Wspomnienie Męczenników z Pariacoto

Czerwiec 7th, 2017 | by Administrator
Wspomnienie Męczenników z Pariacoto
Franciszkański świat
0

7 czerwca obchodzimy w Polsce wspomnienie błogosławionych o. Zbigniewa Strzałkowskiego i o. Michała Tomaszka, Męczenników z Pariacoto. Z tej okazji zapraszamy do lektury fragmentów wywiadu z o. Jarosławem Wysoczańskim, w czasie misji w Peru przełożonym Błogosławionych. W całości wywiad można przeczytać w ostatnim (3/2017) numerze dwumiesięcznika franciszkańskiego „Posłaniec św. Antoniego z Padwy”.

Pariacoto, czyli nowa Góra Błogosławieństw

Rozmowa z o. Jarosławem Wysoczańskim OFMConv, w czasie misji w Peru przełożonym błogosławionych o. Zbigniewa Strzałkowskiego i o. Michała Tomaszka, obecnie Sekretarzem Generalnym ds. Animacji Misyjnej w Zakonie Braci Mniejszych Konwentualnych.

Rozmawiała Anna Dąbrowska

[…]

Przez wiele lat pracował Ojciec jako misjonarz: w Ameryce Południowej, później w Afryce. Dlaczego wybrał Ojciec taką drogę realizacji zakonnego powołania?

Odkąd pamiętam, to zawsze w sercu odczuwałem potrzebę bycia w Kościele ubogich. Na początku myślałem o Afryce, ponieważ w czasie mojej formacji zakonnej mieliśmy więcej kontaktów z misjonarzami stamtąd. To było moje pierwsze pragnienie: być z ubogimi w Afryce. Potem nasz Zakon utworzył placówkę misyjną w Boliwii, a my, klerycy, dzięki relacjom pracujących tam misjonarzy, mogliśmy otworzyć się na świat kultur Ameryki Południowej. Nasz indywidulany wybór wyjazdu na misje musi zostać potwierdzony przez ministra prowincjalnego. Już w regule św. Franciszka czytamy, że bracia, którzy chcą iść do saracenów (czyli na misje), muszą prosić o zgodę swoich ministrów prowincjalnych, a oni po rozpatrzeniu tej prośby, po rozpoznaniu jej – jakbyśmy dzisiaj powiedzieli językiem papieża Franciszka – wyrażają zgodę (lub nie). Dlatego ważne są te momenty: wewnętrzne przekonanie, odkrycie powołania i rozpoznanie, wysłanie przez ministra prowincjalnego. Na misjach nigdy nie jest się w swoim własnym imieniu, ale w imieniu wspólnoty. Apostołowie także nie szli głosić Ewangelii w imieniu swoim, ale w imieniu Chrystusa.

[…]

Współbracia Ojca – bł. Michał i bł. Zbigniew, oddali na misji życie. Czy mieli Ojcowie takie przeczucie, że tak może się zakończyć ta misyjna praca?

Absolutnie nie mieliśmy przeczucia, że w ten sposób skończy się nasze bycie w Pariacoto. Chcieliśmy uważnie słuchać Jezusa, bo przecież błogosławieni to ci, którzy siedzą i słuchają Go. Tak było w czasie Chrystusowego Kazania na Górze, gdy wypowiadał słowa błogosławieństw. Takiego słuchania doświadczaliśmy w Pariacoto. Od samego początku nie były nam obojętne problemy związane z ubóstwem, z niesprawiedliwością, z trudną sytuacją społeczno-polityczną w kraju. Zbyszek i Michał oddali życie, ponieważ byli wierni do końca, wsłuchali się w te Jezusowe błogosławieństwa, a Kościół uznał ich błogosławionymi. Dlatego Pariacoto jest teraz taką nową Górą Błogosławieństw, na której to wysłuchane słowo zamieniło się w ziarno. To ziarno zostało oblane krwią męczenników i – jak ufamy – na nim wzrasta nowy Kościół, budowany na miłości do tych, których kochał Chrystus: do ubogich i do cierpiących.

Co jest istotne w pracy misjonarza?

