Darłówko: Tablica poświęcona P. Gosiewskiemu

Marzec 16, 2011

Tablicę poświęconą pamięci tragicznie zmarłego w katastrofie smoleńskiej posła Prawa i Sprawiedliwości Przemysława Gosiewskiego odsłonięto na naszym franciszkańskim kościele p.w. Świętego Maksymiliana Kolbego w Darłówku.

Na tablicy umieszczono zdjęcie Przemysława Gosiewskiego, napis „Urodzony w 1964 roku, darłowianin, poseł na Sejm, wicepremier, zginął w katastrofie smoleńskiej 10 kwietnia 2010 roku” oraz fragment „Kwiatów polskich” Juliana Tuwima: „Lecz nade wszystko – słowom naszym, Zmienionym chytrze przez krętaczy, Jedyność przywróć i prawdziwość: Niech prawo – zawsze prawo znaczy, A sprawiedliwość – sprawiedliwość”.

Tablicę odsłoniła wdowa po Przemysławie Gosiewskim – Beata Gosiewska.

W uroczystości wzięli również udział mieszkający w Darłowie rodzice tragicznie zmarłego posła Jadwiga i Jan Gosiewscy oraz parlamentarzyści PiS: Mariusz Błaszczak, Joachim Brudziński, Beata Kempa, Jolanta Szczypińska, Andrzej Dera.

Odsłonięcie tablicy poprzedziła msza święta celebrowana przez księdza kanonika Jana Kazieczko, proboszcza i kustosza bazyliki archikatedralnej św. Jakuba Apostoła w Szczecinie. Homilię wygłosił dyrektor Radia Maryja, redemptorysta ojciec Tadeusz Rydzyk.

List do uczestników uroczystości skierował prezes PiS Jarosław Kaczyński. Pismo odczytał poseł Joachim Brudziński. W liście J. Kaczyński napisał m.in., że „Przemysław Gosiewski, tak jak prezydent Lecha Kaczyński i wielu innych udających się do Smoleńska poległ na służbie”.

„Świętej pamięci Przemysław Gosiewski walkę podjął w czasach komunizmu jako młodzieniec i należał do tych, którzy po odzyskaniu niepodległości nie osiedli na laurach, którzy z uporem zadawali pytanie: Polska, ale jaka? Wiedział, że to, co stało się w 1989 r. i latach kolejnych można traktować jedynie jako początek drogi do tego, co musi być celem każdego polskiego patrioty, a więc Polski silnej, rzeczywiście demokratycznej, sprawiedliwej, szybko się rozwijającej” – napisał w liście Jarosław Kaczyński.

Beata Gosiewska powiedziała, że jej zdaniem „każda forma upamiętnienia jest bardzo ważna, gdyż jest materialnym symbolem, żeby ludzie mieli gdzie przyjść, wspominać, zapalić znicz, pomodlić się”.

- Niestety jest nam przykro, jako rodzinom, że to tylko wysiłkiem nas rodzin i przyjaciół odbywa się upamiętnienie ofiar katastrofy – dodała.

- W Smoleńsku przez ten rok nie powstał żaden pomnik. Tylko z inicjatywy rodzin postawiono krzyż i tablicę. Uważam, że rok powinien wystarczyć na to, żeby w tym miejscu stanął pomnik, który na trwałe by upamiętnił katastrofę. Niestety polski rząd nie przyłożył się. Upamiętnianie odbywa się tylko w ramach prywatnych inicjatyw – powiedziała Beata Gosiewska.

Przemysław Gosiewski urodził się w 1964 r. w Słupsku, dzieciństwo i wczesną młodość spędził w Darłowie. Tu chodził do szkoły podstawowej i średniej. Był również licencjonowanym przewodnikiem turystycznym po ziemi darłowskiej.

za: gazeta.pl

* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *
Franciszkański kanał telewizyjny Zobacz
* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *

Montreal: polonijna pielgrzymka do św. Józefa

Marzec 16, 2011

Dnia 12 marca 2011 r. o godz. 13.00 prawie tysiąc Polaków z Montrealu i Toronto przybyło do Oratorium św. Józefa, by uczestniczyć w nowennie przed uroczystością tego świętego. Mszy św przewodniczył Kustosz o. Wacław Sokołowski, a kazanie wygłosił o. Sylwester Haśnik OFM z Polski, z prowincji Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Tegoroczna pielgrzmka do Oratorium św. Józefa przebiegała w duchu św.Maksymiliana w związku z Rokiem Kolbiańskim i w duchu beatyfikacji Jana Pawla II, której niedługo będziemy świadkami.

Razem z Kustoszem Mszę sw. koncelebrowało dziesięciu księży. Towarzyszył naszym modlitwom chór z parafii Matki Bożej Częstochowskiej, a o.Bogdan Gawot, proboszcz parafii francuskiej św. Antonina był organizatorem tej pielgrzymki z ramienia Kustodii.

Święty Józefie, módl się za nami!

* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *
Franciszkański kanał telewizyjny Zobacz
* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *

O. Kamil Wełymański – franciszkanin na Kaukazie

Marzec 14, 2011

Dnia 14 marca 2011 r. mija 12 lat od śmierci polskiego franciszkanina, o. Kamila Władysława Wełymańskiego. Z okazji tej rocznicy prezentujemy pamiętnik zakonnika, który  przez władze sowieckie został skazany na 25 lat pobytu w wychowawczym obozie pracy. O. Kamil 10 lat spędził na tułaczce po łagrach. W ostatnim roku pobytu (1956) zbierał w swym pamiętniku wpisy towarzyszy niedoli. Oto ów kawałek historii życia franciszkanina, który wiele lat swej duszpasterskiej pracy spędził na Litwie.

Władysław Wełymański urodził się 23 stycznia 1910 r. w należącej wówczas do Polski wsi Nowiki (parafia Opryłowce, powiat Zbaraż, województwo tarnopolskie). W rodzinnej miejscowości cztery lata chodził do szkoły powszechnej. W Zbarażu ukończył piątą klasę, a później uczęszczał do tamtejszego Państwowego Gimnazjum im. H. Sienkiewicza o profilu humanistycznym.

W wieku 18 lat, 1 września 1928 r. w Łagiewnikach koło Łodzi wstąpił do zakonu franciszkanów (Zakon Braci Mniejszych Konwentualnych), otrzymał imię Kamil. Pierwsze śluby zakonne złożył 2 września 1929 r.

