Franciszkańscy poeci: br. Zbigniew Joskowski
Wrzesień 7, 2010
Dziś przedstawiamy kolejnego franciszkańskiego poetę z krwi i kości: br. Zbigniewa Joskowskiego. Br. Zbigniew, podobnie jak o. Kazimierz Kozłowski, mieszkają w klasztorze w Gnieźnie. Tam tworzy, tam zdobywa natchnienie do pisania. Oddajmy mu zatem głos.
Urodziłem się w 1979 roku na Kaszubach. Tam też spędziłem dzieciństwo i młodzieńcze lata, zanim wstąpiłem do zakonu franciszkańskiego. Jestem Kaszubem, a moje rodowe korzenie są od 10 pokoleń związane z Bącką Hutą w pobliżu Sierakowic. Moi rodzice i ja sam jestem od dzieciństwa związany z Sierakowicami i pobliskim Gowidlinem. Mój osobisty związek z Gowidlinem znacznie się pogłębił przy okazji pisania monografii historycznej o tej miejscowości, która słynie z pięknego krajobrazu, jeziora. Z Gowidlina pochodzi znana aktorka polska Danuta Stenka, ks. prałat Franciszek Cybula (kapelan Prezydenta Lecha Wałęsy), prof. Franciszek Grucza i kilku innych wybitnych osobistości życia artystycznego i społecznego. To właśnie Gowidlino, w którym corocznie spędzam swoje urlopy, mam wielu przyjaciół, stanowi dla mnie swoistą przystań, w której cumuję okręt swojego aktywnego życia. W tym miejscu nabieram sił i energii do pracy twórczej. To właśnie tutaj zrodziło się wiele pomysłów i koncepcji twórczych oraz naukowych, które zostały wyrażone w postaci publikacji: monografia „Gród Gowida. Historia wsi i parafii Gowidlino”, oraz trzy kolejne tomiki wierszy. Dwa w języku polskim: ”Na morzu życia” (Pelplin 2006), “Tryptyk franciszkański” (Pelplin 2007) oraz – w języku kaszubskim – “W remionach Piãknosce” (Pelplin 2007). Ponadto kilkanaście moich wierszy, zarówno polsko jak i kaszubskojęzycznych ukazywało się na łamach „Gościa niedzielnego”, „Wiadomości sierakowickich”.
Piękny krajobraz okolic Gowidlina i swego rodzaju genius loci jest tematem wielu wierszy o tematyce franciszkańskiej (wierszy o pięknie stworzenia i pokoju). To właśnie Gowidlino i jego okolice stanowiły dla mnie „model” wierszy o wspomnianej tematyce.
Poza tym zafascynowany, czy bardziej przejęty tematyką pasyjną napisałem sporo wierszy o krzyżu, miłości, Ukrzyżowanym, Zmartwychwstałym. Tę tematykę inspiruje już nie tylko krajobraz mojej małej Ojczyzny, ale tradycja franciszkańska, którą się zafascynowałem i związałem w 1998 roku wstępując do zakonu.
Teksty, które piszę nie są z pewnością łatwe, lekkie. Szczególnie odnosi się to do wierszy polskojęzycznych. Najlepiej „wychodzą” mi wiersze po kaszubsku, bowiem od dzieciństwa wychowywałem się na Kaszubach, w tym języku się porozumiewałem i po kaszubsku myślałem i myślę do tej pory. Jednak kaszubszczyzna nie stanowi dla mnie bariery dla wyrażania swoich uczuć i myśli poetyckich w języku polskim.
Napisałem i wydałem 8 pozycji (5 książek i 3 tomiki wierszy). Jeśli chodzi o książki, to przeważają te o tematyce historycznej. Dwie, to pozycje o profilu ascetyczno refleksyjnym (reolekcje z bł. Janem XXIII oraz zbiór rozważań Dróg Krzyżowych). “Przez Krziż do Bòga” to właśnie kaszubskojęzyczny zbiór rozważań Dróg Krzyżowych. Owe rozważania są corocznie wykorzystywane podczas wielkich kaszubskich Dróg Krzyżowych odprawianych w Sanktuarium Królowej Kaszub w Sianowie. To już stanowi nie tylko tradycję pobożnościową, ale swoisty element kulturowy.
Obecnie jestem bibliotekarzem Biblioteki Prowincjalnej w Gnieźnie. Sprzyja to rozwojowi moich zainteresowań historycznych. Niebawem, o ile Bóg da, ukaże się „Katalog starych druków Biblioteki Franciszkanów w Gnieźnie”. To nie tylko sporej grubości pozycja naukowa, bibliograficzna, opracowanie bibliograficzne i źródło naukowe zarazem, ze sporym ładunkiem wypisów proweniencyjnych, rękopiśmiennych, czy informacji interesujących ludzi zainteresowanych bibliotekami od strony naukowej i historycznej. Katalog to swoisty pomnik wystawiony wielu pokoleniom franciszkanów pracujących w Gnieźnie od XIII w. Niedawno przecież przeżywaliśmy 750 lecie obecności franciszkanów w tym mieście. Niedługo czeka nas jubileusz 25 lecia Prowincji św. Maksymiliana. Doświadczenie „naukowe” wyniesione z pisania poprzednich książek o profilu historycznym oraz obecny angażujący cała moją osobę wokół tematyki bibliologicznej, franciszkańskiej jest zaczynem dalszych prac dotyczących zarówno franciszkanów jak i klarysek w Gnieźnie.
Planowanie, czy inspiracja do pisania prac rodziła się i rodzi się we mnie w sposób przeze mnie w ogóle nie przewidziany wcześniej. Zazwyczaj to potrzeba, swoisty znak czasu podsuwa tematykę pisarską. Stąd nie pisałem, ani nie piszę tekstów „do szuflady”.
Wracając do wierszy, to pierwszy powstał w 2003 roku. Od tego czasu, nieprzerwanie, rodziły się następne. Największy ich „wysyp” nastąpił w Ostródzie, gdzie pracowałem w latach 2005-2008. Myślę, że powodem tej płodności poetyckiej był ostródzki krajobraz (liczne jeziora!), który podziwiałem podczas częstych przechadzek oraz spora ilość czasu poświęcona lekturze.
Moim „wzorem” poetyckim jest Adam Asnyk oraz Leopold Staff, jak również Zbigniew Herbert. Poza tym fascynuje mnie Juliusz Słowacki, jako człowiek, poeta i mistyk. To właśnie moja osobista skłonność do refleksji, milczenia, zadumania czyni mnie bliskim Juliuszowi Słowackiemu, jako poecie o subtelnym, ale konkretnym podejściu do słowa, jako narzędzia komunikacji i opisywania rzeczywistości materialnych i metafizycznych.
A na koniec garść wierszy br. Zbyszka:
Nie starczy…
Nie starczy być poetą –
aby opisać świat
i jego obraz żywy
oprawić w ramę słów,
aby analfabetom
wyjaśnić: po co kwiat
ozdabia wiosną niwy,
by zimą zasnąć znów…
Trzeba oddychać wiarą,
co przenosi góry,
kochać codzienność szarą,
burzyć wrogie mury.
Trzeba wsłuchać się w ciszę,
co krzyczy biciem serc.
Poeta wiersze pisze,
bo świat w Bogu ma sens…
Nadziwić się nie mogę
Nadziwić się nie mogę
Tobą Stwórco, Boże,
który sam się dziwiłeś
nad pięknem swych stworzeń.
Nadziwić się nie mogę
ptaszynom skrzydlatym,
co skrzydłami łaskoczą
obłoki pyzate.
Nadziwić się nie mogę
siwym kroplom dżdżu –
interpunkcji żywiołów,
co krzyczą bez słów.
Nadziwić się nie mogę
ślepcom, co nie widzą,
żeby widzieć to, czego
widzący nie widzą.
Nadziwić się nie mogę
drodze, którą kroczę.
Wierzę, że Cię zobaczę,
gdy zamkniesz mi oczy.
Który odziewasz kwiaty…
Któryś posady ziemi
tkał rękami swemi
oraz złożył w łożyska
morskie rozlewiska,
których szumiące fale
mkną ku Twojej chwale
– bądźże pochwalony
za ten świat stworzony!
