Trzecia rocznica pogrzebu Sługi Bożego Jánosa Esterházyego

12 września 2020 | autor: Administrator
Trzecia rocznica pogrzebu Sługi Bożego Jánosa Esterházyego
Franciszkański świat
0

Dziś, 12 września, przypada trzecia rocznica pogrzebu Sługi Bożego Jánosa Esterházyego.

Po ludzku János Esterházy doczekał się sprawiedliwości tylko w Rosji, gdzie w 1993 roku wyrok na niego uznano za nieważny. W swej ojczystej ziemi, mimo kilkukrotnych prób, do dziś nie został zrehabilitowany. W 2009 roku prezydent RP Lech Kaczyński odznaczył go pośmiertnie orderem Polonia Restituta.

Miejsce pochówku prochów Jánosa zostało odkryte dopiero 50 lat po jego śmierci, w roku 2007, dzięki pomocy Karela Schwarzenberga, ówczesnego ministra spraw zagranicznych Republiki Czeskiej. Był to zbiorowy grób więźniów w praskiej dzielnicy Motol. Fakt ten ma znaczenie symboliczne: prochy tych, którzy razem cierpieli, mimo że wywodzili się z różnych narodów, spoczęły w jednej mogile. Ufamy, że razem orędują za nami w Niebie, żeby narody w tej części Europy wzajemnie się wspierały w naśladowaniu Chrystusa.

O to też modlono się 16 września 2017 roku w czasie złożenia prochów Jánosa Esterházyego w ojczystej ziemi, w dolnej części Kaplicy pw. Podwyższenia Krzyża Świętego w Alsóbodok (słow. Dolné Obdokovce) koło Nitry. Wraz z biskupami polowymi, Słowacji – Františkiem Rábekiem i Węgier – László Bíró, Mszy św. przewodniczył arcybiskup Marek Jędraszewski, metropolita krakowski. On też w 2018 roku, po uzyskaniu zgody Stolicy Apostolskiej, zainicjował proces beatyfikacyjny. Od tamtej pory Jánosowi Esterházyemu przysługuje tytuł sługi Bożego. Inauguracja procesu na szczeblu diecezjalnym odbyła się 25 marca 2019 roku (w Uroczystość Zwiastowania Pańskiego) w Krakowie.

Co ważne, dziś wypada również święto imienia Maryi, ustanowione na pamiątkę Odsieczy Wiedeńskiej, która zapoczątkowała wyzwolenie Węgier spod 150 letniej tureckiej okupacji.

W sobotę od rana spotkanie i występy miejscowych zespołów ludowych, pokaz filmu dokumentalnego o rodzinie Esterhazych oraz wręczenie pamiątkowych medali Janosa Esterhazyego. Zaprezentowano również świadectwa ludzi, którzy doświadczyli pomocy Janosa, lub na których życie wpłynęły jego jego życie i postawa katolika oraz męczennika.

Z kolei w piątek wieczorem odbyło się spotkanie młodych, czuwanie, adoracja, panel o pojednaniu między narodami i przyszłości regionu oraz „droga krzyżowa wierności” z pochodniami.

Na uroczystościach stawiło się wielu gości z Polski. Słowację reprezentowała Dagmar Babcanova, b. ambasador Słowacji przy Watykanie.

Przesłanie abpa Jędraszewskiego

Na początku mszy św. odczytano list abpa Marka Jędraszewskiego:

Ekscelencjo, Najdostojniejszy Księże Arcybiskupie,
Droga Rodzino Sługi Bożego János Esterházyego,
Szanowni Państwo,

„Dobry człowiek z dobrego skarbca swego serca wydobywa dobro, a zły człowiek ze złego skarbca wydobywa zło. Bo z obfitości serca mówią jego usta“ (Łk 6,45) – te słowa z Ewangelii czytanej 12 września możemy odnieść do Sługi Bożego Jánosa Esterházyego, który żył na co dzień Ewangelią i wszystkie podejmowane przez niego decyzje były opromienione jej światłem. Dlatego można go porównać „do człowieka, który buduje dom: wkopał się głęboko i fundament założył na skale“. Gdy przyszła powódź nazizmu i komunizmu, wezbrana rzeka uderzyła w ten dom, ale nie zdołała go naruszyć, ponieważ był dobrze zbudowany – był oparty na mądrości Bożej, nie ludzkiej (por. Łk 6,48).