W Małym Seminarium oo. Franciszkanów we Lwowie dokończył naukę w zakresie szkoły średniej, przerwaną wcześniej z powodu choroby.We Lwowie w Wyższym Seminarium Duchownym oo. Franciszkanów rozpoczął studia filozoficzne.

17 września 1932 r. złożył śluby wieczyste. Studia teologiczne kontynuował w seminarium franciszkańskim w Krakowie, tam też 18 grudnia 1937 r. otrzymał święcenia kapłańskie. Został skierowany do pracy duszpasterskiej w Czyszkach k. Lwowa.

Całe życie kapłańskie o. Kamila było związane z placówkami kresowymi II Rzeczypospolitej.Pierwsze miesiące wojenne spędził w Czyszkach. Od 1 kwietnia 1940 r. do początku sierpnia był gwardianem klasztoru we Lwowie. 4 sierpnia tego roku został skierowany do parafii w Zaczepicach, w województwie nowogródzkim, na północno-wschodnich kresach Polski.

Z chwilą wybuchu II wojny światowej nasz kraj został podzielony na kilka stref okupacyjnych, co uniemożliwiało kontakty z władzami zakonu we Lwowie, Krakowie i Warszawie. Stąd wynikają trudności w dokładnym odtworzeniu biografii o. Kamila. Wiadomo, że 25 maja 1941 r. przebywał w więzieniu w Mińsku (obecnie stolica Białorusi).W późniejszych latach przebywał w klasztorze w Wilnie.

Po zakończeniu działań wojennych granice Polski zostały przesunięte na zachód, Wilno znalazło się na terenach ZSRR. O. Kamil nie skorzystał z możliwości wyjazdu do Polski w ramach tzw. repatriacji. Chciał dzielić los Polaków, którzy nie opuścili miasta. Pozostał w Wilnie jako jedyny franciszkanin.

Klasztor w Wilnie znalazł się na terenie prowincji warszawskiej. Ówczesny prowincjał o. Maurycy Mazurek OFMConv mianował o. Kamila rektorem franciszkańskiego kościoła w Wilnie.

W czasach stalinowskiego terroru i prześladowania Kościoła, o. Kamil dla wielu ludzi był oparciem moralnym i duchowym. Prowadził działalność patriotyczno-wychowawczą wśród młodzieży wileńskiej. Szczególną opieką otaczał ministrantów, był opiekunem duchowym dziewcząt należących do „Sodalicji Mariańskiej”.

Ta działalność nie uszła uwadze radzieckich organów bezpieczeństwa. O. Kamil był obserwowany i inwigilowany. Trzy lata gromadzono „obciążające” go materiały operacyjne. 24 lutego 1949 r., po zamknięciu kościoła franciszkańskiego, o. Kamil został aresztowany.

Kilka tygodni przesłuchiwano go.25 maja 1949 r. minister bezpieczeństwa Litewskiej Republiki Radzieckiej skazał go na 25 lat pobytu w tzw. „wychowawczym obozie pracy”. Skazano go za „aktywną działalność antyradziecką i nacjonalistyczną”, bo za taką władze imperium sowieckiego uznały obronę polskości oraz przestrzeganie przed zgubnym wpływem komunizmu.Ministerstwo bezpieczeństwa ZSRR 3 sierpnia 1949 r. potwierdziło litewski dekret skazujący.

Obydwa wyroki zostały wydane zaocznie, bez procesu sądowego. W tym czasie o. Kamil przebywał w więzieniu w Wilnie, następnie w Moskwie na Łubiance. Później wywieziono go do obozu w Workucie, do kopalni węgla kamiennego, w północnej części pasma uralskiego, niedaleko Morza Karskiego.

Później przebywał w obozach pracy na terenie dzisiejszego Kazachstanu. Franciszkanin pisał odwołania od wyroku – 2 listopada 1953 r. do prokuratora generalnego ZSRR oraz 28 stycznia 1955 r. do przewodniczącego Rady Najwyższej ZSRR marszałka Woroszyłowa. Zabiegi te były bezskuteczne.

10 lat trwała tułaczka zakonnika po łagrach sowieckich. Na podstawie tzw. amnestii, w 1959 r. został zwolniony. Powrócił na Litwę z zamiarem zamieszkania w Wilnie. Jednak nie otrzymał pozwolenia na osiedlenie się tam, nie mógł też pełnić funkcji kapłańskich. Wędrował z miejsca na miejsca, pracował jako duszpasterz w różnych parafiach.

Najdłużej, bo kilkanaście lat pracował w Miednikach, leżących ok. 35 km na południowy wschód od Wilna. Był tam proboszczem. Ciągle myślał o powrocie do klasztoru i kościoła w Wilnie, który został zamieniony na archiwum dokumentacji radzieckich służb bezpieczeństwa.

2 stycznia 1990 r. o. Kamil został zrehabilitowany i odzyskał prawa obywatelskie, utracone wyrokiem stalinowskiego sądu. 11 marca 1990 r. Republika Litwy ogłosiła niepodległość. O. Kamil doczekał przybycia na Litwę młodych franciszkanów z prowincji gdańskiej. Im powierzył obowiązki duszpasterskie w Miednikach, a sam przeniósł się do Wilna i tam zamieszkał. W ostatnich latach życia używał nazwiska Wielemański.

Kilka lat zabiegał u władz państwowych i kościelnych o odzyskanie klasztoru i kościoła franciszkańskiego, najstarszej świątyni katolickiej w Wilnie. Ostatecznie 15 maja 1998 r. obiekty franciszkańskie wróciły do prawowitych właścicieli. Były zdewastowane i doprowadzone do ruiny. O. Kamil nie zdążył już przeprowadzić remontów. Zmarł w Wilnie, 14 marca 1999 r., w wieku 89 lat.

Autor tekstu: o. Marek Hałambiec OFMConv
Autor fotokopii i tłumaczenie tekstów: Władysław Pitak
Materiał publikowany za zgodą Rektora franciszkańskiego kościoła w Wilnie o. dra Marka Dettlaffa

Całe opisy zdjęć

Gdańsk: Regionalny Dzień Skupienia MI

Marzec 14, 2011

W sobotę pierwszego tygodnia Wielkiego Postu (12 marca 2011 r.) Rycerze Niepokalanej z Gdańska Brzeźna, Gdańska Suchanino i Świętej Trójcy zebrali się w kościele rektorskim Świętej Trójcy przy klasztorze o. Franciszkanów w Gdańsku, na Regionalny Dzień Skupienia. Pragnąc przez modlitwę i uczestnictwo w Eucharystii przygotować się do godnego przeżycia okresu Wielkiego Postu i radosnego przeżycia Zmartwychwstania Pańskiego.