Który odziewasz kwiaty
w aksamitne szaty
i bogactwem kolorów
dajesz im wigoru
oraz ptaki pod niebem
żywisz nasion chlebem,
a tym bardziej masz pieczę
o życie człowiecze…
– za dzieło Twej ręki
z serca składam dzięki!
Jezioro Gowidlińskie
Wdziewają błękitne szaty
jeziora przeczyste wody.
One wciąż – tak jak przed laty –
kochają strój pierwszej mody…
Gdy dzień zórz drogą przypływa,
jezioro oczy otwiera
i radość wielką przeżywa
bo może w niebo spozierać,
jego pięknością się cieszyć,
iść w tany z wiatrem-młodzieńcem,
z falą ku brzegom pospieszyć,
i wzruszyć człowiecze serce…
Przed Kamiennym Krzyżem…
Ty, co pozujesz
w spiżowej tunice
i wciąż zachwycasz
kamiennym profilem,
bo niegdyś w Twoje
zastygłe źrenice
rzeźbiarz zapisał
Twoich cierpień chwile
– opowiedz dzisiaj
treść zastygłych marzeń,
uwięzionych dłutem
w Twym ciele ze spiżu
i oddal od nas
złudy wyobrażeń,
a odsłoń Miłość
wiszącą na Krzyżu…
***
Chrystus Frasobliwy w cierniowej koronie
siadł na pieńku drzewa głowę tuląc w dłonie.
Trwał tak długie lata pod daszkiem omszałym,
choć wiatry i słoty często go smagały.
Najtwardsze serc głazy swym widokiem skruszał…
Przechodzień Go chwalił chyląc kapelusza…
A dziś…? Ty, co pędzisz pośród trosk mnogości
stań, jak Frasobliwy. Pomyśl o wieczności…
Złotô jeséń
Złotô jeséń w darënkù przenôszô
brzôd słodkòscą i sokã nabrzmiałi.
Ptôszim chùróm òbznôjmiô, ògłôszô,
że ju wnetka spik zmògnie swiat całi.
Lubi w parkù na łôwce pòsedzec
i zeżôłkłi lëst drzewóm przeczëtac,
do spikù jima bôjkã pòwiedzëc;
a szpacérnika ò drogã pëtac.
Złotô jeséń kòrónkã òdmôwiô
na pôcórkach z òrzechów lasowich
i ùmarłim na grobach ùstôwiô
swiãti òdżin w czas lëstopadowi…
Jesień
Najpiękniejsza jest jesień,
co uboga wcale,
prócz złota przywdziewa
z orzechów korale.
A drzewa przygarbione,
jak stare chłopiska
jesiennej matronie
kłaniają się nisko.
Znów słota, jak pielgrzym
w odrzwia smutku puka,
zziębnięta – zapiecka
przytulonego szuka.
Najpiękniejsza jest jesień,
która znicza knotek
rozpala, by ogrzać
nadzieję na – POTEM!
Biblio…
Biblio – Kraju Ojczysty
i Ziemio Obiecana,
liro Dawida psalmisty,
Historio Święta – zadana –
bądź nam wyrocznią, prorokiem
i słupem ognia wśród nocy,
nadziei wiecznych widokiem
i siłą w ludzkiej niemocy…
Młodość ducha
Wiatr czasu zrywa
dni z kalendarzy,
młodość porywa
z człowieczej twarzy…
ale nie może
ta zawierucha
wydrzeć z serc stworzeń
młodości ducha…
Misterium
Wspaniałemu aktorowi
Wojtkowi Przybosiowi
– już za nieba kurtyną…
Wzniosłe misterium żywota
zagrać na serio – to SZTUKA!
I w sercu wciąż pytać: kto tam?
– otwierać drzwi, gdy Bóg puka.
Mieć radość, czyste sumienie
– to wielka i święta sprawa.
– Nie zagrasz tego na scenie
i nie posypią się brawa…
Dramaty życia przeminą,
zaskoczą nas epilogiem,
byśmy za nieba kurtyną
cieszyli się życiem z Bogiem…
Rzeźba Anioła
U bram starego cmentarza
przystojny Anioł z kamienia
ciężkość ludzkiego sumienia
starannie szalą odważał…
i krzyczał twardym milczeniem,
że śpiących w pokoju ludzi
ze snów śmiertelnych obudzi
na Boskiej dłoni skinienie…
Na Anioł Pański
Serce dzwonu żwawo bije
na kościelnej wieży
i radości swej nie kryje
jako w Boga wierzy…
Wciąż w południe serce dzwonu
zgodnie z powołaniem
czci dźwięcznością swoich tonów
Pańskie Zwiastowanie.
Górski poranek
Jak młode panny
góry przywdziały
mgieł welon biały,
kiedy świat cały
– dla Bożej chwały –
budził brzask ranny.
Urwistym zboczem
bystry potoczek
mknął i pieśń szumiał,
jak tylko umiał:
Stwórco mój w niebie
uwielbiam Ciebie!
Film o poezji br. Zbigniewa Joskowskiego OFM Conv
Wiersz po katastrofie smoleńskiej
Święcenia diakonatu w Gdańsku
Sierpień 16, 2010
14 sierpnia to dla wszystkich franciszkanów dzień bardzo ważny; wówczas bowiem w liturgii obchodzimy święto św. Maksymiliana M. Kolbego, franciszkanina z zakonu Braci Mniejszych Konwentualnych, który swe piękne życie przypieczętował Chrystusową decyzją o wzięciu na siebie śmierci przeznaczonej dla innego. Tego właśnie dnia w Gdańsku dwóch młodych franciszkanów przyjęło sakrament święceń w stopniu diakonatu z rąk J. Eks. ks. bpa Tadeusza Gocłowskiego. Liturgia sprawowana była w dostojnych średniowiecznych murach kościoła Świętej Trójcy (dokładniej w odnowionym prezbiterium). Br. Krzysztof Robak i br. Grzegorz Chmielewski, którzy przyjmowali święcenia, przybyli wraz z najbliższymi, krewnymi i przyjaciółmi ze swej rodzinnej parafii św. Pawła Apostoła w Elblągu. Eucharystię koncelebrował Minister Prowincjalny o. Adam Kalinowski. Obecni byli bracia z Zarządu Prowincji oraz przedstawiciele polskich klasztorów (Dobra Szczecińska, Kołobrzeg, Gniezno, Lębork, Gdynia, Gdańsk, Ostróda, Kwidzyn). Do Gdańska przybyli także bracia z Niemiec, przede wszystkim delegat Prowincjała Prowincji św. Elżbiety w Niemczech, sekretarz prowincji i mistrz junioratu z Würzburga o. Josef Bodensteiner wraz z kilku juniorystami oraz bracia z klasztorów w Duisburgu, Gelsenkirchen i Werdohl. O przebieg liturgii zadbali ceremoniarze o. Piotr Pliszka wraz z o. Tomaszem Tęgowskim oraz grupa ministrantów, którzy specjalnie na tę uroczystość przybyli z naszej parafii w Koszalinie.
Śpiew w czasie Mszy św. animował Chór Franciszkańskiego Centrum Kultury w Gdyni pod dyrekcją Bogny Swiłło.
Przybyłych powitał Rektor kościoła Świętej Trójcy o. Tomasz Jank. Ks. bp Tadeusz przypomniał w swej homilii wartość i znaczenie sakramentu święceń oraz zadania i funkcje diakonów. Na zakończenie liturgii neodiakoni składali podziękowania w dwóch językach; oprócz polskiego w starych franciszkańskich murach zabrzmiał język niemiecki, do którego – jak zauważył Minister Prowincjalny – mury te przez wieki przywykły. Bracia Krzysztof i Grzegorz ostatnie kilka lat swej formacji odbyli w Niemczech, tam także skończyli studia. Po Eucharystii goście zostali zaproszeni na poczęstunek do Domu św. Maksymiliana.
Posłuchaj:
Wstęp do liturgii (o. Tomasz Tęgowski)
Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.
Powitanie (o. Tomasz Jank)
Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.