Sługa Boży János Esterházy to człowiek, który w chwilach narastających konfliktów wzywał do pokoju i pojednania. Potrafił dostrzec słabszych. Jednoznacznie opowiadał się po stronie prawdy. W sposób szczególny, wręcz heroiczny, bronił prawdy o Katyniu.

Za radykalny wybór Jezusa Chrystusa i kształtowanie życia na Jego podobieństwo, przyszło zapłacić Jánosowi Esterházyemu najwyższą cenę. Pan Jezus powiedział: „Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go, i przyjdziemy do niego“ (J 14,23). Słudze Bożemu w zachowaniu nauki Chrystusa nie przeszkodziły ani osamotnienie, ani prześladowania. Modlił się do Boga następującymi słowami: „Ty umierałeś z miłości dla mnie, ja również chcę przyjąć śmierć z miłości do Ciebie. Obdaruj mnie potrzebną do tego łaską!“. Jego serce zostało napełnione miłością Bożą, dzięki czemu nie uległ nienawiści wobec swoich prześladowców, ale im błogosławił i przebaczał – nie raz, ale siedemdziesiąt siedem razy, czyli zawsze.

Jak bardzo potrzebujemy w dzisiejszych czasach patrona, którego mowa była tak-tak, nie-nie, a którego przykład życia może zawstydzać wielu chrześcijan. Jak powiedział Święty Jan Paweł II Wielki w homilii wygłoszonej podczas beatyfikacji błogosławionej Karoliny Kózkówny: „Święci są  po to, ażeby świadczyć o wielkiej godności człowieka. Świadczyć o Chrystusie ukrzyżowanym i zmartwychwstałym «dla nas i dla naszego zbawienia»“.

Niech nie zaginie pamięć o życiu wielkiego męczennika narodu Węgierskiego i narodu Polskiego. Niech nie zatrą się wartości, za które oddał życie. Ufam, że Sługa Boży János Esterházy zostanie wkrótce wyniesiony do chwały ołtarzy.

Z serca błogosławię
Marek Jędraszewski
Arcybiskup Metropolita Krakowski

Homilia abpa Veszprém

W czasie Mszy odczytano homilię emerytowanego abpa Veszprém Gyuli Márfiego. Homilię odczytał ks. Zoltán Balga, proboszcz parafii personalnych słowackiej i węgierskiej w czeskiej Pradze:

Ukochani Bracia i Siostry!

Z szacunkiem i miłością pozdrawiam Wszystkich, którzy biorą udział we Mszy św. w intencji beatyfikacji Sługi Bożego, naszego brata Jánosa Esterházyego, by składać naszemu niebieskiemu Ojcu dziękczynienie za nadzwyczajne łaski, którymi hojnie go obdarzył w ciągu 56 lat jego życia oraz by modlić się o jego jak najrychlejsze wyniesienie na ołtarze.

Szczerze żałuję, że w 77 roku mojego życia, z powodu epidemii koronawirusa nie mogę Państwa pozdrowić osobiście. Proszę nie przyjmować tego tylko jako zwyczajowy zwrot, gdy stwierdzam, że jestem z Państwem duchowo i dzisiejszą Mszę św. we franciszkańskiej świątyni w Veszprém składam w tej samej, wyżej wspomnianej intencji.

Patrząc na postać Jánosa Esterházyego dwie cnoty uważam za szczególnie ważne, jedną jest sprawiedliwość, a drugą miłość. U naszego bohatera łączą się z nimi bohaterska odwaga oraz przyjęcie krzyża.