Uroczyste spotkanie rozpoczęło się o godzinie 1000. Zostaliśmy radośnie powitani przez o. Piotra Pliszkę Gwardiana Klasztoru, naszego asystenta, oraz przez wspólnotę R.N. Św. Trójcy, gospodarzy spotkania. Około czterdziestu Rycerzy w skupieniu wysłuchało słowa wprowadzenia w temat: „Sakrament Pokuty i Pojednania”. Następnie w kaplicy św. Anny, przed obrazem Matki Bożej Miłosiernej odśpiewaliśmy godzinki ku czci Niepokalanej. Podzieleni na grupy robocze, staraliśmy się odpowiedzieć na pytania dotyczące sakramentu pokuty. Potem uczestniczyliśmy w Eucharystii, której przewodniczył o. Piotr Pliszka. Słowo Boże wygłosił o. Roman Zioła, dyrektor Domu Pojednania i Spotkań im. Św. Maksymiliana. Ojciec Roman mówił o akceptacji krzyża, który niesiemy oraz że św. Maksymilian był w bunkrze głodowym aby krzyk rozpaczy zamkniętych tam ludzi zamienić na obecność żywego Boga. Mówił też, że sakrament pokuty to obmycie z brudu grzechu i przywdzianie białej szaty.

Po Mszy Świętej do godz. 1400 adorowaliśmy Jezusa w Przenajświętszym Sakramencie modląc się w ciszy oraz słuchając Słowa Bożego czytanego przez o. Piotra. Ojciec Piotr wygłosił katechezę o sakramencie pokuty. Mówił tak, cytuję: „Nie wyniszczycie grzechu nie dotykając korzeni, które powstały w dzieciństwie i wieku dojrzewania. Chrystus umierając na krzyżu za nas dotyka i niszczy korzenie naszego grzechu. Idąc do spowiedzi nie przygotowany biorę tylko <prysznic> a nie zanurzam się w źródle przebaczenia i miłości Bożej… Tylko w spowiedzi szczerej, poprzedzonej modlitwą i rachunkiem sumienia, mogę uzyskać przebaczenie. Mam pamiętać, że w konfesjonale obecny jest Chrystus. Po spowiedzi konieczne jest zadośćuczynienie, czyli naprawienie zła wyrządzonego bliźniemu.” O godzinie 1500 modliliśmy się Koronką do Bożego Miłosierdzia i tak ubogaceni duchowo i umocnieni błogosławieństwem o. Piotra rozeszliśmy się do naszych codziennych zajęć.

Chwała Panu
Rycerka Niepokalanej


* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *
Franciszkański kanał telewizyjny Zobacz
* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *

Sytuacja braci w Japonii

Marzec 13, 2011

Oczy świata w tych dniach zwrócone są na Japonię. Także wierzący całego globu włączają w swe modlitwy poszkodowanych i ofiary kataklizmów. W kraju Kwitnącej Wiśni znajdują się także franciszkańskie klasztory. Oto list nadesłany przez sekretarza prowincji japońskiej do Kurii Generalnej w Rzymie.

Drodzy Współbracia

Na chwilę obecną nie mamy większych problemów.

W północnej części Japonii, gdzie miały miejsce największe zniszcze­nia spowodowane trzęsieniem ziemi i tsunami, nie mamy klasztorów. Ogrom zniszczeń mogliśmy oglądać jedynie w telewizji.

Pierwszy, najsilniejszy wstrząs był odczuwalny w domu prowincjalnym w Tokio. Wiecie doskonale, że trzęsienia ziemi są w Japonii częste; nigdy jednak nie odczułem tak mocnego wstrząsu. Owszem, podobna sytuacja miała miejsce szesnaście lat temu w Nigawa, ale w Tokio nigdy czegoś podobnego nie przeżyłem. W moim pokoju pospadały z półek książki. W domu prowincjalnym i w seminarium popękały niektóre figury świętych, a przedmioty codziennego użytku potłukły się.

Nadal odczuwamy silne wstrząsy.

Wczoraj, w celu uniknięcia dodatkowych strat, zostały wstrzymane wszystkie pociągi; obecnie, powoli wszystko wraca do normy. Za kilka godzin będziemy mieli dokładniejsze wiadomości co do strat osobowych i materialnych w naszym kraju.

Dziękujemy wam za modlitewne wsparcie

Z braterskim pozdrwieniem
fr. Luca Shinichiro Tanizaki

Rola rodziców w odkrywaniu powołania

Marzec 10, 2011

Zachęcamy do zapoznania się z rozważaniem o. Michała Nowaka, Prowincjalnego Asystenta do spraw Powołań, na temat roli, jaką pełnią rodzice w odczytywaniu swego powołania przez dziecko. Tekst zaczerpnięty został ze strony franciszkańska3.

… może się czasem okazać, że walczycie z Bogiem. (Dz 5,39)

U samego początku tych kilku refleksji muszę poczynić pewne założenia, bo bez nich zabrakłoby nam „zawiasu”, na którym mogłyby się oprzeć dalsze wywody. Pierwsze z nich to założenie, że jako ludzie wierzący uznajemy istnienie czegoś takiego, jak powołanie (nie ograniczając go li tylko do życia kapłańskiego, czy konsekrowanego). Czy nazwiemy je językiem poetyckim mówiąc o „marzeniu Boga o naszym życiu”, czy bardziej prozaicznie, powiemy o zestawie pewnych wewnętrznych natchnień, na których opieramy nasze życiowe wybory, czy jeszcze inaczej zechcemy je zdefiniować, mam nadzieję, że zgadzamy się co do tego, że ono istnieje dla każdego z nas, jego źródłem jest Bóg, a celem nasze szczęście. Po wtóre, zakładam, że zgadzamy się co do tego, że nasze powołanie, jakimkolwiek by nie było, jest możliwe do rozpoznania na drodze chrześcijańskiego rozeznawania, która nie domaga się nadprzyrodzonych interwencji, chyba że Dawca Powołania zadecyduje inaczej. Po trzecie wreszcie zakładam, że zgadzamy się co do tego, że dzieci nie są „własnością” rodziców, ale raczej rodzice współuczestniczą w Bożej odpowiedzialności za losy dziecka, a potem młodego człowieka. Co za tym idzie, wierzę, że jesteśmy w stanie zgodzić się również z tym, że nadchodzi moment, kiedy dziecko samo musi przejąć tę odpowiedzialność za siebie i swoje dalsze losy. Czynię te założenia na początku, ponieważ dowodzenie ich prawdziwości znacznie wykracza poza cele, które sobie stawiam w tym krótkim bądź co bądź tekście. U początku muszę nadmienić również, że nie występuję tu jako obrońca biednej, zdominowanej przez swoich rodziców młodzieży, choć to, o czym chcę pisać z pewnością może wzbudzić kontrowersję raczej w gronie rodziców, niż młodzieży…