Wprowadzenie do liturgii (ks. bp Tadeusz Gocłowski)
Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.
Zobacz święcenia na Franciszkanie TV
Więcej zdjęć w galerii (4 strona)
List Ministra Generalnego na rozpoczęcie Roku Kolbiańskiego
Sierpień 15, 2010
O. Marco Tasca, minister generalny Zakomu Braci Mniejszych Konwentualnych skierował do warszawskiej prowincji franciszkanów list na rozpoczęcie Roku Kolbiańskiego, który został zapoczątkowany 14 sierpnia, na rok przed przypadającym w przyszłym roku 70-leciem śmierci świętego Maksymiliana Kolbego. Poniżej prezentujemy tekst tego listu oraz specjalną modlitwę przygotowaną na obchody Roku Kolbiańskiego.
Najdrożsi Bracia!
Niech Pan Was obdarzy pokojem!
Składam dziękczynienie Bogu, który obdarzył nas świętymi franciszkanami i poprzez nich wskazuje nam, w jaki sposób sprostać wyzwaniom zmieniającego się świata, szczególnie zaś Europy, przynaglając nas do bycia świadkami obecnej w nas nadziei.
Okazja 70-lecia męczeństwa świętego Maksymiliana Kolbego, jego największego daru z siebie w obozie w Auschwitz, czynu heroicznej miłości, który przyczynił się do nadania mu tytułu Patrona naszych trudnych czasów, szczególnie dla nas braci jest okazją i zarazem zaproszeniem do zebrania jego dziedzictwa oraz podjęcia jego i naszego posłannictwa.
Rok Kolbiański, który postanowiliście obchodzić i przeżywać w Waszej braterskiej wspólnocie prowincjalnej, począwszy od 14 sierpnia, chce być odpowiedzią na wezwanie Sługi Bożego Kardynała Stefana Wyszyńskiego: „Nie gaście ducha Ojca Maksymiliana”. Ta zachęta zachowuje swoją aktualność oraz znaczenie, gdyż postać świętego Maksymiliana nie została i nie może zostać zarchiwizowana, lecz jest ciągle źródłem inspirującym i nieustannie w duchu profetycznym wskazuje drogę do przebycia.
Aktualność pouczająca, przede wszystkim przez przykład Ojca Kolbego, szczególnie w wymiarze franciszkańskim, kapłańskim i misyjnym, zostaje przedłożona całemu Zakonowi, zaś Wam w szczególności, ponieważ jesteście uprzywilejowanymi spadkobiercami posłannictwa Ojca Kolbego na jego ziemi.
Wielkość Ojca Kolbego nie bierze się z faktu, iż był wspaniałym organizatorem, ani też z jego rozmachu misyjnego. Ojciec Kolbe był przede wszystkim człowiekiem wielkiej wiary w Boga, całkowitego zaufania i powierzenia się Panu, całkowitego oddania się Niepokalanej, Matce i Dziewicy. Był on prawdziwym uczniem Franciszka, wiernym chrześcijaninem i zakonnikiem, posłusznym i przepełnionym miłością do Kościoła Bożego, mającym w sercu wielką troskę o zbawienie dusz.
Jego heroiczny gest oddania własnego życia w zamian za ocalenie drugiego człowieka był konsekwencją codziennego stylu życia równie heroicznego, cnotliwego, poświęconego całkowicie innym. Droga do świętości, którą wskazuje nam święty Maksymilian i do której nas zachęca swoim wstawiennictwem, polega na codziennym podejmowaniu życia, poświęceniu Panu, naśladowaniu Jezusa, podejmowaniu posłannictwa w sposób całkowity, z pokorą, bez kompromisowego ulegania przeciętności.
Podczas gdy wspominacie męczeńską śmierć świętego Maksymiliana, życzę Wam, abyście przyjęli do Waszych serc oświeconych przez Ducha Świętego wezwania, natchnienia, które od niego wypłyną i ukażą w jaki sposób uczynić aktualnym, według znaków naszego czasu jego umiłowanie Boga i Jego królestwa, jego zapał misyjny, jego duchowość maryjną i jego twórczą zdolność, począwszy od Wspólnoty Niepokalanowa.
Niepokalana niech nam towarzyszy, ochrania i błogosławi.
Z braterskimi pozdrowieniami,
Brat Marco Tasca
Minister Generalny
[Tłumaczenie z języka włoskiego: o. Zbigniew Kopeć]
Modlitwa na Rok Kolbiański
Święty Maksymilianie Mario, najwierniejszy synu Biedaczyny z Asyżu, zapalony miłością Boga, szedłeś przez życie praktykując cnoty heroiczne i spełniając święte dzieła apostolskie.
Zwróć swój wzrok na nas, ponieważ jesteśmy Twoimi czcicielami i polecamy się Twemu wstawiennictwu.
Opromieniony światłem Niepokalanej Dziewicy pociągałeś niezliczone dusze do ideałów świętości, wskazywałeś im rozliczne formy apostołowania dla zwycięstwa dobra i dla rozszerzenia Królestwa Bożego na całym świecie.
Uproś nam światło i siłę, abyśmy mogli czynić dobro i pociągać liczne dusze do Chrystusowej miłości.
Upodobniony do Boskiego Zbawiciela i zjednoczony z Nim, osiągnąłeś tak wysoki stopień miłości bliźniego, że dobrowolnie ofiarowałeś swoje własne życie jako świadectwo ewangelicznej miłości, aby uratować życie współbrata więźnia.
Wstaw się do Pana o łaskę dla nas, abyśmy owładnięci tym samym zapałem miłości mogli świadczyć wiarą i czynem o Chrystusie wśród naszych braci i dojść razem z Tobą do błogosławionego posiadania Boga w świetle chwały.
Amen.
Zobacz prezentację o św. Maksymilianie
Św. Klara, patronka telewizji
Sierpień 11, 2010
W święto dzisiejsze, świętej Matki Klary z Asyżu, zapraszamy do obejrzenia prezentacji ukazującej życie tej niezwykłej postaci. Klara, która otrzymała imię (po łacinie clara znaczy jasna) po objawieniu, jakie jej matka miała nosząc córkę pod sercem, całym swoim życiem, nieugiętą wiarą, odwagą i pragnieniem pełnienia woli Bożej ukazała, jako pierwsza tak głęboko, fascynację drogą św. Franciszka, zaufanie temu świętemu choć nieszablonowemu, a przez to nie od razu docenionemu Asyżaninowi. Klara zapatrzona i pociągnięta bezkompromisowym podejściem Franciszka do szukania i odkrywania Boga nie stała się jednak jego zwykłą kopią, bierną naśladowczynią, ślepą uczennicą; przeciwnie, swą duchową kreatywnością stworzyła swą drogę, duchowość, która także pociągnęła niewiasty najpierw w Asyżu, potem w Italii, a na koniec na całym świecie. I do dziś charyzmat klariański jest natchnieniem dziewcząt, które pragną pełnić wolę Bożą w zakonie Ubogich Pań. Zatem zarówno kobiety jak i mężczyźni, zakonnicy, mogą widzieć w owej Dziewicy z Asyżu przykład fascynacji św. Franciszkiem i pójścia drogą świętego, ale dynamicznie, z wykorzystaniem darów, jakie każdemu przeznaczył dobry Bóg.
Niezwykła jest odwaga tej jasnej niewiasty, odwaga, dzięki której nie zawahała się, nie zeszła z raz podjętej drogi, mimo, że nie było jej łatwo (rodzina czyniła przecież wiele wybiegów, by Klarę wydać za mąż, a potem – kiedy wybrała już życie oddane w pełni Chrystusowi – sprowadzić do domu). Niebywałą odwagą wykazała się także, kiedy uchroniła Asyż przed klęską. Inna historia opowiada o wizji, jaką miała Klara, kiedy złożona chorobą nie mogła uczestniczyć w Pasterce. Wówczas, dzięki łasce, miała zobaczyć w wizji liturgię, w której tak bardzo pragnęła brać udział, co potomni odczytali jako pierwszą transmisję telewizyjną, choć duchową.