W kwestii sprawiedliwości trzeba stwierdzić, że jej poczucie było u Jánosa Esterházyego wyjątkowe. To skłaniało go tego, by w latach 1939-44 jako jedyny węgierski poseł do słowackiego parlamentu regularnie zabierał głos przeciwko – akceptowanym przez większość – łamaniom prawa i niesprawiedliwościom. Zabierał głos jednak nie tylko w obronie prześladowanych słowackich Węgrów, ale również zwracał się do węgierskiego regenta Miklósa Horthyego w obronie praw Słowaków, którzy znaleźli się na Węgrzech. Poczucie sprawiedliwości pomogło mu w tym, by 15 maja 1942 r. stanąć w sprzeciwie wobec całego słowackiego parlamentu i powiedzieć NIE projektowi ustawy o deportacjach Żydów. Do tego potrzebna była bohaterska odwaga. Sprzeciwić się dyktatorskim systemom – do tego nie wystarcza zwyczajna dzielność, a tym bardziej skłonność do chodzenia własną drogą. Do tego potrzebna jest potężna duchowa siła, Chrystusowe poświęcenie i zdecydowanie.

Potrzeba głoszenia prawdy znalazła u Esterházyego swój przejaw również wtedy, gdy otwarcie mówił, że w Katyniu, w 1943 r. członkowie NKVD zamordowali tysiące polskich oficerów. Między innymi dlatego musiał od 1945 r., przez cztery lata znosić cierpienia w sowieckich obozach śmierci. Słowacki wyrok śmierci, czy też trwające do samej śmierci katusze czechosłowackich więzień musiał znosić m. in. dlatego, że przedmiotem krytyki ośmielił się uczynić wrogą politykę tego państwa wobec węgierskiej mniejszości. 2. Działalność Jánosa Esterházyego, którą pełnił w imię miłości, nie sposób streścić w jednym kazaniu, nawet w formie wyliczenia tylko głównych haseł. Proszę nie brać tego za lekkomyślne skojarzenie, gdy przychodzą mi tu na myśl św. Franciszek z Asyżu czy św. Antoni z Padwy – święci, których wielkoduszna miłość wylewała się na każdą istotę, była skierowana do Boga i do każdego jego stworzenia.

Esterházy oczywiście kochał swoją żonę, swoje dzieci i całą rodzinę, pomimo tego, że z uwagi na liczne zajęcia osoby publicznej, a później z uwagi na deportowanie i uwięzienie, stosunkowo mało czasu mógł z nimi spędzić. Jednak z jego więziennych listów oraz ze świadectw współwięźniów wiemy dobrze, iż siłę do cierpliwego znoszenia cierpień w pierwszym rzędzie dawało mu to, że mógł swoje krzyże ofiarowywać za swoją rodzinę i najbliższych.

Jego miłość bliźniego prawdziwie obejmowała każdego człowieka. Dopóki mógł, wspierał biedne rodziny – bez różnicy [na narodowość]. Za wspomnianymi już jego głosami przeciw niesprawiedliwościom stała miłość do ludzi cierpiących i pozbawionych praw. To ona kazała m. in. brać udział w organizowaniu pomocy chroniącym się na Węgrzech polskim uchodźcom (a w ten sposób wspierał potężną pracę na rzecz Polaków ks. Béli Varga, kapłana diecezji Veszprém).

W rozwoju jego miłości – choć może to dziwnie zabrzmi, ale trzeba to tu wyznać – na Chrystusowy szczyt wyniosły Jánosa lata spędzone w Gułagu i w więzieniach. Doszedł do tego, że bez żadnego sortowania był w stanie pocieszyć każdego, każdemu pomóc i za każdego, nawet za swoich wrogów i oprawców modlić się.

