Pogrzeb o. Przemysława Strażyńskiego

16 listopada 2009 | autor: o. Admin

W jesienne popołudnie, 14 listopada 2009 r., na poznańskim cmentarzu Junikowo rodzice, rodzeństwo, współbracia, krewni i przyjaciele pożegnali o. Przemysława Strażyńskiego. W promieniach pięknego, jesiennego słońca płynęła modlitwa za naszego zmarłego współbrata. Obrzędy pogrzebowe rozpoczęły się w poznańskim kościele franciszkanów na Wzgórzu Przemysława, u stóp Matki Bożej w Cudy Wielmożnej, która króluje w Poznaniu, rodzinnym mieście zmarłego o. Przemysława. O godz. 10.oo świątynia wypełniła się zakonnikami oraz wiernymi, którzy rozpoczęli Jutrznię za zmarłych. Na środku nawy głównej, tuż przed prezbiterium stała trumna, na której zgodnie ze zwyczajem położono mszał, stułę oraz kielich. Po modlitwie brewiarzowej Rektor Wyższego Seminarium Duchownego w Łodzi-Łagiewnikach, gdzie przez ostatni czas o. Przemysław pełnił funkcję magistra kleryków, poprowadził różaniec. Punktualnie o godz. 11.oo rozbrzmiała sygnaturka zapowiadająca Eucharystię. Procesja koncelebransów zdawała się nie mieć końca. Wielu wiernych zebranych we franciszkańskim, przepięknie odnowionym kościele widziało współbraci Zmarłego, którzy krocząc ku ołtarzowi samą swą obecnością dawali wyraźny znak braterstwa, które trwa mimo śmierci. Eucharystii (podobnie jak wcześniej Jutrzni) przewodniczył Minister Prowincjalny, o. Adam Kalinowski. Wśród dostojnych gości był o. Jacek Ciupiński z Rzymu, asystent generalny, o. Mirosław Bartos – Minister Prowincjalny Prowincji warszawskiej ze swoim wikariuszem o. Wiesławem Pyzio i sekretarzem o. Zbigniewem Kopciem, a także wikariusz Prowincji krakowskiej o. Paweł Dybka, jak również Ekonom prowincji krakowskiej i przedstawiciele Seminarium z Krakowa. Byli bracia ze wszystkich polskich klasztorów naszej zakonnej Prowincji, a także ci, którzy posługują poza granicami Polski: ze Szwecji, z Niemiec oraz bracia z Białorusi i Stanów Zjednoczonych. Obecna była grupa kleryków z Seminarium w Łagiewnikach wraz z o. Rektorem Michałem i wychowawcą o. Michałem Brzezichą. Samych prezbiterów było ponad siedemdziesięciu. Oprócz najbliższej rodziny o. Przemka – ojca i matki oraz rodzeństwa z rodzinami i jego krewnych, do poznańskiej świątyni przybyło wielu tych, wśród których zmarły franciszkanin posługiwał w rozmaitych duszpasterstwach w Koszalinie, Gdyni, Ostródzie.

W swej homilii (przeczytać ją można w całości poniżej) o. Prowincjał wyszedł od Ewangelii – od śmierci Chrystusa na krzyżu. “Kto ze stojącej pod krzyżem garstki, która wytrwała do końca rozumiał sens tej śmierci?” Przypomniał, że śmierć naszego Pana była tajemnicą. Dopiero Jego zmartwychwstanie odsłoniło inny wymiar owej tragicznej śmierci na Golgocie. A zatem “Wielki Piątek nie miał ostatniego słowa w Jerozolimie i nie ma ostatniego słowa w życiu każdego wierzącego”, a Chrystus, który umierał w cierpieniu, oddawał już wówczas swoje życie i za naszego zmarłego Współbrata.

Minister Prowincjalny przedstawił nam postać o. Przemysława, który pozornie mógł nie pasować do wyobrażeń o św. Franciszku, ale jedynie do tych pobieżnych i powierzchownych. Życie o. Przemysława było życiem franciszkańskim.
Po Eucharystii trumnę z kościoła wynieśli koledzy kursowi o. Przemka: o. Marek, o. Maciej, o. Dariusz i o. Wiesław; wyruszyliśmy na cmentarz Junikowo. Tam ceremonia rozpoczęła się o godz. 13.oo przy kwaterze, gdzie spoczywają bracia z poznańskiego konwentu, którzy wcześniej odeszli do Pana.