Ojciec Święty Pius XII w breve „Clarius explendescit” z 14 II 1958 r. ogłosił św. Klarę „niebiańską przed Bogiem patronką telewizji”.
„Niech więc Klara, jaśniejąca chwałą dziewictwa i w tak wielkich ciemnościach emanująca niebiańskim światłem stoi na czele tego wynalazku. (…) Z tego przedziwnego dzieła sztuki mogą pochodzić zarówno bardzo wielkie korzyści, jak i bardzo wielkie niebezpieczeństwa (…). Zatem wypada, aby ten wynalazek chroniła niebiańska pomoc, aby zło zostało wyeliminowane, a to, co dobre, a nawet zbawienne, było popierane”.
I choć św. Maksymilian Maria Kolbe, patron naszej zakonnej prowincji, nie dożył momentu ogłoszenia Klary patronką telewizji, to sam przecież, wypełniony duchem św. Franciszka, wykorzystywał nowe środki do głoszenia Dobrej Nowiny, miał „na oku” narzędzia medialne – radio, a nawet telewizję. To nowoczesne spojrzenie kontynuują dzisiejsi franciszkanie. W klasztorze założonym przez św. Maksymiliana, w Niepokalanowie, organizowany jest Międzynarodowy Festiwal Filmów. Warto przytoczyć tu słowa ks. arcybiskupa Kazimierza Nycza na temat narzędzia, jakim jest film (słowa te zawarte w dłuższym zaproszeniu na Festiwal do Niepokalanowa można usłyszeć na filmie na stronie Franciszkanie TV): „ Wśród narzędzi ewangelizacji, narzędzi podprowadzania człowieka do tego progu, poza którym czeka na człowieka Pan Bóg, jest między innymi film. Dlatego tak wielką wagę przywiązujemy i trzeba przywiązywać do filmu, jako tego narzędzia ewangelizacji, który zawsze Kościołowi był potrzebny, jest potrzebny, a dziś w świecie nowoczesnych mediów jest potrzebny jeszcze bardziej”.
Niech zatem patronka dzisiejszego dnia, święta Matka Klara, wspiera franciszkanów w głoszeniu Dobrej Nowiny z wykorzystaniem nowych środków, a zwłaszcza filmu.
Słowa ks. abpa Kazimierza Nycza
O. Andrzej Klimuszko
Sierpień 6, 2010
W tym roku mija trzydzieści lat od śmierci słynnego franciszkanina z Elbląga, o. Andrzeja Czesława Klimuszki. Ponieważ przez te lata wokół jego osoby zebrało się wiele opinii, wydarzeń czy nieprawdziwych informacji, dlatego poniżej publikujemy biografię naszego współbrata. Zachęcamy także do zapoznania się z materiałem filmowym, który znajduje się na stronie FRANCISZKANIE TV.
Franciszkanin – Człowiek – Humanista
Biografia o. Andrzeja Czesława Klimuszki OFM Conv
Postać o. Andrzeja Klimuszki od czasu do czasu przywoływana jest w różnych artykułach, pismach czy programach. Jest on zwykle przedstawiany jako słynny wizjoner, człowiek, który obdarzony był niezwykłymi umiejętnościami wnikania w tajemne zakątki ludzkich wnętrz, poznania przyszłości lub przeszłości, która nie została dobrze
poznana. Z drugiej strony przedstawia się go jako znakomitego zielarza, który umiał znaleźć odpowiednią mieszankę zbawiennych roślin niemal na każdą przypadłość. I choć te charakterystyki nie muszą być zaraz nieprawdziwe (choć pojawiają się i bzdury…)1), to jednak pomijają niezwykle istotny aspekt, bez którego przedstawianie osoby Czesława Klimuszki będzie niepełne, a więc nie całkiem rzetelne.
Cóż to za “istotny aspekt”? Wydać się to może banalne, ale o. Andrzej był przede wszystkim zakonnikiem, franciszkaninem. Sam zapytał w autobiografii: “Kim ja jestem?” Odpowiedział równie lakonicznie, ale jednocześnie w sposób nie pozostawiający wątpliwości: “Kapłanem zakonu św. Franciszka”. Dziś o. Andrzej Klimuszko postrzegany jest często przez pryzmat sensacji, niezwykłości, dokonywanych “cudów”. Gubi się przy tym jego osobowość, jego natura, on sam wreszcie. Pozostaje Klimuszko bez… Klimuszki.
Spróbujmy zatem spojrzeć na o. Andrzeja nie jako na wizjonera, jasnowidza i genialnego zielarza, ale jako na franciszkanina, który został obdarzony owymi darami. Jego franciszkańska droga życiowa nie pozostała bowiem bez wpływu na owe “niezwykłości”. A skoro on sam określał się przede wszystkim jako syn św. Franciszka, to i my musimy pójść tym tropem, aby lepiej poznać i zrozumieć o. Andrzeja.
I
Aby odkryć fenomen o. Andrzeja warto przypomnieć sobie najważniejsze rysy duchowości franciszkańskiej. Choć św. Franciszek jest jednym z najbardziej popularnych świętych, to jednak i on często pada ofiarą owej popularności, która spłyca jego prawdziwą osobowość, to kim był i czego dokonał. Nie czas tu i miejsce, by szczegółowo rozważać duchowość franciszkańską. Dość powiedzieć o kilku jej ważnych elementach. Przede wszystkim św. Franciszek miał niezwykły dar dostrzegania Boga w stworzeniu, w przyrodzie. Ów zachwyt nad naturą wyrażony został w “Pieśni Słonecznej”. Odkrywanie “śladów Boga” w przyrodzie doprowadziło Franciszka do miłości tego, co stworzone (zdarza się, że nadużywają tego ekologowie). Poznanie wielkości Stwórcy doprowadziło jednocześnie do świadomości swej własnej małości, znikomości, a ostatecznie do pokory wobec Pana wszystkich rzeczy. Pokora, bycie mniejszym, to kolejny ważny rys duchowości Franciszka i jego duchowych synów. Jednak bycie bratem mniejszym dla Franciszka nie oznacza smutku, frustracji, niespełnienia. Wręcz przeciwnie – w tym właśnie odkrywa radość i piękno. Bo skłania ono raczej do służby drugiej osobie, bycia dla niej; dzięki temu Franciszek mógł poświęcić swe życie ubogim, słabym, odrzuconym. Być dla człowieka. Jako towarzyszkę swego życia Franciszek obrał sobie Panią Biedę, którą pokochał z wzajemnością… Obok swej niezwykłej głębi duchowej, Franciszek pozostawał jednak człowiekiem praktycznym, stąpającym po ziemi (mimo, iż miewał głowę w chmurach, w siódmym niebie…) i dlatego dla niego ubóstwo nie było ważne samo w sobie, nie miało być sztuką dla sztuki, ale czymś, co zbliżało do Boga, czyniło człowieka wolnym wobec pieniądza, bogactw, władzy, zaszczytów… Nie chodziło o to, by żyć w nędzy, ale by cieszyć się tym, co się ma, nie troszczyć się o to, co nie jest niezbędne.
Franciszek, mimo, iż obdarowany przez Boga niezwykłymi łaskami, pozostał człowiekiem skromnym i prostym. Dwa lata przed śmiercią otrzymał stygmaty, znaki męki Chrystusa. Ale nawet na łożu śmierci zakrywał ręką bok, w którym widniała rana, niejako zawstydzony, nie chcąc obnosić się z tym ewidentnym znakiem wybrania przez Boga.
Zawsze też posłuszny był Kościołowi, swemu biskupowi, prezbiterom, a nawet braciom, którzy po nim kierowali zakonem. To szczególne posłuszeństwo było charakterystyczne dla Świętego z Asyżu.
I tak w kilku słowach przedstawia się duchowość św. Franciszka, którą przejęli jego duchowi synowie, pośród których był także o. Andrzej Klimuszko.
II
Czesław Klimuszko (takie bowiem imię otrzymał na chrzcie św.) przyszedł na świat 23 sierpnia 1905 roku w niewielkiej wsi Nierośno (ówczesna diecezja wileńska). Rodzice Czesława, Wincenty i Zofia Maciulewska byli niezamożni. Chłopiec wychowywał się więc w niełatwych warunkach, wraz z dwoma braćmi i trzema siostrami (z których dwie szybko zmarły). Ubóstwo było więc dla Czesława codziennością już od pierwszych chwil życia.
