Pół dnia na franciszkańskiej pielgrzymce

15 września 2010 | autor: o. Admin

Pobudka o świcie. Zaspane jeszcze oczy wpatrują się w ołtarz i hostię, którą o. Michał, przewodnik pielgrzymki unosi wysoko, w stronę słońca, które  – jak podpowiada jutrznia – właśnie wschodzi z wysoka. Świt to oczywiście pojęcie względne, ale dla uczestników franciszkańskiej pielgrzymki Franciszek Elbląg oznacza wstawanie przed 6.oo, bowiem o tej godzinie najczęściej rozpoczyna się Msza św. Raz nawet pielgrzymi szli w zawody ze wschodem słońca, bowiem rozpoczęli Mszę św. o 5.15… Po śniadaniu wyruszają w drogę. Pierwsze metry marszu, potem już kilometr i kolejny, następny zakręt, mijana wieś, tabliczka z nazwą następnej miejscowości.

Grupa Franciszek Elbląg od dwóch lat wchodzi w skład Elbląskiej Pieszej Pielgrzymki. Wcześniej wyruszała przez 30 lat z Torunia. Obecny przewodnik, o. Michał Nowak zmienił miejsce, z którego rozpoczyna się franciszkański szlak na Jasną Górę. W Toruniu bowiem nie ma klasztoru Braci Mniejszych Konwentualnych, zaś w Elblągu – poza klasztorem – jest Dom Powołaniowy, w którym mieszka o. Michał, Prowincjalny Asystent Powołaniowy. Łatwiej więc wszystko zorganizować, przygotować. Trasa wędrówki wydłużyła się znacznie, jednak pielgrzymów to nie odstrasza. Dwa tygodnie drogi to to, na co czekają przez cały rok. Franciszkańscy pielgrzymi ściągają zatem do Elbląga na dzień przed wyruszeniem do Częstochowy. Tu wieczorem, w kościele św. Pawła, odbywa się nabożeństwo, któremu przewodniczy Minister Prowincjalny o. Adam Kalinowski. Pielgrzymi zapoznają się ze sobą; nie stanowią anonimowej grupy turystów, ale zawiązują wspólnotę. Przyjęci przez gościnnych parafian już na początku doświadczają dobrych serc i otwartych domów. Trzeba jednak iść spać, nazajutrz o świcie trzeba wyruszyć. Po Mszy św. w elbląskiej katedrze oficjalnie rozpoczyna się pielgrzymowanie. Grupa Franciszek Elbląg wraz z innymi grupami diecezji elbląskiej zaczyna marsz na południe. Grupa nie jest wielka (45 osób), ale w tym roku bardzo zróżnicowana. Niemal połowa to osoby duchowne: kapłani, zakonnicy, siostry zakonne, postulanci. Pielgrzymują nie tylko Polacy: o. Krzysztof przywiózł ze sobą z Włoch, z franciszkańskiej parafii w Pizie, dwóch Włochów, którzy zdecydowali się podjąć trud dwutygodniowego marszu. Dla nich pielgrzymowanie rozpoczęło się jeszcze w słonecznej Italii i choć nie szli z Włoch do Polski, to jednak trasa jaką musieli przebyć, by ostatecznie dotrzeć do Częstochowy, jest bardzo długa. Także rozpiętość wieku w grupie jest spora. Najstarszym uczestnikiem jest osiemdziesięciolatek!

Każdy dzień na pielgrzymce jest podobny, a jednocześnie tak inny od pozostałych. Codziennie po śniadaniu pielgrzymi przez kilka godzin wędrują słuchając katechezy, modląc się (różaniec, Godzinki, koronka), dzieląc się swymi doświadczeniami po wysłuchaniu Słowa. Później, wczesnym popołudniem, postój, odpoczynek, obiad. Po zebraniu sił wyruszają na nowo. I znów modlą się, milczą, składają świadectwa. Wreszcie docierają na miejsce noclegu. Niekiedy jest to godzina 17.oo, czasem 19.oo. Tam kolacja i czas na wypoczynek. Zanim jednak wszyscy ułożą się wygodnie na swoich miejscach (może to być dom gościnnych ludzi, szkoła, a nawet remiza strażacka) wspólnie śpiewają, żartują, bawią się. Szczególnie bracia postulanci, którzy mijający rok duszpasterski spędzili w starym, gnieźnieńskim konwencie, a teraz po raz pierwszy idą jako postulanci właśnie, dodają grupie radosnego kolorytu. Wieczorny postój to także czas na opatrywanie ran – palce, pięty, na których co i rusz pojawiają się bąble, zmora każdego piechura, a także naciągnięte mięśnie i czasem zwichnięte kostki. Czujne oko i delikatne ręce wypatrzy potrzebujących i opatrzy bolące miejsce. Pielgrzymi zawsze mogą liczyć na pomoc, a dla tych, którzy już nie mogą iść czeka podróż samochodem, w którym brat Karol, postulant, czuwa, by pielgrzymującym niczego nie zabrakło. Wspiera w tym głównego kwatermistrza, Krzysztofa. Ich praca polega na przygotowaniu miejsca postoju, noclegu, dogrania posiłków. To niełatwa praca, ale – jak z uśmiechem mówi brat Karol: „Ktoś to musi robić…!”