W skupieniu przeplatanym modlitwą i smutkiem, złożyliśmy ciało naszego brata w ziemi. Jednak sama natura podpowiadała nam nadzieję: mimo, że była to niemal połowa listopada mocne słońce przypominało o innym Słońcu, wschodzącym z wysoka, które oświeca tych, co w mroku i cieniu śmierci mieszkają i kieruje nasze kroki na drogę pokoju.
Na zakończenie o. Prowincjał z serca podziękował wszystkim za obecność i modlitwę. Bracia, którzy znali o. Przemka osobiście ustawili się w długiej kolejce do rodziców zmarłego, by umocnić ich słowem.

Wyrażamy serdeczne podziękowanie wszystkim, którzy przybyli na pogrzeb naszego Współbrata, a także tym, którzy w tym czasie modlili się za niego.

Życiorys ś.p. o. Przemysława Strażyńskiego

Wszystkie zdjęcia z pogrzebu w GALERII (2 strona)

——————————————————————————————-

Homilia Ministra Prowincjalnego, o. Adama Kalinowskiego, wygłoszona podczas Mszy św. pogrzebowej:

Czytania: Lm 3, 17 – 26; Ps 25 (24); Rz 5, 5 – 11; Łk 23, 44 – 46. 50. 52 – 53

Drodzy Rodzice, Rodzeństwo i Rodzino Ojca Przemysława

Czcigodni i Drodzy Współbracia w posłudze święceń i życiu konsekrowanym,

zwłaszcza drodzy koledzy kursowi Przemka

Drogi Ojcze Rektorze, drodzy Bracia Klerycy i Wychowankowie Ojca Magistra

W Chrystusie umiłowani Siostry i Bracia zgromadzeni ze względu na osobę Zmarłego w tym miejscu i w tej godzinie!

Przed chwilą św. Łukasz Ewangelista zabrał nas ze sobą na miejsce zwane „Czaszką”, na Golgotę. Tam po niesprawiedliwym procesie, wyszydzeniu i wyprowadzeniu za miasto, ukrzyżowano Jezusa z Nazaretu. W samo południe mrok ogarnął ziemię a zasłona Przybytku rozdarła się przez środek. Po godzinach męki Jezus wyzionął ducha. Ten, który przeszedł przez świat dobrze czyniąc, uzdrawiając chorych, wskrzeszając umarłych, przywracając mowę niemym a wzrok niewidomym, rozmnażając chleb dla głodnych i odpuszczając grzechy celnikom i jawnogrzesznicom, umiera śmiercią bandyty, zbrodniarza, fałszywie oskarżony przez kłamliwych świadków. Mistrz, Rabbi, Nauczyciel z Nazaretu, który w otoczeniu swych dwunastu Apostołów i licznego grona uczniów głosił Dobrą Nowinę przemierzając ziemię Palestyńską i czyniąc ją Ziemią Świętą, umiera w opuszczeniu. Uczniowie rozpierzchli się, wiwatujące tłumy Niedzieli Palmowej zamilkły a odezwały się inne głosy: Na krzyż z nim. Ukrzyżuj go!

Kto ze stojącej pod krzyżem garstki, która wytrwała do końca rozumiał sens tej śmierci? Kto z uczniów i Apostołów chowających się w rozproszeniu z lęku i obawy przed prześladowaniem, zdolny był zrozumieć prawdę, którą Jezus nie tylko głosił, lecz chciał zaszczepić w serca swoich uczniów; prawdę o tym, że ziarno tylko wtedy przyniesie plon obfity, jeśli wpadłszy w ziemię obumrze. W przeciwnym bowiem wypadku pozostanie tylko samo. Kto wtedy o tym pamiętał i odnosił do tego co się wydarzyło?

Śmierć Jezusa była tajemnicą.

Dopiero Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa po trzech dniach i ukazanie się w chwale swoim uczniom oraz wiara Kościoła w zbawienie świata przez Misterium Paschalne, odsłania nam inny wymiar tej śmierci, tragedii i bólu, przez jaki przeszedł Jezus i wszyscy, którzy Go kochali. Lecz przecież i dzisiaj są tacy, którzy nie potrafią dostrzec sensu śmierci Jezusa i nie potrafią poradzić sobie ze zgorszeniem krzyża.

Czy może więc dziwić, że i my z wieloma pytaniami, wątpliwościami i niepewnościami stajemy wobec tajemnicy śmierci naszego brata, Ojca Przemysława? Jego nagłe odejście od nas, zejście z tego świata w dniu, w którym Kościół modli się za wszystkich wiernych zmarłych, jego śmierć bez zapowiedzi i ostrzeżenia ma prawo wywoływać pytania, ma prawo być określana jako przedwczesna i niezrozumiana, jako bezsensowna. Bo Wielkiego Piątku nie da się zrozumieć samego w sobie. Tego dnia, w którym po ludzku sądząc Bóg opuścił Boga „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?”. Lecz Wielki Piątek nie miał ostatniego słowa w Jerozolimie i nie ma ostatniego słowa w życiu każdego wierzącego. Chrystus Zmartwychwstał i otworzył nam bramy nieba. Przez te bramy wchodzą ci, którzy – jak mówi św. Paweł w Liście do Rzymian – zostali zachowani od karzącego gniewu i są usprawiedliwieni przez krew Chrystusa. Chrystus bowiem umarł za nas, jako za grzeszników, gdyśmy byli jeszcze bezsilni, tzn. w naszym przypadku wtedy, gdy nas jeszcze w ogóle nie było na świecie, wtedy już Chrystus oddał za nas życie.