U nas, franciszkanów, na misjach najważniejsza nie jest „praca”, ale to, aby być z ludźmi. Chodzi o to, aby słuchać Boga i starać się rozważać w sercu to, czego On od nas oczekuje w danym momencie. To takie pokorne popatrzenie na rzeczywistość Jego oczami. I z tej kontemplacji rodzi się dopiero misja. W zależności od tego, jak Pan natchnie, jakie są potrzeby, taka rodzi się misja i praca na niej. Trudnym momentem, ale jednocześnie pięknym, jest taka ustawiczna praca nad tym, aby być dobrym narzędziem w Jego ręku.

Co było dla Ojców najtrudniejsze podczas tworzenia misji w Pariacoto?

Na początku doświadczaliśmy takich prozaicznych trudności: musieliśmy się przyzwyczaić do warunków atmosferycznych, nie mieliśmy bieżącej wody, światła, wygód. Ale to nie było aż tak bardzo dokuczliwe. Myślę, że najtrudniejsza jest próba wspólnotowego rozpoznawania rzeczywistości, do której zostaliśmy posłani. Często powtarzam, że bracia w pojedynkę są wspaniali, są doskonałymi duszpasterzami. Problemy zaczynają się wtedy, gdy zaczynamy pracować wspólnie. I Pariacoto było dla nas szkołą wspólnego rozpoznawania woli Bożej. Widać to w naszych zapiskach z kapituł konwentualnych, gdzie wymieniamy różne idee, poglądy, aby potem wspólnie podejmować decyzje i przez to służyć tamtejszym ludziom.

Weszliśmy też w nową kulturę, jej zwyczaje, poznawaliśmy lokalny Kościół, który nie był Kościołem pięknych ołtarzy i ozdób, ale Kościołem pełnym kurzu, pielgrzymującym i bardzo ubogim. To był Kościół ubogi dla ubogich. Musieliśmy przestawić się z takiego polskiego modelu Kościoła, gdzie kapłan ma pod opieką swój lud, na model Kościoła-wspólnoty, gdzie jest wiele grup, większe uczestnictwo w życiu parafii osób świeckich. Dzięki Bożej pomocy i ludzi, w tym sióstr zakonnych, które żyły w Pariacoto już od jakiegoś czasu, udało się.

[…]

Czasem można usłyszeć: „po owocach ich poznacie”. Czy śmierć bł. Michała i bł. Zbigniewa przyniosła dobre owoce?

Mieszkańcy Pariacoto mówią, że Zbyszek i Michał byli dobrzy. To piękne świadectwo, bo przecież tylko Bóg jest dobry. Oni chcą wyrazić tymi słowami wdzięczność za to, kim bł. Michał i bł. Zbigniew byli dla nich.

Owocem misji jest wiara, która wzrasta w ludziach. Misja jest tym czymś, co odnawia Kościół, umacnia wiarę i tożsamość chrześcijańską, daje więcej entuzjazmu, pogłębia nasze motywacje. Poprzez wiarę, którą Zbyszek i Michał mieli, u wielu osób ta wiara się umocniła, wiele osób powróciło do Kościoła. Kiedy wędrowałem po terenach naszej misji tuż przed beatyfikacją, wielokrotnie słyszałem, że ludzie wyjeżdżający z Pariacoto np. do pracy, za chlebem, są mocno dotknięci przykładem śmierci Zbyszka i Michała i trwają w wierze tam, dokąd zostali posłani.

[…]

Kiedy możemy spodziewać się kanonizacji bł. Michała i bł. Zbigniewa?

Gdy ktoś, dzięki ich wstawiennictwu, otrzyma szczególną łaskę w postaci uzdrowienia, które będzie uznane przez Kościół jako cud. Wierzę, że doczekamy się tego radosnego momentu.

 

Wywiad w całości można przeczytać na łamach dwumiesięcznika franciszkańskiego „Posłaniec św. Antoniego z Padwy”. Zapraszamy na stronę internetową pisma, na której można znaleźć ciekawe artykuły oraz informacje jak nabyć dwumiesięcznik: www.poslaniecantoniego.pl.

za: franciszkanie.pl


Najczęściej czytane:

Podobne artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*