A zatem do dzieła. Nazywam się Michał Nowak, jestem franciszkaninem, pełnię funkcję Prowincjalnego Asystenta do spraw Powołań i chcę dziś napisać o roli rodziców w odkrywaniu i realizacji powołania przez ich dziecko… W imię Boże!

Chrześcijańskie rozeznawanie przedstawione w sposób najbardziej schematyczny musi zakładać przynajmniej trzy etapy – przygotowanie do decyzji, podjęcie tejże i realizacja, czyli inaczej mówiąc weryfikacja prawdziwości rozeznawania. Każdy z tych etapów ma swoją dynamikę i żadnego z nich nie da się ominąć. Każdy z nich powinien być rzecz jasna potraktowany poważnie.

Najwcześniej rozpoczyna się etap przygotowania do podjęcia decyzji, który inaczej można nazwać zbieraniem informacji. Trudno często uchwycić moment jego rozpoczęcia, choć jeśli chodzi o powołanie kapłańskie czy zakonne, eksperci dowodzą, że rodzi się ono najczęściej między 10, a 14 rokiem życia. Per analogiam można więc pewnie mówić o innych powołaniach. Jest to czas szybkiego dorastania, pierwszej zmiany szkoły, a co za tym idzie, często również środowiska znajomych i przyjaciół. Samo w sobie powoduje to liczne napięcia w młodym człowieku. Różnorakie doświadczenia, spotkania z ciekawymi ludźmi, szukanie autorytetów (często jeszcze po omacku i nie do końca świadomie) owocuje wykrystalizowanie pewnych zainteresowań, które z pewnością należy brać pod uwagę przy rozeznawaniu. Wrodzone talenty i pewne nabyte zdolności (jak choćby tzw. „umysł ścisły”, czy talenty artystyczne) też stanowią jakąś wskazówkę. Bogactwo bodźców i możliwości może jednak zaowocować niemałym zagubieniem i odkładaniem myślenia na temat przyszłości na jakiś jej odległy i nieokreślony punkt, co często jest później postrzegane przez samych zainteresowanych jako swoista „strata tego czasu”.

Wydaje się, że pierwszym zadaniem rodziców jest wprowadzenie w postrzeganie swojego dziecka kategorii powołania, które oczywiście samo w sobie jest czymś więcej, niż tylko pytaniem – co ty drogi synku, czy droga córeczko chciałbyś w życiu robić? Ale takie pytanie stanowi dobry punkt wyjścia dla skierowania rozmowy na pytanie – a czy zastanawiałeś się już, co dla ciebie zaplanował Pan Bóg? Sprowokowanie do rozmowy o przyszłości i wprowadzenie do niej Pana Boga może ukazać rangę i wartość tego typu przemyśleń na tu i teraz, a nie na kiedyś i potem…

Warto do tematu wracać i prowokować do wypowiadania głośno pewnych planów i wizji, jednocześnie próbując podsumowywać je wraz z dzieckiem, bo w tym wieku trudno jeszcze o myślenie syntetyczne i co za tym idzie o ogarnięcie myślą większej całości.

Jest tu z pewnością miejsce na dialog i delikatną korektę „słabych punktów”. Świadomie piszę „delikatną”, bo wrażliwość młodzieży w tej dziedzinie jest wielka, a każda krytyka jest traktowana jako zamach na wolność, której w okresie młodości tak chętnie się przecież wszyscy uczymy.

Tym bardziej warto zadbać o pewną intymność tego typu rozmów i nie czynić z nich „rodzinnej debaty”, bo może to zaowocować zamknięciem na dalsze rozeznawanie i utratą wszelkiego udziału w dalszym decydowaniu dziecka.

Co więcej, wystrzegać się należy wszelkiej jawnej i stanowczej krytyki nawet najbardziej niedorzecznych, naszym zdaniem, pomysłów. Delikatność i cierpliwa argumentacja są tu z pewnością sprzymierzeńcami rodziców.

Jest to chyba szczególnie ważne w sytuacji, gdy mówimy o rodzącym się ewentualnym powołaniu do kapłaństwa, czy życia zakonnego. Nie tak dawno rozmawiałem z młodym chłopakiem, którego matka na wieść, że myśli on o życiu zakonnym odpowiedziała natychmiast – do żadnego zakonu nie pójdziesz, bo ja nie po to cię rodziłam, żebyś sobie życie w zakonie marnował. Chłopak był bardzo rozżalony i prosił o radę. Pomijając to, co mu doradziłem, wykorzystałem ten przykład na jednym z kazań i dość krytycznie odniosłem się do postawy matki, która, dodajmy, jest praktykującą katoliczką. Po mszy podszedł do mnie pewien mężczyzna i oburzony powiedział, że nie mam prawa tego oceniać, bo nigdy nie będę rodzicem. Odpowiedziałem, że owszem, rodzicem nie będę, ale jestem dzieckiem i potrafię sobie wyobrazić co we mnie wywołałaby taka postawa mojego rodzica. Na co pan ów w nieco innym już tonie stwierdził, że przecież każdy rodzić chce dla swojego dziecka jak najlepiej… Odpowiedziałem, że owszem, co do tego nie ma żadnych wątpliwości – każdy rodzic CHCE dla swojego dziecka jak najlepiej, ale skąd przekonanie, że rodzic WIE co dla dziecka jest najlepsze?