Wtedy i za Ciebie Przemku Chrystus oddał swoje życie a Krew Baranka zmyła Twoje grzechy!

To jest naszą nadzieją, która zawieść nie może. Nadzieją na to, że dostąpimy zbawienia ze względu na Życie, Śmierć i Zmartwychwstanie Jezusa. Ze względu na Jego krew przelaną za nas.

Do tej wiary, do takiej ufności trzeba dojrzewać i dorastać. Jest to nieraz długi proces. Mogą być w nas momenty, a nawet lata, w których, jak mówi Księga Lamentacji, z której zaczerpnięte było pierwsze czytanie, człowiek powtarza: przepadła moja moc i ufność moja w Pana. Mogą być chwile, w których wspomnienie udręki i nędzy, jak popiół i trucizna zatruwają duszę, lecz litość Pana nie wyczerpuje się. Miłość jego nie gaśnie, jest nowa i świeża co rano. Autor Księgi Lamentacji, którą w Tradycji Kościoła odnoszono do Męki Pańskiej, z przekonaniem stwierdza, że dobry jest Pan dla ufnych, dla duszy, która Go szuka i zachęca do tego, by czekać w milczeniu ratunku od Pana.

Kochani Współbracia, drodzy Rodzice, Rodzeństwo i Rodzino Ojca Przemysława. Żałobni słuchacze!

Nie wszystko w życiu Ojca Przemka, które trwało stanowczo za krótko, było nam znane. Musimy to przyjąć i na to się zgodzić. Tego niestety zmienić się już nie da. Pocieszeniem są słowa, które na nowo przypomniał nam Sługa Boży Jan Paweł II w Tryptyku Rzymskim: „Omnia nuda et aperta sunt ante oculos Eius” (Wszystko odkryte i odsłonięte jest przed Jego oczami.) Możemy dodać, jedynie przed Jego oczami, na szczęście tylko przed Bożymi oczami.

To jednak, co zostanie po naszym Współbracie, co jest świadectwem jego wiary, życia, pracy, braterstwa, służby Kościołowi i ludziom; co jest świadectwem jego zaangażowania i oddania się potrzebującemu pomocy człowiekowi, pozostaje dla nas jasnym i pokrzepiającym wspomnieniem.

Nasz brat Przemysław był franciszkaninem, który może na pozór nie odpowiadał wyobrażeniom o synach św. Franciszka, które powszechnie funkcjonują. Często poważny i wewnętrznie skupiony nie byłby z pewnością najlepszym kandydatem do odtworzenia roli Franciszka wesoło biegającego po asyskich polach. Nie było też to nigdy jego zamiarem. Uporządkowany i systematyczny, sumienny i obowiązkowy, odrzucający zewnętrzny blichtr i płyciznę chciał uczyć się od Franciszka tego, co mogło mu pomoc w zbliżeniu się do Chrystusa, w nawiązaniu z Nim osobowej relacji i więzi.

Patrząc na życie Ojca Przemka przez pryzmat Biedaczyny z Asyżu widzę dwie rzeczy, a jest ich z pewnością więcej, które odczytuję jako realizację, jako przełożenie franciszkańskiego charyzmatu na osobiste życie naszego Współbrata. Św. Franciszek w pozostawionym nam Testamencie mówiąc o swoim nawróceniu umieszcza je dokładnie w tej godzinie, w której spotkał i ucałował trędowatego. Kiedyś brzydził się takimi ludźmi, a gdy Pan dał mu łaskę, potrafił ich nie tylko pokochać na dystans, ale całkowicie zbliżyć się do nich, służyć im, myć, karmić, pielęgnować. Ojciec Przemysław podczas swej posługi magistra postulatu w Ostródzie, był jednocześnie kapelanem wspólnoty ”Wiara i Światło”. Posługa ludziom, dzieciom, młodzieży, którzy dotknięci są chorobą, kalectwem, upośledzeniem, stała się dla niego nie tylko obowiązkiem, lecz bardzo konkretną formą przeżywania swojej relacji do Chrystusa. Odkrywanie Go w cierpiących, w małych, odrzuconych i wzgardzonych, to pomagało mu oderwać się od samego siebie, od myśli o sobie i zwrócić się ku drugiemu człowiekowi w konkretnych gestach służby, pomocy. To było jego osobiste spotkanie z trędowatym. Jego spotkanie z Chrystusem. Widzę w tym wpływ Franciszka, jego ducha, jego natchnienia.