Wspomnieć trzeba, iż chrzest przyjął w kościółku w Dąbrowie, wybudowanym przez o. Melchiora Fordona, który w życiu o. Andrzeja odegra ważną rolę.
Jako, że wychowywał się na wsi, młody Czesław miał możliwość nieustannego obcowania z przyrodą. Choć, jak wspominał po latach, okolica nie była zbyt interesująca (“ani lasów, ani jezior, ani rzek”), to jednak bliski kontakt z naturą wiele go nauczył (dzięki jego wspomnieniom dowiadujemy się, że już od młodości w niewyjaśniony sposób umiał określić właściwości pewnych ziół).
Po raz pierwszy o św. Franciszku Czesław mógł usłyszeć w szkole powszechnej. Kiedy dowiedział się o wielkiej miłości Świętego do przyrody, zapewne stał mu się on bardzo bliski. W tamtym szkolnym czasie Czesław wiele czasu spędzał na samotnych spacerach, bacznie obserwując przyrodę. “Ciągnęło mnie do chmur, do lasu, do samotności” – wyznawał2).
Kiedy w roku 1924 podjął naukę w gimnazjum w Grodnie, poznał nauki św. Franciszka wprowadzone w życie, bowiem w mieście tym pracował o. Fordon. Był to zakonnik cieszący się ogromnym szacunkiem mieszkańców Grodna (a i późniejszy współpracownik św. Maksymiliana) i obdarzony niezwykłą charyzmą. Można przypuszczać, że to on miał – być może tylko pośredni – wpływ na decyzję Czesława o przeniesieniu się do Lwowa i wstąpieniu do zakonu franciszkańskiego. Drogę liczącą 500 kilometrów przebył po “franciszkańsku” – piechotą (decydowały o tym oczywiście względy finansowe – Klimuszko był biedny jak mysz kościelna).
Od 1925 roku rozpoczął nowicjat w Kalwarii Pacławskiej (do dziś mieści się tam dom formacji zakonnej). Tam właśnie otrzymał imię zakonne Andrzej. Klasztor kalwaryjski położony jest wśród malowniczych wzgórz, pięknych lasów, wielu ścieżek, którymi można wędrować aż po horyzont… Podczas nowicjatu Czesław mógł wiele czasu poświęcać na obserwowaniu przyrody i na samotnym spacerowaniu.
Po kilku latach zwyczajowej formacji o. Andrzej otrzymał sakrament święceń w stopniu prezbitera 6 maja 1934 roku.
Zgodnie z zakonnym zwyczajem co kilka lat przenosił się do innych klasztorów – do Gniezna, Wilna, Łagiewnik koło Łodzi, Warszawy. W stolicy właśnie zastał go wybuch wojny. O. Andrzej jednak we śnie zobaczył już wcześniej hitlerowską napaść. Rzeczywistość potwierdziła jego obawy.
Wraz z mieszkańcami Warszawy musiał uciekać. Udał się na południe. W roku 1940 spotykamy go w Wierzbicy koło Radomia. Miało tam miejsce wydarzenie, które, jak sam opisywał, wpłynęło na późniejsze jego życie.
“Pod groźbą skierowanych na mnie karabinowych luf kazano mi iść tam, dokąd spędzano wszystkich mężczyzn, którym na sposób średniowieczny wymierzano karę chłosty. Oprawcy kazali ludziom kłaść się na pniaku drzewa i potem z jakimś sadyzmem ich katowali, na zakończenie każdego kłuli bagnetem. Mnie kazali przypatrywać się ich bestialskiej robocie. Oprawcy po zmaltretowaniu fizycznie i moralnie niewinnych ludzi zabrali się do mnie. Chodziło im o poniżenie i ośmieszenie mojej osoby wobec zebranych. Prowadzili mnie po rynku, wśród szyderstw i brukowych inwektyw, fotografowali w asyście esesmanów z karabinami w rękach. Ale kiedy chcieli mnie zmusić do biegania po rynku, stanowczo się sprzeciwiłem ich zachciankom. Nie mogłem, nie chciałem pozwolić na poniżenie mej godności jako człowieka i jako Polaka. Opór mój doprowadził zgraję hitlerowską do szału wściekłości. Zostałem przez nich pobity i pokaleczony.
Świadomość doznanej krzywdy oraz widok wynaturzenia człowieka z trupią głową na czapce, cały ten splot wypadków wywołał w mej jaźni silny wstrząs, który z kolei wyzwolił we mnie drzemiące nieznane energie psychiczne, poruszył jakiś mechanizm w ośrodkach mózgu, obudził nadświadomość, dzięki której zacząłem przenikać wzrokiem ducha psychofizyczną strukturę człowieka. Zacząłem dostrzegać w pewnych momentach za niektórymi ludźmi ciągnący się jakby film ze scenami ich życia we wszystkich przejawach. Czułem wyraźnie, że w mojej sferze psychicznej nastąpił jakiś przewrót twórczy, jakiś przełom. Zaistniało coś i to coś nie jest anormalne, raczej ponadnaturalne. Wkrótce to “coś” skierowało moją uwagę na fotografię człowieka. Dostrzegałem na niej jak gdyby wypisany subtelnym rylcem jego życiorys”.
Wojna ciskała go to tu, to tam. Kiedy zakończyła się zawierucha, o. Andrzej udał się, wraz z innymi zakonnikami, na Pomorze. Zatrzymał się w Prabutach (nieopodal Kwidzyna). Zaczął odnawiać zniszczony kościół, pracował własnymi rękami, prosił o datki na remont (jeździł nawet do Warszawy). Tam właśnie zjawił się ksiądz Biskup Maksymilian Kaller, przedwojenny jeszcze ordynariusz diecezji warmińskiej. Został wywieziony przez Niemców, teraz zaś, po wojnie, wracał do swej diecezji. O. Andrzej bez wahania odstąpił mu plebanię, a także przekazał kościelną kasę (2000 złotych, z których biskup wziął część). Jest to jedno z wielu świadectw miłości o. Andrzeja do Kościoła, do chęci pomocy i służenia innym. W Prabutach właśnie zaczęła rosnąć sława o. Andrzeja,, jako wizjonera – pomagał odnaleźć zagubione w czasie wojny osoby, potrafiąc wskazać miejsce ich przebywania lub spoczywania ciał. Otrzymywał masę listów, coraz więcej też ludzi przyjeżdżało osobiście. Taka “popularność” księdza nie uszła uwadze komunistycznej władzy, która postanowiła usunąć niewygodnego duchownego, cieszącego się niepotrzebnym zainteresowaniem. O. Andrzej, przeczuwając niebezpieczeństwo, 8 grudnia 1948 roku, w przebraniu kobiety, uciekł na południe Polski.
W czasie jego pobytu w Prabutach miało miejsce ważne wydarzenie. Otóż w czerwcu 1947 roku w Olsztynie odpowiadał na pytania osób duchownych i świeckich, chcących dowiedzieć się więcej czy wręcz wyjaśnić fenomen jasnowidzenia franciszkanina, o którym zrobiło się głośno. Przewidział wówczas śmierć kardynała Hlonda, czym niejako uwierzytelnił swój dar.
Kontynuując swą franciszkańską drogę, o. Andrzej przebywał w kolejnych klasztorach: w Lubomierzu (1948), Wyszogrodzie (1953), Nieszawie (1955). Tam właśnie poznał o. Lucjusza Chodukiewicza, z będzie przyjaźnił się aż do śmierci. Kiedy ten został gwardianem i proboszczem w Elblągu, zaproponował o. Andrzejowi, by i ten przeniósł się do owego historycznego miasta. W roku 1961 o. Andrzej zawitał w Elblągu. Pozostał tu aż do swej śmierci.