I choć, jak powiadam, z cała życzliwością podchodzę do troskliwości rodziców o przyszłość ich dzieci, to jednocześnie z wielkim smutkiem notuję wszelkie próby naciskania na dziecko w tym etapie celem wymuszenia na nim rezygnacji z poszukiwań w tych dziedzinach, które dla rodzica wydają się być nie do przyjęcia. Zwłaszcza jeśli są to próby podyktowane „dorosłą” wrażliwością, „doświadczeniem” i „lepszą znajomością życia”. Trudno dziwić się młodym, że za taką pomocą nie tęsknią. Mądre doradztwo. Tak podsumowałbym rolę rodziców w tym pierwszym etapie, który winien być zwieńczony podjęciem konkretnej decyzji.

Decyzja jest jakimś zwornikiem dwóch pozostałych etapów. Punktem dojścia, ale i punktem wyjścia. Punktem, w którym z pewnością wsparcie rodziców jest czymś szalenie potrzebnym. Podjęcie decyzji wiąże się z przyjęciem odpowiedzialności za jej konsekwencje i to warto młodzieży uświadamiać. Władza rodziców jest tu ograniczona – wracam do jednego z założeń przyjętych na początku. Dzieci nie są własnością rodziców. Dodajmy, że etap, o którym mowa następuje nie wcześniej zwykle, niż w wieku 18, czy 19 lat, a współcześnie nawet później. Wolna i suwerenna – tylko taka decyzja ma szansę nauczyć młodego człowieka odpowiedzialnego podejścia do życia i jego spraw. Czasem, powiedzmy to wprost, decyzja podjęta przez dziecko nie jest łatwa do zaakceptowania przez rodziców. Ale błądzenie jest wpisane w naszą ludzką kondycję i nie sposób go uniknąć. Jest ono naturalnym etapem naszego dojrzewania. Warto jednak, powtórzmy, przewidywać konsekwencje podejmowanej decyzji razem z dzieckiem i w atmosferze spokoju ważyć ich ciężar, jednocześnie badając w szczerości serca źródła oporu i nieakceptacji, jeśli takie uczucia rodzą się wobec przewidywanego postępowania dziecka. Na tym etapie trudno z całą pewnością przewidzieć, czy decyzja jest słuszna czy błędna, więc kategoryczne twierdzenia są raczej nieuzasadnione. Wszelkie zdecydowane próby wpływania na zmianę decyzji młodego człowieka zwykle odnoszą dokładnie przeciwny od zamierzonego skutek, eskalując konflikty i wprowadzać niepotrzebną nerwowość. Jeśli na drodze spokojnej rozmowy nie sposób dojść do porozumienia, z całą pewnością nie uda się to również na „wojennej ścieżce”. Na tym etapie pozycja rodziców wydaje się jednak dość słaba, bo, jak pokazuje doświadczenie, podejmowanie decyzji związanych z przyszłością mieści się w zakresie budowania swojej niezależności przez młodego człowieka, a ten proces trudno zatrzymać. Byłoby to zresztą niesłuszne. Nie znaczy to jednak, że rola rodziców jest nie znacząca. Bynajmniej. Ich wsparcie na tym etapie jest nie do przecenienia i szczerze podziwiam tych rodziców, którzy mimo niezgody wewnętrznej na decyzję dziecka, stoją za nim murem, wierząc, że czas pokaże, czyje przewidywania okazały się prawdziwe. Nie o rację zresztą tu chodzi, ale o szczęśliwe życie, a decyzje, o których mowa, zwykle nie są definitywne już w momencie ich podejmowania i zawsze można zawrócić.

Tu pozwolę sobie na małą dygresję dotyczącą podejmowania decyzji w ogólności. Okazuje się to dziś coraz trudniejsze dla znacznego grona młodych ludzi. Nie mówię już o wyborze stanu zakonnego, czy kapłańskiego. Często wybór studiów jawi się już jako niemal niepokonalna trudność. Wynika to czasem ze wspominanego przeze mnie odkładania na bliżej nieokreślone „później” wszelkiego planowania i rozeznawania. Kiedy nadchodzi moment decyzji, nie ma właściwie żadnych danych, żadnych przemyśleń, ani planów, co rodzi niemal paniczny lęk przed odpowiedzialnością. Podobny lęk, choć płynący z innego źródła dotyka „Piotrusiów Panów”. Tę życiową postawę opisuje o. Anselm Grun w swoje książce pod tytułem „Walczyć i kochać. Mężczyźni w poszukiwaniu własnej tożsamości”. Do tej lektury zatem zainteresowanych odsyłam. Sam natomiast chcę wspomnieć jeszcze o czymś, co nazywam „duchowością ronda”. Młody człowiek wobec nadmiaru propozycji i nieumiejętności podjęcia żadnej decyzji wchodzi niejako na „życiowe rondo”, tłumacząc, że jeszcze ma czas, w czym niestety czasem gorliwie sekundują mu jego rodzice. Wobec tego miewamy czasem trzydziestolatków, którzy wciąż mieszkając z własnymi rodzicami powtarzają jak mantrę, że jeszcze mają czas… I to jest problem, z którym w duszpasterstwie powołań spotykamy się coraz częściej.

Przejdźmy wreszcie do trzeciego etapu, który wieńczy proces rozeznawania, a który również warto przeżyć razem z dzieckiem. Dość szybko po podjęciu decyzji widać, czy można o niej powiedzieć jako o decyzji słusznej. Staje się to widoczne dla samego zainteresowanego, jak również dla postronnych obserwatorów. Człowiek, który wybrał właściwie, rozkwita w swoim powołaniu, ma poczucie „bycia na swoim miejscu”, mimo obiektywnych czasem trudności. Potrafi swoim entuzjazmem zarażać innych, także swoich, być może sceptycznych rodziców. Jeśli chodzi o życie zakonne widać to znakomicie w sytuacji, kiedy jedno z rodziców nie akceptuje decyzji swojego dziecka o rozpoczęciu takiego życia, ale po jakimś czasie składa mu wizytę w klasztorze. Szczęście malujące się na twarzy dziecka, radosne opowieści o zakonnej codzienności skruszyły już niejedno serce tatusia, czy mamusi, którzy przekonali się na własne oczy, że żadna krzywda się ich dziecku nie dzieje. Tu łatwo przewidzieć rolę rodziców i nazwać ją towarzysząco-wspierającą.