Jego zjednoczenie z Bogiem, z Panem Jezusem również tam osiągnęło taką głębię, że trzeba by tu przywołać doświadczenia Boga, których doznali najwięksi mistycy. Charakterystyczne jest, że strażnicy w łagrze nazywali go „księżulkiem” i nie chcieli uwierzyć, iż nie jest kapłanem…

Muszę tu jeszcze wspomnieć o wielkiej miłości Jánosa do jego ziemi ojczystej. To jednocześnie oznaczało cały krajobraz, naturalne piękno ziemi urodzenia i jej mieszkańców, do których odnosił się – znów to powiem – w duchu św. Franciszka czy św. Antoniego, z pełną zachwytu miłością. To właśnie ta miłość uzdalniała go do tego, by przezwyciężyć powabne pokusy, które czy to w r. 1938, czy w 1945, czy wreszcie w 1949 namawiały do porzucenia ojczyzny – ojczystej ziemi. Ani pragnienie kariery, ani naturalne pragnienie ucieczki przed niebezpieczeństwami nie zdołały go nakłonić do niewierności wobec tej ziemi, która go wychowała.

Wspomnienie tego dziś wydaje się szczególnie aktualne. Gdy miliony emigrantów bez skrupułów porzuca swoje ojczyste ziemie – wielu w nadziei wygodniejszego życia, gdy wielu młodych Węgrów za swoją ojczyznę uważa miejsce, gdzie mniejszą pracą może dojść do większych pieniędzy, wtedy prawdziwym wzorem staje się Esterházy, który do samej śmierci pozostał wierny swojej ojcowiźnie.

Na zakończenie pragnę jeszcze podkreślić fakt, że nasz Bohater kochał swoją ojczyznę, swoich rodaków – braci Węgrów w taki sposób, że żadnej narodowości nie wynosił ponad inną, ani żadnej nie nienawidził, ale nie był też globalistycznym kosmopolitą. W ciągu minionych stu lat Europa staje się niewolnikiem raz jednej, raz drugiej skrajności. A przecież w obu tych skrajnościach, zarówno w ideologii rasistowskiej jak i w kosmopolityzmie, kryje się szatan. W zdrowej miłości ojczyzny – patriotyzmie można odnaleźć Chrystusa, zarówno z pomocą Pism proroków, jak i psalmisty.

Jeruzalem, jeśli zapomnę o tobie, niech uschnie moja prawica! Niech język mi przyschnie do podniebienia, jeśli nie będę pamiętał o tobie, jeśli nie postawię Jeruzalem ponad największą moją radość.

Tak modlimy się w Psalmie 137 (136), w wersetach 5-6. Prośmy Jánosa Esterházyego o wstawiennictwo również i w tej intencji, byśmy potrafili pozostać dobrymi chrześcijanami i dobrymi Węgrami [Słowakami, Polakami…] – według słów poety, Mihálya Babitsa – „pośród bratnich narodów, jak drzewa, karmione z nieba przez to samo Słońce” (zob. M. Babits: Eucharistia).

Amen!
Gyula Márfi
emerytowany arcybiskup Veszprém

W modlitwie wiernych w 3 językach modlono się za wstawiennictwem Maryi i świętych męczenników bł. Pavla Petera Gojdica, Vasila Hopki, Tytusa Zemana SD  i s. Sáry Sálkoházy o łaskę naśladowania Janosa w wierności Chrystusowi w chorobie, cierpieniu w dźwiganiu krzyży, o uleczenie ran przeszłości i tych spowodowanych nienawiścią oraz o pojednanie między narodami.

Głos postulatora

Słowo postulatora do Uczestników Uroczystości rocznicy pochówku doczesnych szczątków Sługi Bożego Jánosa Esterházyego w Alsóbodok:

Kochani w Chrystusie Bracia i Siostry!

Duchowo jestem z Wami i z tymi wszystkimi, dla których ważne jest to, czego miłosierny Bóg dokonał w swoim wiernym słudze Jánosu i poprzez niego, aż do dzisiaj oraz to, co chce dalej czynić w nas i poprzez nas w przyszłości. Duchowo często pielgrzymuję do jego grobu w Kaplicy Podwyższenia Krzyża Świętego – znaku zwycięstwa Prawdy i Miłości. Czynię to szczególnie w pierwsze środy miesiąca, gdy modlimy się o beatyfikację Sługi Bożego oraz o wypełnienie jego duchowego testamentu, w którym ważne miejsce zajmuje pojednanie między narodami, które Bóg umieścił na jednej, wspólnej ziemi.