III
O “cudach” dokonywanych przez o. Andrzeja można byłoby zapewne napisać osobną rozprawę, a i nie czas tu, by mówić o nich, warto jednak wymienić choć kilka, które ugruntowały jego popularność i sławę. Niezliczoną ilość razy o. Andrzej pomagał odnaleźć zaginione osoby, a dokonywał tego patrząc na zdjęcie danej osoby. Często, niestety, musiał wskazywać miejsce, gdzie znajdowało się ciało, kiedy osoba już nie żyła. Głośną była sprawa poszukiwania porwanego syna przewodniczącego Stowarzyszenia “PAX”, Bolesława Piaseckiego. Kiedy poszukiwania milicji nie dały rezultatów, zwrócono się do zakonnika. o. Andrzej bezbłędnie wskazał miejsce, gdzie porzucone zostało ciało zamordowanego – jak się okazało – mężczyzny. Podobnie rzecz miała się z zaginionym premierem Włoch, Aldo Moro, który zamordowany został przez Czerwone Brygady. Na szczęście udawało odnaleźć się także żywych, m.in. Patrycję Hearst, uprowadzoną w Stanach Zjednoczonych, w Kalifornii. Jego “poszukiwania” nie dotyczyły jednak tylko ludzi. O. Andrzej wypowiedział się na temat słynnej “Bursztynowej komnaty”, która według niego… nie istnieje, gdyż została zniszczona przez Niemców.
Bardzo często jednak o. Klimuszko wypowiadał zaskakujące zdania, które – choć szokowały słuchających – okazywały się trafne i często bardzo pomocne. Zdarzały się takie sytuacje (przy okazji sympozjów, spotkań):
- Pan niech po powrocie do domu szybko idzie do dentysty. Jeszcze pan nie czuje silnego bólu, ale lewa górna trójka jest w bardzo złym stanie.
Znany pisarz, Jan Dobraczyński, dopytywał się o swój stan zdrowia. O. Andrzej odpowiedział: “Panie Janie, pan jest chorobliwie zdrowy, napisze pan jeszcze dziesięć książek!”
Bywały i spotkania niespodziewane… Oto wspomnienie jednej z osób: “Stałam przed wystawą sklepową, oglądałam modne stroje. Nagle ktoś obcy podszedł do mnie i mówi: “Zamiast interesować się modą, lepiej niech się pani weźmie za leczenie”. Wzruszyłam ramionami – ot, jakiś dziwak i tyle. Niedługo po tym spotkaniu ujawniła się moja poważna choroba. Dopiero po kilku latach, widząc gdzieś zdjęcie Klimuszki, uświadomiłam sobie, że to on ostrzegł mnie o niej”.
Kiedyś, wspominają bracia, którzy byli z o. Andrzejem w klasztorze, oglądaliśmy wspólnie dziennik telewizyjny. Tam ktoś z agresją i bardzo nieprzyjemnie wypowiadał się o Kościele. O. Andrzej powiedział spokojnie: – I po co się tak gorączkuje… Nie wie, że ma wątrobę w strzępach…
Obok odnajdywania osób czy przedmiotów, o. Andrzej pomagał chorym, przepisując im preparaty ziołowe. Jego nowatorstwo polegało na tym, że zioła łączył ze sobą (po siedem, dziewięć czy jedenaście) sobie tylko znanym “kodem”. Nie umiał tego wyjaśnić, po prostu wiedział, że tak będzie dobrze, że w ten sposób zioła spotęgują swe właściwości. Tak wspomina o. Lucjusz: “Miał niezawodne wyczucie, na co dane zioło może pomóc i bezbłędnie rozpoznawał dolegliwości. Ktoś przychodził z bólem brzucha, a on powiada: – Brzuch to głupstwo, jest coś w gorszym stanie – wątroba! Albo mówił, nawet nie obejrzawszy nogi: – A co się pani stało, że ma bliznę pod kolanem?”
W parafii św. Pawła w Elblągu do dziś żyją osoby, których wyleczył franciszkanin. Podkreślają często, że upływało sporo czasu, nim zioła przepisane przez o. Andrzeja, zaczynały działać. Ale wówczas przychodził spodziewany efekt.
Można niemal w nieskończoność mnożyć przykłady niezwykłych działań o. Klimuszki. Ale niech ta garść nam wystarczy.
IV
Tłumy piszące i ciągnące do Franciszkanina z Elbląga nie mogły nie zwrócić uwagi ludzi nauki i mediów (choć wówczas, w latach 60-tych i 70-tych działały one zupełnie inaczej, niż dziś…). O. Andrzej zatem zaczął spotykać się z naukowcami, którzy chcieli dowiedzieć się więcej o jego fenomenie odkrywania przyszłości i przeszłości, brał też udział w sympozjach i spotkaniach. Wreszcie zaczął wygłaszać odczyty, których słuchali ludzie ze stopniami naukowymi z dziedzin, których o. Klimuszko nigdy nie studiował… Jego intuicyjne poznanie, a przede wszystkim ukochanie przyrody dawało mu tę subtelną przewagę nad ścisłymi badaniami. Oczywiście o. Andrzej uzupełniał swoją wiedzę poprzez czytanie opracowań czy spotkania, rozmowy ze specjalistami.
Od momentu przybycia do Elbląga wielokrotnie wyjeżdżał na różnorakie sympozja, spotkania, konferencje, które odbywały się w różnych miejscach Polski, ale także poza jej granicami. Przy tej okazji przypomnieć warto postać Wandy Konarzewskiej, którą o. Klimuszko poznał właśnie przy okazji jednego z konferencji (było to spotkanie Towarzystwa Przyrodników w Warszawie). Konarzewska była dziennikarką, prasową i telewizyjną. Zainteresowała ją niezwykle postać franciszkanina; o. Andrzej z kolei poprosił ją o pomoc w wydaniu napisanej przez siebie książki “Moje jasnowidzenie świata”. Konarzewska zaprzyjaźniła się z zakonnikiem i znajomość ta trwała aż do jego śmierci. To właśnie Wanda Konarzewska doprowadziła (działając z ramienia redakcji “Literatury”) do spotkania o. Andrzeja ze środowiskiem naukowym. Był to rok 1974. Zapis spotkania ukazał się na łamach tygodnika. Spotkanie dotyczyło przede wszystkim zagadnień parapsychologii i jasnowidzenia. Naukowcy wypytywali franciszkanina o jego zdolności nadprzyrodzone, o ich naturę, ich objawianie się. O. Andrzej odpowiadał spokojnie, był nieco speszony, jak zauważyli uczestnicy spotkania. I choć część rozmówców podważała jego zdolności nadnaturalne, samo spotkanie było owocne. “Literatura” bowiem zaczęła drukować każdego tygodnia niewydaną książkę “Moje jasnowidzenie świata”.
W momencie zakończenia publikacji o. Andrzeja Klimuszkę zna niemal cała Polska. Jego popularność wzrosła na tyle, że Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk zakazał dalszych publikacji. Teksty o. Andrzeja napotkały także zdecydowany sprzeciw wśród pewnych środowisk, których przedstawiciele, publikując swe wypowiedzi, nie unikali ostrego tonu czy wręcz obraźliwych słów. W gronie przeciwników franciszkanina z Elbląga znaleźli się m.in. Krzysztof Teodor Toeplitz, Ludwik Jerzy Kern czy przede wszystkim Jerzy Urban. Ten ostatni atakował szczególnie zjadliwie, obrażając i wyśmiewając (fragmenty tej polemiki w załączniku).
O. Andrzej przeżył mocno ataki, nie odczuwając ich jako odrzucenia własnej osoby, ale raczej jako niechęć wobec tego, co mogło pomagać innym. Był bowiem przekonany, że dary (także nadprzyrodzone), które otrzymał miały służyć drugiemu człowiekowi i tak też je wykorzystywał. Swoje zdolności widzenia przeszłości i przyszłości wprzągł w służbę potrzebującym; jeszcze zaś bardziej swe niezwykłe zdolności zielarskie. Prasowe ataki odczuwał więc jako zagrożenie tej posługi. Znamienne jest jednak to, że nie “odgryzał się”, nie chciał robić medialnego szumu wokół siebie (choćby tylko po to, by uzasadnić i wyjaśnić swą działalność). Wybrał raczej drogę konkretnej pomocy, działania, a nie mówienia o nim; unikał rozgłosu. Choć jego popularność stale rosła (“Moje jasnowidzenie świata” zaczęło ukazywać się w piśmie “Za i przeciw”; teksty o o. Klimuszce ukazywały się także za granicą), on wolał pozostać w cieniu. Niechętny był wywiadom (odmówił na przykład Irenie Dziedzic udziału w programie “tele-Echo”).