Gorzej, jeśli rozeznanie okazało się niewłaściwe. Wówczas rezygnując ze standardowych i triumfalistycznych „a nie mówiłem”, warto cofnąć się wraz z dzieckiem do punktu wyjścia i podjąć żmudny proces rozeznawania jeszcze raz. Rodzina bogatsza o takie doświadczenie, jeśli z miłością i spokojem powróci do punktu wyjścia, ma duże szanse wyjść z takiego kryzysu umocnioną i silniejszą. Nie należy jednakże zdejmować z młodego człowieka odpowiedzialności za ponoszenie konsekwencji błędnych decyzji. Wspierać, ale nie zastępować. Tylko tak będą oni w stanie pojąć czym jest odpowiedzialność za życie własne, a także za życie tych, których być może kiedyś Pan Bóg im powierzy.

Na koniec jeszcze mała refleksja osobista. Różnych rodziców już spotkałem w ciągu trzech lat mojej posługi na tym stanowisku. Bywali bardzo szczęśliwi z powodu decyzji swoich dzieci, bywali pełni niepokoju o słuszność ich decyzji. Spotykałem nerwusów i szczerze pragnących zrozumieć motywy kierujące ich dzieckiem, stawiających wiele konkretnych i bardzo ważnych pytań. Wszyscy oni musieli zmierzyć się z trudną sytuacją utraty pełnej kontroli nad życiem i decyzjami ich dzieci, zmierzyć się z początkami ich dorosłości. Wobec każdego z nich zachowuję pełen szacunek i jestem przekonany, że bardziej lub mniej umiejętnie starali się wspierać swoich synów, czy córki, choć nie zawsze byli w stanie wszystko zrozumieć i zaakceptować od razu. W duchu szacunku chciałbym zakończyć ten tekst ogromną prośbą do rodziców – SŁUCHAJCIE waszych dzieci. Problem bycia niewysłuchanym w swojej własnej rodzinie sygnalizują oni bowiem najczęściej. I szanujcie Boże tajemnice, które dokonują się w ich sercach… żeby się czasem nie okazało, że walczycie z Bogiem (Dz 5, 39).

o. Michał Nowak OFM Conv.

powolania@franciszkanie.gdansk.pl

GG:8688482

Strona Powołaniowa

za: franciszkańska3.pl

Wielki Post 2011 – Środa Popielcowa

Marzec 9, 2011

Zapraszamy do obejrzenia pierwszej części nowego cyklu przygotowanego przez FranciszkanieTV – Wielki Post 2011 – Wybierz swoje miejsce.

Pierwszy odcinek ukazuje świadectwa braci nowicjuszy z Kalwarii Pacławskiej o przeżywaniu Wielkiego Postu. Warto dodać, że film został przygotowany i nagrany przez braci nowicjuszy.

W każdą sobotę Wielkiego Postu 2011 na stronie www.franciszkanie.tv ukazywać się będą kolejne odcinki cyklu z rozważaniami niedzielnych Liturgii Słowa.

Zobacz pierwszy odcinek Wielki Post 2011

Zobacz zapowiedź cyklu

Orędzie Benedykta XVI na Wielki Post 2011

Marzec 9, 2011

„Z Chrystusem jesteście pogrzebani w Chrzcie, z Nim jesteście także wskrzeszeni” (por. Kol 2,12)

Drodzy bracia i siostry,

Wielki Post, który prowadzi nas do świętowania Wielkiej Nocy, jest dla Kościoła drogocennym i ważnym okresem liturgicznym, dlatego z radością kieruję do was słowo, aby był on przeżywany z należnym zaangażowaniem. Wspólnota Kościoła, gorliwie trwająca w modlitwie i w czynnej miłości, wypatruje ostatecznego spotkania ze swym Oblubieńcem, gdy nadejdzie czas wiekuistej Paschy, intensyfikuje swoją drogę oczyszczenia w Duchu, aby z większą obfitością dostąpić w tajemnicy odkupienia nowego życia w Chrystusie Panu (por. I Prefacja Wielkopostna).

1. To właśnie życie zostało nam już przekazane w dniu naszego Chrztu, gdy „stając się uczestnikami śmierci i zmartwychwstania Chrystusa”, zaczęła się dla nas „radosna i zdumiewająca przygoda ucznia” (Homilia z dnia Chrztu Pańskiego, 10 stycznia 2010). Święty Paweł w swoich listach wielokrotnie kładzie nacisk na wyjątkową wspólnotę z Synem Bożym, która realizuje się w tym obmyciu. Fakt, że w większości przypadków Chrzest otrzymuje się w dzieciństwie, ukazuje, że chodzi o dar Boga: nikt poprzez własne siły nie zasługuje na życie wieczne. Miłosierdzie Boga, które gładzi grzech i pozwala przeżywać we własnej egzystencji „te same dążenia Chrystusa Jezusa” (Flp 2,5), darowane jest człowiekowi z czystej łaski.

Apostoł Narodów wyraża w Liście do Filipian sens transformacji, która dokonuje się wraz z udziałem w śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa, wskazując na jej cel: „abym mógł poznać Jego, moc Jego zmartwychwstania, udział w Jego cierpieniach, upodabniając się do Jego śmierci, w nadziei na osiągnięcie zmartwychwstania umarłych” (Flp 3,10-11). Chrzest nie jest więc rytem z przeszłości, ale spotkaniem z Chrystusem, które kształtuje całe istnienie ochrzczonego, daje mu życie Boże i wzywa go do szczerego nawrócenia, sprawionego i podtrzymanego przez Łaskę, które prowadzi go do osiągnięcia dojrzałej postawy Chrystusa. Szczególny związek łączy Chrzest z Wielkim Postem, jako czasem dobrym do przeżycia zbawiającej Łaski. Ojcowie Soboru Watykańskiego II wezwali wszystkich Pasterzy Kościoła do używania „obficiej elementów chrzcielnych właściwych dla liturgii wielkopostnej” (Konstytucja Sacrosanctum Concilium, 109). W istocie, Kościół od zawsze łączy Wigilię Paschalną z celebracją Chrztu: w tym sakramencie realizuje się owa wielka tajemnica, przez którą człowiek umiera dla grzechu, uzyskuje udział w nowym życiu w Zmartwychwstałym Chrystusie i otrzymuje tego samego Ducha Bożego, który wskrzesił Chrystusa z martwych (por. Rz 8,11). Ten darmowy dar powinien być zawsze w nas ożywiany, a Wielki Post daje nam drogę analogiczną do katechumenatu, który dla chrześcijan starożytnego Kościoła, podobnie jak dla katechumenów dzisiejszych, jest niezastąpioną szkołą wiary i życia chrześcijańskiego: oni naprawdę przeżywają Chrzest jako akt decydujący dla całej ich egzystencji.