Jak co roku na pielgrzymce są osoby, które dopiero zaczynają przygodę z wędrowaniem oraz ci, którzy już od lat chodzą na Jasną Górę. Po kilku dniach jednak różnice się zacierają. To – jak podkreślają pielgrzymi – jedna z najważniejszych cech pielgrzymki stanowiąca o jej pięknie i wartości: po kilkudziesięciu kilometrach, po kilku dniach marszu wszyscy są zmęczeni, wszyscy są brudni, wszyscy mają trudne chwile, kiedy zmęczenie bierze górę i trzeba mierzyć się nie tylko z kolejnymi kilometrami, głodem i zmęczeniem, ale także zniechęceniem, rozdrażnieniem. Ale pielgrzymka, która „przysparza” tych trudów daje także narzędzia do ich przezwyciężenia. To przede wszystkim czas i miejsce na spotykanie Boga, który przemawia w rozmaity sposób. Tutaj, czy to w małym, zagubionym wśród lasów miasteczku, w szczerym polu, cichym kościółku na skraju wsi, której nazwy nie udało się zapamiętać lub w czasie konferencji, spowiedzi czy różańca – to tutaj, na pielgrzymce można usłyszeć Jego głos. Dlatego wielu idzie z konkretną intencją, pytaniem, ofiarując Panu – obok swego zmęczenia – także znak zapytania z nadzieją, że otrzymają odpowiedź. Tak rodzą się powołania do kapłaństwa, zakonu, małżeństwa czy życia samotnego. Pielgrzymka jest także miejscem uczenia się wspólnoty – czym jest, jak ją tworzyć, jak w niej być autentycznym. Tu nie trzeba już udawać, grać. Po paru dniach po prostu już się nie chce być kimś, kim się nie jest. Zmęczenie odbiera lęk przed odsłonięciem się, otwarciem. Otuchy dodaje też to, że każdy doświadcza zmęczenia, pragnienia, głodu, więc wszyscy są do siebie podobni, nie ma lepszych i gorszych. Na szlaku można naprawdę być sobą. To prawdziwa wolność wędrowania. Wolność, która przychodzi przez poznawanie swoich ograniczeń, limitów, w pewnym sensie swoich niewoli. Pielgrzymka jest więc świetnym lustrem, w którym można się przeglądać i odkrywać kim się jest, przede wszystkim w oczach Bożych.

W odkrywaniu sensu wędrówki pomagają też ludzie, których spotyka się na trasie. Ci, którzy spontanicznie ofiarują coś do jedzenia i picia, którzy machają przechodzącym pielgrzymom i pozdrawiają ich uśmiechami, ci wreszcie, którzy na wieczornym postoju otwierają swoje domy, by przyjąć zmęczonych ludzi idących pokłonić się Maryi.

Gdy wreszcie do Niej docierają, do Jej domu na Jasnej Górze, zapominają o trudach i cierpieniu. Radość wypiera zmęczenie i nogi same niosą przed Czarną Madonnę.

Na razie jednak trzeba iść spać, bo jutro skoro świt (byle nie przed 5…) trzeba wstać i ruszać dalej.

Co jest najsłabszym punktem pielgrzymki? To, że kolejna dopiero za rok. Spośród franciszkańskich pielgrzymów nie znalazł się żaden, który jasno powiedziałby, że za rok nie ma zamiaru pielgrzymować… Przyłącz się i Ty!

Strona grupy Franciszek Elbląg

Filmy o pielgrzymce na Franciszkanie TV

Kontakt z o. Robertem, przewodnikiem pielgrzymki

Więcej zdjęć z tegorocznej pielgrzymki w Galerii (4 strona)


Najczęściej czytane:

Podobne artykuły

One Comment

  1. Pingback: Franciszkanie TV » Pół dnia na franciszkańskiej pielgrzymce

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*