśniał teologię liturgicznych znaków i gestów, odwołując się do Biblii i Ojców Kościoła. Wiele uwagi poświęcił sakramentowi pokuty, dyscyplinie kościelnej i kształceniu kleru.

Ojciec Święty zwrócił uwagę na nieprzemijający wpływ, jaki Raban Maur wywarł na duchowość chrześcijańską, opowiadając się m.in. za rozwijaniem indywidualnej, osobistej odpowiedzi wierzącego na Słowo Boże. Średniowieczny teolog starał się w swojej twórczości zaangażować u czytelnika nie tylko umysł, ale też serce i zmysły. Wiedział bowiem, że wiara dotyka całego jestestwa człowieka i je przekształca, na wzór przedwiecznego Słowa, które stało się ciałem w Chrystusie.

za: radiovaticana.org

 

pope2you.net – watykański portal dla młodzieży

Czerwiec 3, 2009

        Stolica Apostolska testuje nowe sposoby upowszechniania magisterium Benedykta XVI. 21 maja zostanie otwarty specjalny watykański portal dla młodzieży www.pope2you.net. Jego celem jest popularyzacja nauczania obecnego Papieża w pokoleniu nowych technologii – mówi przewodniczący Papieskiej Rady ds. Środków Społecznego Przekazu, abp Claudio Maria Celli. 

„Myślę, że jest to z naszej strony pierwsza poważna próba portalu, który jest skierowany do młodych i stara się nawiązać z nimi treściwy, a przy tym życzliwy dialog – powiedział Radiu Watykańskiemu abp Celli. – Jest to niejako odpowiedź na hasło tegorocznego orędzia Ojca Świętego na Światowy Dzień Środków Społecznego Przekazu, które brzmi: nowe technologie, nowe relacje. Papież zachęca nas do krzewienia kultury dialogu, szacunku i przyjaźni. Przez ten portal chcemy być blisko pokolenia cyfrowego, jak Benedykt XVI nazywa dzisiejszą młodzież”.

Portal ma charakter eksperymentalny. 21 maja pod adresem www.pope2you.net będzie można znaleźć prezentację papieskiego Orędzia na Światowy Dzień Środków Społecznego Przekazu w pięciu językach. Przyszłość tej inicjatywy zależy od jej powodzenia wśród młodych odbiorców.

za: radiovaticana.org

 

O Roku Kapłaństwa

Czerwiec 3, 2009

       Już tylko kilkanaście dni dzieli nas od Roku Kapłaństwa, który rozpocznie się 19 czerwca, w uroczystość Serca Jezusowego. O oczekiwania związane z jego obchodami zapytaliśmy sekretarza Kongregacji ds. Duchowieństwa. Abp Mauro Piacenza zwrócił m.in. uwagę, że Rok Kapłaństwa dotyczy nie samych tylko księży, ale całego Kościoła. Wszyscy wierni mają zdać sobie lepiej sprawę z wielkości Bożego daru, jakim jest posługa kapłańska. Dzięki niej Chrystus nie jest tylko wspomnieniem, ale aktualną obecnością – w sakramentalnym rozgrzeszeniu, w Eucharystii, w głoszeniu Słowa… Sekretarz watykańskiej dykasterii nawiązał też do mającego się ukazać „Dyrektorium dla spowiedników i kierowników duchowych”. Jego publikację w Roku Kapłaństwa zapowiedziano już w liście o programie jego obchodów, który Kongregacja ds. Duchowieństwa rozesłała 14 kwietnia wszystkim biskupom świata.

„Niewątpliwie, jak sygnalizuje się z wielu stron, od kilkudziesięciu lat sakrament pojednania przechodzi głęboki kryzys, przynajmniej co do liczby tych, co do niego przystępują – powiedział Radiu Watykańskiemu abp Piacenza. – Jak się wydaje, coraz mniej jest ludzi, którzy dostrzegają wyraźną różnicę między dobrem a złem, prawdą a kłamstwem, grzechem a cnotą – i w konsekwencji pragną pójść do spowiedzi. Gdy nie ma się poczucia grzechu, to oczywiście trudno mówić o sakramencie pojednania. Myliłoby się go wówczas z wizytą u psychologa czy psychiatry. Z drugiej strony zarówno wskutek zmniejszenia liczby księży w pewnych krajach, jak i fałszywego rozumienia duszpasterstwa nie zawsze łatwo znaleźć kapłana gotowego całymi godzinami spowiadać wiernych. Zatem vademecum dla spowiedników winno pomóc w ponownym odkryciu sprawowania tego sakramentu Bożego miłosierdzia tak księżom, jak i penitentom. Może też ukaże, jak ściśle jest on związany z samą tożsamością kapłana. Da zatem więcej entuzjazmu i lepszą motywację co do tego sakramentu”.

za: radiovaticana.org

« Poprzednia strona