2. Aby wejść na poważnie na drogę wiodącą do Wielkiej Nocy i przygotować się do świętowania Zmartwychwstania Pańskiego – najradośniejszego i najuroczystszego święta całego roku liturgicznego – cóż może być bardziej stosowne, niż pozwolić się prowadzić Słowu Bożemu? Dlatego Kościół, w tekstach ewangelicznych kolejnych niedziel Wielkiego Postu, prowadzi nas do szczególnie intensywnego spotkania z Panem, zapraszając nas do przebiegnięcia na nowo etapów chrześcijańskiego wtajemniczenia: dla katechumenów w perspektywie otrzymania sakramentu odrodzenia, dla ochrzczonych w perspektywie nowych i decydujących kroków w naśladowaniu Chrystusa i w jeszcze głębszym darze dla Niego.

Pierwsza niedziela wielkopostnej drogi ukazuje naszą sytuację człowieka na tej ziemi. Zwycięska walka z pokusami, która rozpoczyna misję Jezusa, jest zaproszeniem do uświadomienia sobie własnej ułomności, aby przyjąć Łaskę, która uwalnia z grzechu i wlewa nową siłę w Chrystusie jako drodze, prawdzie i życiu (por. Obrzędy Chrześcijańskiego Wtajemniczenia Dorosłych, n. 25). Jest stanowczym wezwaniem by przypomnieć, jak wiara chrześcijańska implikuje, na wzór Chrystusa i w jedności z Nim, walkę „z władcami tego świata pogrążonego w ciemnościach” (Ef 6,12), w którym diabeł działa i nie ustaje, także i dzisiaj, w kuszeniu człowieka, który chce zbliżyć się do Pana: Chrystus wychodzi z niej zwycięski, aby otworzyć nasze serce na nadzieję i prowadzić nas do zwyciężania pokus zła.

Ewangelia o Przemienieniu Pańskim stawia przed naszymi oczami chwałę Chrystusa, która antycypuje zmartwychwstanie i która zwiastuje przebóstwienie człowieka. Wspólnota chrześcijańska uświadamia sobie, że jest prowadzona, jak apostołowie Piotr, Jakub i Jan, „osobno, na wysoką górę” (Mt 17,1), aby przyjąć na nowo w Chrystusie, jako synowie w Synu, dar Łaski Bożej: „To jest mój Syn umiłowany, w którym sobie upodobałem. Słuchajcie Go” (w. 5). Jest to zaproszenie do oddalenia się od codziennego szumu, aby zanurzyć się w obecności Boga: On chce przekazać nam każdego dnia słowo, które przenika do głębin naszego ducha, gdzie rozróżnia dobro od zła (por. Hbr 4,12) i umacnia wolę pójścia za Panem.

Prośba Jezusa do Samarytanki: „Daj mi pić” (J 4,7), która przekazana zostaje w liturgii trzeciej niedzieli, wyraża uczucie Boga do każdego człowieka i pragnie wzbudzić w naszym sercu pragnienie daru „wody, który tryska ku życiu wiecznemu” (w. 14): jest to dar Ducha Świętego, który czyni z chrześcijan „prawdziwych czcicieli”, którzy modlą się do Ojca „w duchu i prawdzie” (w. 23). Tylko ta woda może ugasić nasze pragnienie dobra, prawdy i piękna! Tylko ta woda, dana nam przez Syna, nawadnia pustynie niespokojnej i nienasyconej duszy, dopóki ta „nie spocznie w Bogu”, zgodnie ze słynnymi słowami świętego Augustyna.

„Niedziela niewidomego od urodzenia” ukazuje Chrystusa jako światłość świata. Ewangelia stawia każdemu z nas pytanie: „Czy ty wierzysz w Syna Człowieczego?” „Wierzę, Panie!” (J 9,35.38), stwierdza z radością niewidomy od urodzenia, stając się głosem każdego wierzącego. Cud uzdrowienia jest znakiem, że Chrystus, razem ze wzrokiem, pragnie otworzyć nasze spojrzenie wewnętrzne, aby nasza wiara stawała się coraz głębsza i abyśmy mogli rozpoznać w Nim naszego jedynego Zbawiciela. On rozświetla wszystkie ciemności życia i prowadzi człowieka do życia jako „syn światłości”.

Gdy piątej niedzieli zostaje nam ogłoszone wskrzeszenie Łazarza, jesteśmy postawieni przed ostatnią tajemnicą naszej egzystencji: „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem… Wierzysz w to?” (J 11,25-26). Dla wspólnoty chrześcijańskiej jest to moment szczerego złożenia, wraz z Martą, całej nadziei w Jezusie z Nazaretu: „Tak, Panie, ja wierzę, że Ty jesteś Chrystus, Syn Boży, który przychodzi na świat” (w. 27). Współudział z Chrystusem w tym życiu przygotowuje nas do pokonania granicy śmierci, aby żyć bez końca w Nim. Wiara w zmartwychwstanie umarłych i nadzieja na życie wieczne otwierają nasze spojrzenie na ostateczny sens naszej egzystencji: Bóg stworzył człowieka dla zmartwychwstania i dla życia, i ta prawda nadaje autentyczny i definitywny wymiar ludzkiej historii, ich życiu osobistemu i ich życiu społecznemu, kulturze, polityce, ekonomii. Pozbawiony światła wiary cały wszechświat zostaje zamknięty w grobie bez przyszłości, bez nadziei.

Wielkopostna droga znajduje swoje spełnienie w Triduum Paschalnym, szczególnie Wielkiej Wigilii Świętej Nocy: odnawiając przyrzeczenia chrzcielne, ponownie wyznajemy, że Chrystus jest Panem naszego życia, tego życia, które Bóg nam podarował, gdy zostaliśmy odrodzeni „z wody i z Ducha Świętego”, i potwierdzamy nasze mocne postanowienie, by odpowiadać działaniu Łaski, aby stawać się Jego uczniami.