Ostatnio taką szczególną okazją było wspomnienie męczeńskiej śmierci św. Jana Chrzciciela, który jest – nieprzypadkowo – Patronem Alsóbodok oraz Veglie, gdzie żyje córka Jánosa, Alice. Dla mnie św. Jan Chrzciciel, przygotowujący drogę Zbawicielowi, jest też Patronem procesu beatyfikacyjnego Sługi Bożego Jánosa, obok błogosławionego biskupa, męczennika Vasila Hopko, który w Mírovie opatrzył swego współwięźnia sakramentami na ostatnią, najważniejszą drogę.

Św. Jan Chrzciciel oddał życie z prawdę o małżeństwie, za Boże prawo, z miłości do Boga i do Heroda, którego zbawienie nie było mu obojętne, dlatego zwracał mu uwagę, pouczał i wzywał do nawrócenia. W akcie oskarżenia tych dwóch Janów – Jánosów nie było mowy wprost o Chrystusie, ale dla nas jest jasne, że obaj oddali życie właśnie za Chrystusa.

Piszę o tym nieco szerzej w nowo wydanej w 4 językach książeczce pod tytułem „Naszym znakiem jest Krzyż!”, która jest owocem pracy wielu oddanych osób w czasie pandemii. Gorąco zachęcam do jej przeczytania i do dzielenia się prawdą o Słudze Bożym z innymi, w tym także z tymi, którzy ulegają kłamstwom. Książka zawiera kilka przekonujących świadectw. Najmocniejsze są te, które złożyli jego współwięźniowie z Gułagu i komunistycznych więzień, Czesi i Słowacy, wśród nich duchowni.

Takim jest na przykład świadectwo kapłana, redemptorysty Sługi Bożego ojca Jána Mastiliáka oraz Słowaczki, Verony Moravčíkovej, która pracowała w majątku Esterházych. W 1945 r. uratowała rodzinę Jánosa przed sowieckimi żołnierzami, później wspierała jego siostrę Márię z mężem i pięciorgiem dzieci. Na wieść o śmierci Jánosa dała świadectwo o jego świętości, mówiąc: “Nie musimy się za niego modlić, raczej do niego!”.

Z pomocą tych świadectw bądźmy odważnymi apostołami prawdy i naśladowcami Sługi Bożego Jánosa! Niech na tej trudnej, ale pięknej drodze dodaje nam sił potrójna modlitwa: dziękczynienia, uwielbienia i ufnej prośby. Dziękczynienie za dar wiary i miłości, które tak pięknie zaowocowały w Jánosu, że nie bał się krzyża i ofiary, że zawsze przebaczał, że modlił się i cierpiał za swoich prześladowców.

Dziękujmy Bogu za wierne świadectwo Jánosa, za jego proces beatyfikacyjny i za wszelkie trudności z nim związane. Uwielbiajmy Boga w każdej sytuacji, z Maryją i na Jej wzór, tak jak János, który blisko doświadczał Jej matczynej miłości. I prośmy, tak jak János, o poznanie i wypełnienie woli Boga, o ufną wierność i miłość, również do naszych nieprzyjaciół, aby Jezus, który jest Prawdą i Miłością zwyciężał w nas, między nami i poprzez nas w świecie zranionym grzechem. Naszym znakiem, naszą drogą i naszym zwycięstwem jest Krzyż Chrystusa. Niech na tej drodze wspierają nas nasi Święci, wspierajmy się też wzajemną modlitwą wstawienniczą! Bóg zapłać wszystkim za wszelką pomoc, duchową i materialną! Niech Bóg będzie uwielbiony we wszystkich swoich dzieciach i niech nas ocali przed zalewem kłamstwa i nienawiści!

Pax et Bonum! fr. Cebula Paweł OFM Conv. minorita

 

Artykuł ukazał się na łamach wpolityce.pl


Najczęściej czytane:

Podobne artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*