Inny aspekt przełożenia franciszkańskiej teorii na konkret życia naszego Współbrata wiąże się z poleceniem, które otrzymał od swoich przełożonych.

O Franciszku mówi się, że był budowniczym kościołów, przecież usłyszał od Pana słowa: „Idź i odbuduj mój kościół” Ojcu Przemkowi nie zlecono wprawdzie budowy żadnego kościoła czy klasztoru, lecz dwukrotnie, w klasztorze w Gdyni i w postulacie w Ostródzie, otrzymał polecenie urządzenia kaplicy domowej w nowych pomieszczeniach. To z pozoru niewielkie przedsięwzięcie łączyło się jednak z wieloma trudnościami i przeciwnościami. Lecz on przyjmował te zadania z wielką otwartością i za każdym razem zrealizował najlepiej jak potrafił. Wspólnoty otrzymały tym samym miejsca modlitwy i spotkania z Bogiem, które zachęcają i stwarzają atmosferę do trwania przed Panem. Wiem, że mu na tym bardzo zależało i wewnętrznie cieszyło i myślę, że pojmował to jako osobisty wkład w odnowę Kościoła, przede wszystkim tego duchowego Kościoła, duchowej świątyni, którą jest każdy ochrzczony, każdy zakonnik, każdy kapłan.

Przez konsekwentną pracę nad sobą i pogłębienie swej relacji z Bogiem, nasz Współbrat mógł i chciał służyć innym jako spowiednik, kierownik duchowy, wychowawca. Nie zawsze było to proste. Lecz to również wpisywało się w krzyż, którym naznaczone było jego życie. Najczęściej dźwigał go sam. Lecz i w tym chyba był bliski św. Franciszkowi, który choć najbardziej znany jako radosny piewca Uwielbienia Stworzeń przeżywał wewnętrzne udręki, cierpienia oraz godziny ciemnosci i smutku, z których dramatycznego wymiaru mało kto zdawał sobie sprawę.

Żegnając naszego Współbrata w tym franciszkańskim kościele, Sanktuarium, w którym nie sposób nie myśleć o niebie, o pięknie, o szczęściu i zbawieniu, chcemy z Golgoty i od grobu żałoby przejść do spotkania z Chrystusem Zmartwychwstałym przy Łamaniu Chleba. Bo tylko to daje nam siły i nadzieję. Uczniowie, którzy szli do Emmaus z Jezusem nie poznali Go z początku. Ale my jesteśmy bogatsi mądrością i doświadczeniem wspólnoty Kościoła, która od 2 tys. lat czerpie siłę do życia w najtrudniejszych sytuacjach z wiary w Zmartwychwstałego Chrystusa.

Z tą wiarą stajemy przed wami kochani Rodzice Ojca Przemka, przed Sostrą i Bratem i całą Rodziną. Jesteśmy wam wdzięczni za to, że w Waszym domu, że od was i razem z wami nauczył się wiary, miłości i szacunku do drugiego człowieka, pracowitości, gospodarności, miłości do ojczyzny i poczucia sprawiedliwości i tym wszystkim mógł się z nami dzielić.

Jesteśmy z wami jako duchowa rodzina i prosimy Pana Boga za przyczyną Pani Poznania w Cudy Wielmożnej, aby śmierć Przemka, która boleśnie was i nas dotknęła, pozwolił nam zobaczyć i przeżyć w świetle Męki, Śmierci i Zmartwychwstania swojego Syna.

Siostry i Bracia w Chrystusie

Dziękując w imieniu Gdańskiej Prowincji Franciszkanów wszystkim za obecność w dniu pogrzebu, za wspólną modlitwę, Eucharystię, duchową łączność i solidarność w dniach żałoby, za ludzki szacunek, za miłość i miłosierdzie okazane Ojcu Przemysławowi po śmierci, wierzę mocno w to, że Bóg nikogo nie pozostawi samego z tym, co odejście naszego Współbrata w nim wywołało.

Niech więc Pan sam da siłę swojemu ludowi a temu, który od nas odszedł wieczny odpoczynek.

A Tobie, kochany Przemku życzę, abyś dzięki Miłosierdziu Bożemu mógł pełną piersią z radością i uśmiechem zawołać do Pana tak, jak my to w Twoim imieniu podczas Jutrzni uczyniliśmy: Będę Cię wysławiał Panie, bo przyjąłeś mnie do siebie! Amen.


Najczęściej czytane:

Podobne artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*