V
Życie o. Andrzeja toczyło się potrójnym rytmem: pomoc potrzebującym w klasztorze w Elblągu – osobiste spotkania, rozmowy, porady (słynne mieszanki ziołowe), diagnozy, pomoc w odnalezieniu zaginionych; posługa duszpasterska w kościele (oczywiście taką posługą była także pomoc chorym i potrzebującym!), mocno ograniczona przez brak czasu, który szczelnie wypełniały tłumne wizyty petentów (o. Andrzej głosił zawsze kazania Mszy św. na koniec roku, 31 grudnia; parafianie wspominają go również, jako dobrego spowiednika); trzecią formą jego “działalności” był udział w odczytach, sympozjach, konferencjach. W tym wszystkim nie oszczędzał siebie, był wciąż zajęty. Tak intensywny tryb życia odbił się w końcu i na jego zdrowiu. Od 1975 roku zaczęła się choroba płuc, spowodowana – oprócz wycieńczającej posługi – nałogowym paleniem papierosów. Pił bardzo często kawę oraz – na wzmocnienie – lampkę koniaku. Drzwi pokoju, w którym mieszkał w elbląskim klasztorze, były niemal cały czas otwarte. Jeśli akurat nie przyjmował chorych w sali na dole, biegł załatwić coś innego. Choć – jak sam wspominał – pomagał sobie ziołami na wiele dolegliwości, na chorobę płuc poradzić nie mógł. Wszystko to doprowadziło do tego, że zaczął słabnąć, składał coraz częstsze wizyty w szpitalu miejskim (gdzie nie przestawał pomagać chorym i… lekarzom). Nie miał jednak czasu na dłuższe leczenie czy wyjazd do sanatorium – bez wytchnienia pomagał chorym przychodzącym pod klasztorną furtę. Taka jego postawa wydaje się świadomym wyborem człowieka oddanego bez reszty swej posłudze. A może nawet nie był to wybór świadomy, chłodna decyzja, ale naturalny odruch, odruch serca, by być tam, gdzie go potrzebowano. Przypłacił za to rozwijającą się chorobą płuc, niewydolnością krążenia. W roku 1980 czuł się już bardzo słabo. W sierpniu musiał pójść do szpitala, tam przyjął sakrament namaszczenia chorych. 23 sierpnia, w obecności o. Lucjusza, który od długiego czasu był jego pomocnikiem i sekretarzem, pomagającym przede wszystkim w prowadzeniu masowej korespondencji, a więc owego dnia o. Andrzej, na łożu śmierci, powiedział: “Ja nie umieram, spełniłem tylko wolę Bożą…”
I tak zakończyło się ziemskie życie franciszkanina z Elbląga. Jego pogrzeb, który odbył się 28 sierpnia w Elblągu, był widocznym znakiem wdzięczności wobec zakonnika, który poświęcił się pomocy potrzebującym. Na cmentarzu zgromadziło się kilka tysięcy osób, w tym ponad pięćdziesięciu prezbiterów zakonnych; homilię wygłosił o. Klemens Śliwiński, przełożony spowiedników w Bazylice św. Piotra na Watykanie; obrzędom pogrzebowym przewodniczył ks. Bp Jan Obłąk. Oto fragment jego przemówienia pożegnalnego: “Była to postać znana, piękna, prawdziwie chrześcijańska. Gdyby się tak zastanowić, jaka była najważniejsza cecha jego życia, to byśmy powiedzieli, że chciał służyć z miłości. Święty Franciszek, założyciel zakonu, do jakiego należał o. Andrzej, był najpiękniejszym człowiekiem, jakiego wydał Kościół, przez jego miłość do Boga, do ludzi i wszystkich stworzeń. To był anioł miłości. Śp. o. Andrzej naśladował swojego mistrza. Franciszek chciał być dla wszystkich dobry, chciał wszystkim służyć i o. Andrzej służył uśmiechem, czynem, radą, modlitwą. Całe jego życie było służbą miłości. (…) To był człowiek, który kochał. Prawdziwy syn świętego Franciszka i chluba zakonu franciszkańskiego”3).
Te słowa, piękne i dostojne, wiernie malują postać o. Andrzeja. Charakterystyczne jest to, że ks. Biskup nie wymienił jego nadprzyrodzonych darów. Były one bowiem jedynie środkiem, narzędziem do tego, by służyć. Zatrzymywanie się tylko nad nimi, patrzenie na o. Klimuszkę jedynie jako na wizjonera, jasnowidza, zielarza, to pomniejszanie i – w konsekwencji – zniekształcenie jego osoby. Pan Bóg obdarzył go takimi zdolnościami, a on po prostu używał ich dla dobra drugiego człowieka. Gdyby o. Andrzej umiał na przykład doskonale murować, zapewne poświęciłby się pracom budowlanym z równym zapałem i oddaniem, by służyć innym. Wówczas jego posługa nie byłaby najpewniej tak znana i “spektakularna”, ale wcale nie umniejszałoby to jego wielkości. Św. Teresa od Dzieciątka Jezus mówiła o wielkich zasługach tego, kto z miłością podniesie odrobinę kurzu przy sprzątaniu – o. Andrzej wpisuje się w tę perspektywę: nie jest ważne czym się zajmujesz, jaki masz zawód, ale czy wykonujesz to z sercem, z miłością, z oddaniem.
VI
Aby nasze spojrzenie na o. Andrzeja Klimuszkę było pełniejsze, trzeba także posłuchać jego samego. Oto kilka wybranych fragmentów jego nieopublikowanej biografii.
“Nie jestem ani uzdrawiaczem, ani cudotwórcą, ani nieomylnym. (…) Ilekroć słyszę ten wyraz [jasnowidz - przyp. m.s.] pod swoim adresem, zawsze odczuwam zażenowanie. (…) Chciałbym tylko przynajmniej odrobinę mojej zdobytej wiedzy i doświadczenia przekazać ludziom oraz przedstawić to ogromne bogactwo, jakie nam daje żywa przyroda dla ludzkiego zdrowia”.
“Jasnowidz musi posiadać mocną, niezachwianą i wielką miłość do ludzi oraz gotowość do przyjścia im z pomocą w cierpieniach i potrzebach, zawsze bezinteresownie, z serdecznym współczuciem. (…) Jeśli jestem świadom, że w wieloletniej pracy o specjalnym charakterze bodajże jedną iskierkę radości wlałem w skołatane serca ludzkie, to chyba nie żyję nadaremnie”.
Obrazu franciszkanina z Elbląga niech dopełni kilka świadectw ludzi, którzy go znali czy z nim współpracowali.
“Byłem zauroczony jego stylem rozmowy. Oprócz tego, że był świetnym znawcą ziół i ich właściwości leczniczych, to jeszcze miał fenomenalny zmysł jasnowidzenia. Każdemu po wymianie kilku zdań bardzo szybko stawiał diagnozę, zawsze trafną. Pacjentów miał zawsze pełną poczekalnię. Przyjeżdżali z całej Polski, z zagranicy, nawet z Japonii” (Edward Wawrzyniak, doktor farmacji).