3. Nasze zanurzenie w śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa przez Sakrament Chrztu każdego dnia nas pobudza, by uwolnić nasze serce od ciężaru rzeczy materialnych, od egoistycznego przywiązania do „ziemi”, które nas zubaża i które przeszkadza nam w byciu dyspozycyjnymi i otwartymi na Boga i na bliźniego. W Chrystusie Bóg objawił się jako Miłość (por. 1 J 4,7-10). Krzyż Chrystusa, „słowo Krzyża” objawia zbawczą moc Boga (por. 1 Kor 1,18), która się daje, aby wywyższyć człowieka i przynieść mu zbawienie: miłość w jej najbardziej radykalnej formie (por. Enc. Deus caritas est, 12). Poprzez tradycyjne praktyki postu, jałmużny i modlitwy, wyrazy zaangażowania w nawrócenie, Wielki Post uczy żyć w świecie coraz bardziej radykalną miłością Chrystusa.

Post, który może mieć różne motywacje, nabiera dla chrześcijanina znaczenia głęboko religijnego: czyniąc nasz stół uboższym, uczymy się pokonywać egoizm, aby żyć w logice daru i miłości; znosząc pozbawienie czegoś – i to nie tylko zbytecznego – uczymy się odwracać spojrzenie od naszego „ja”, aby odkryć Kogoś obok nas i rozpoznać Boga w obliczach tylu naszych braci. Dla chrześcijanina post nie powoduje zamknięcia się, ale otwiera bardziej na Boga i na potrzeby ludzi, a także sprawia, że miłość do Boga staje się także miłością do bliźniego (por. Mk 12,31).

Na naszej drodze znajdujemy się przed pokusą posiadania, chciwością pieniędzy, która usidla prymat Boga w naszym życiu. Żądza posiadania prowokuje przemoc, nadużycia władzy i śmierć; dlatego Kościół, szczególnie w czasie wielkopostnym, wzywa do praktykowania jałmużny, to znaczy zdolności do dzielenia się. Natomiast bałwochwalcze służenie dobrom materialnym nie tylko oddala od drugiej osoby, ale odziera człowieka, czyni go nieszczęśliwym, łudzi go, nie urzeczywistniając tego, co obiecuje, ponieważ umieszcza rzeczy materialne na miejscu Boga, jedynego źródła życia. Jak pojąć ojcowską dobroć Boga, jeśli serce jest pełne siebie samego i swoich własnych projektów, którymi łudzimy się, że możemy zapewnić sobie bezpieczną przyszłość? Pokusa polega na myśleniu tak, jak bogacz w przypowieści: „Duszo moja, do twej dyspozycji masz wiele dóbr na wiele lat…” Znamy osąd Pana: „Głupcze, tej właśnie nocy zażądają od ciebie twojego życia…” (Łk 12,19-20). Praktykowanie jałmużny jest wezwaniem do prymatu Boga i do uwagi skierowanej na bliźniego, aby na nowo odkryć naszego dobrego Ojca i przyjąć Jego miłosierdzie.

W całym okresie wielkopostnym Kościół daje nam ze szczególną obfitością Słowo Boże. Rozważając i przyjmując je, aby żyć nim na co dzień, uczymy się drogocennej i niezastąpionej formy modlitwy, ponieważ uważne słuchanie Boga, który stale mówi do naszego serca, karmi drogę wiary, którą rozpoczęliśmy w dniu Chrztu. Modlitwa pozwala nam również zdobyć nowe pojęcie czasu: w istocie, bez perspektywy wieczności i transcendencji, odmierza on po prostu nasze kroki w stronę horyzontu, który nie ma przyszłości. W modlitwie znajdujemy natomiast czas dla Boga, by poznać, że „Jego słowa nie przeminą” (por. Mk 13,31), by wejść w tę intymną wspólnotę z Nim, „której nikt nie będzie mógł nam odebrać” (por. J 16,22) i która otwiera nas na nadzieję, która nie zwodzi, na życie wieczne.

Podsumowując, wielkopostna droga, na której jesteśmy zaproszeni do kontemplowania Tajemnicy Krzyża, polega na „upodobnieniu się do śmierci Chrystusa” (Flp 3,10), aby przeżyć głębokie nawrócenie naszego życia: pozwolić się przemienić przez działanie Ducha Świętego, jak święty Paweł na drodze do Damaszku; ukierunkować w zdecydowany sposób naszą egzystencję według woli Boga; uwolnić się od naszego egoizmu, pokonując instynkt panowania nad innymi i otwierając się na miłość Chrystusa. Okres wielkopostny jest dogodnym momentem, aby na nowo uznać naszą słabość, przyjąć, ze szczerą rewizją życia, odnawiającą Łaskę Sakramentu Pokuty i podążać w zdecydowany sposób w stronę Chrystusa.

Drodzy bracia i siostry, poprzez osobowe spotkanie z naszym Odkupicielem oraz przez post, modlitwę i jałmużnę, droga nawrócenia w kierunku Wielkiej Nocy prowadzi nas do odkrycia na nowo naszego Chrztu. Odnawiamy w tym Wielkim Poście przyjmowanie Łaski, którą Bóg dał nam w owym momencie, aby oświecała i prowadziła wszystkie nasze działania. Jesteśmy powołani, by przeżywać każdego dnia to, co ten Sakrament oznacza i realizuje, w coraz hojniejszym i autentycznym naśladowaniu Chrystusa. W tej naszej drodze zawierzamy nas samych Dziewicy Maryi, która zrodziła Słowo Boże w wierze i w ciele, aby zanurzyć się jak Ona w śmierci i zmartwychwstaniu jej Syn Jezusa i aby mieć żyć wieczne.

Watykan, 23.02.2011

Nowa strona Zakonu

Marzec 9, 2011

Zakon Braci Mniejszych Konwentualnych ma nową stronę internetową, a mówiąc precyzyjniej nową szatę graficzną tejże. Dzięki temu strona jest bardziej przejrzysta, mieści więcej informacji, są one elegancko ukazane. Nowa strona mieści się pod adresem www.ofmconv.org. Zapraszamy do jej odwiedzania!

Zobacz nową stronę

Komisja Budowlana na Wyspie

Marzec 9, 2011

W klasztorze Świętej Trójcy w Gdańsku w dniu 5 marca odbyło się spotkanie Komisji prowincjalnej ds gospodarczych i budowlanych z architektem p. Maciejem Bocheńskim. Celem spotkania było przedstawienie projektu zabudowy “Wyspy Świętego Franciszka” po naniesionych poprawkach. Następnie członkowie Komisji oraz p. architekt zobaczyli założenia projektowe na Wyspie.

Wyspa św. Franciszka

« Poprzednia stronaNNastępna strona »