“Najważniejsze były jego skromność i pokora. Pamiętam go zwyczajnego, pełnego skromności, usłużnego dla innych, bez odrobiny zarozumialstwa, pychy, chęci dominowania. Oto tajemnica jego wielkości: odnalezienie prawdziwej ludzkiej natury, której na imię skromność i pokora. Te cechy głoszone przez franciszkanów i w ogóle Kościół katolicki, dają człowiekowi ten szósty zmysł. W moim życiu Klimuszko bardzo zaważył, dając mi przekonanie, taką prawdę życiową, że życie jest wartościowe i piękne, gdy jest proste i skromne. (…) Ojciec Andrzej był bardzo religijny. To coś niezmiernie poruszającego. Widziałam odprawiane przez niego nabożeństwa. Nie można tego nazwać odwalaniem obrzędu. Widać było jego wewnętrzne uniesienie, głębokie uduchowienie. Podobnie jego codzienne modlitwy odzwierciedlały jego związek z Bogiem…
(…) Dla niego kontakt z przyrodą był rodzajem modlitwy. Jako człowiek wrażliwy, niepewny siebie, wewnętrznie skulony, samotność zabijał papierosami i podróżami.
(…) Cała awantura intelektualna, jaka się wokół Klimuszki rozpętała, objawienie tej postaci niejako sobą udowadniającej rzeczy nieznane, może istnienie Boga, to właśnie wpłīnęło na przełamywanie ludzkich schematów myślenia. (…) Uważam, że postać tego franciszkanina ma bardzo ważny wymiar w ogóle dla Polski. Nawet polityczny. W połowie lat siedemdziesiątych, w czasach realnego socjalizmu, kiedy wiadomo, że wszystko co materialne było zgodne z prawem, a rzeczy duchowe nie istniały, pojawił się ksiądz głoszący rewelacje w ateistycznym tygodniku!” (Wanda Konarzewska, dziennikarka).
VII
Na koniec przytaczam kilka wypowiedzi oraz fragmentów książki o. Andrzeja “Szukajmy szczęścia w przyrodzie”, by przekonać się, jak trzeźwo patrzył na otaczającą go rzeczywistość, z jaką jasnością widział współczesne problemy, z którymi zresztą borykamy się i my, zatem rady franciszkanina z Elbląga mogą być pomoce i dla nas…
“Czy te fantastyczne zdobycze techniki przyniosły ludzkości upragnione szczęście? Człowiek współczesny zupełnie się zagubił. Zatracił swoje wewnętrzne “ja”, pogubił harmonię swego ducha, okaleczył swoją osobowość, stał się niewolniczą częścią składową mechanizmów materii. Codziennie obracamy się w szarzyźnie, jednostajności, monotonii. To wszystko zżera człowieka psychicznie i fizycznie” – 61
“Paradoksy dzisiejszej cywilizacji pogmatwały wszelkie naturalne prawa ludzkiego życia. Społeczność ludzka zamieniła się w zagęszczony tłum, którym jednostka została przygnieciona. Brak sprzyjających warunków dla indywidualnego rozwoju doprowadza w konsekwencji do zaniku wielu cech osobowości. Środki masowego przekazu – radio, telewizja, prasa, widowiska – narzucają jednostce gotowe myśli, idee, dążenia. Zmuszają ją do życia w myśl narzuconych schematów, według jednego, wspólnego modelu. Człowiek oszałamia się hałasem i koniecznością pośpiechu. Nieustannym rozwojem technicznym popędza się go w dal, ku niewiadomemu. Dramatyczną sytuację pogłębia jeszcze powszechna epidemia pijaństwa. Następstwem jej jest brutalność, rozwydrzenie, zanik kultury życia codziennego. A więc tłum staje się zmorą dla jednostki. Człowiek więc (…) musi się wyrwać z jarmarcznego zgiełku życia i ukryć w zbawczej samotności. Istnieje bowiem samotność twórcza, dobrowolnie obrana, czasowa, odradzająca. W takiej samotności dojrzewali najwięksi geniusze ducha, rodziły się najwspanialsze arcydzieła sztuki, literatury czy filozofii. Taka samotność jest spokojną przystanią dla rozbitków na morzu dzisiejszego świata. Nam jednak nie chodzi o geniuszów, lecz o każdego z nas. Jesteśmy wszyscy do cna umęczeni gonitwą i przymusowym pośpiechem dzisiejszego życia. Ale gdzie można znaleźć ciche ustronie i kojącą samotność? Wszak cały świat stał się ciasny i przesiąknięty hałasem. Pozostała na szczęście jeszcze jedna przyjacielska przystań, to jest przyroda”.
“Ochrona człowieka musi się rozpocząć od momentu, kiedy on jeszcze znajduje się w stanie embrionalnym w łonie matki, aż do jego urodzenia. Ten okres życia człowieka jest bodajże najważniejszy, bo warunkuje stan zdrowia organizmu na całe późniejsze życie”.
“Miłość małżeńska jest najskuteczniejszą psychoterapią dla dzisiejszego człowieka umęczonego tempem życia. (…) Małżeństwo uczuciowo zharmonizowane jest nie tylko lecznicą dla ciała i psychiki, lecz nadto szkołą kształcenia charakteru i całej osobowości małżonków”.
o. Andrzej Klimuszko był także patriotą. Wskazują na to jasno jego wypowiedzi dotyczące Ojczyzny (czy to zapisane, czy wypowiedziane i spisane przez innych):
“Jeśli chodzi o nasz naród, to mogę nadmienić, że gdybym miał żyć jeszcze 50 lat i miał do wyboru stały pobyt dla siebie w dowolnym kraju na świecie, wybrałbym bez wahania jedynie Polskę, pomimo jej nieszczęśliwego położenia geograficznego. Nad Polską nie widzę bowiem ciężkich chmur, lecz promienne blaski przyszłości”.
“Polska będzie źródłem nowego prawa na świecie, a kraj ten zostanie tak uhonorowany wysoko, jak żaden w Europie. Będzie jakaś wojna w Europie, ale to nie przejdzie przez teren Polski. Czechosłowacja połączy swój byt narodowy z Niemcami w ramach tej samej państwowej federacji, a Rosja sowiecka rozpadnie się. Na wschodniej granicy będzie silne państwo ukraińskie. (…) Polsce będą się kłaniać narody Europy. Widzę mapę Europy, widzę orła polskiego w koronie. Polska jaśnieje jak słońce i blask ten pada naokoło. Do nas będą przyjeżdżać inni, aby żyć tutaj i szczycić się tym”.
“Najbliższe lata niebezpieczne i krytyczne. Polska je przeżyje. Jedynie grozi klęska głodu. Kraj ten oczekują lata świetności. Jest to szczęśliwe miejsce. Gdybym miał się drugi raz urodzić, chciałbym przyjść na świat tylko w Polsce. Niech Polacy z całego świata wracają nad Wisłę, tu im się nic nie stanie”.
Dziś, w dobie masowych wyjazdów z Polski “za chlebem” słowa te mogą wydawać się nietrafione. Miejmy jednak nadzieję, że z czasem i ta wizja wypełni się…
Warto wspomnieć jeszcze o wyborach papieża po śmierci Jana Pawła I. Tak wspomina o. Lucjusz:
“Już papież wybrany, siedzimy w refektarzu w wesołych nastrojach, tylko Klimuszko smutny. – Po co go wybrali, on będzie krótko żył i nic nie zrobi. – Eee – mówimy – co gadasz, chłop jak dąb. Na to on swoje: – No, ja tak to widzę.
Nadszedł koniec września, trzydziesty siódmy dzień pontyfikatu Jana Pawła I. Byliśmy wtedy obaj w Splicie. Po rannej Mszy, w drodze na śniadanie podchodzi do nas gwardian tego klasztoru i powiada – Papa mortuus. Stanęliśmy chwilę. W milczeniu idziemy alejką ogrodową. Klimuszko złapał się za głowę i mówi: – Boję się Klimuszki…”.
O. Andrzej tak mówił o papieżu – Polaku: “Będzie jednym z największych papieży. Od niego nastanie nowa era Kościoła. Cały świat zadziwi. Od niego będzie się liczyć nowa epoka Kościoła i Polski. Imię Polski rozsławi po wszystkich krajach ziemi. Inne narody będą się uczyć naszej historii i języka. Dla Kościoła jego panowanie będzie bardzo pomyślne”.
VIII
W tym krótkim tekście na pewno nie udało się przedstawić biografii o. Andrzeja Klimuszki, ukazać wyczerpująco jego życie. Ale, jak zapowiadał tytuł, chodziło raczej o przedstawienie Franciszkanina z Elbląga, jako zakonnika, a przede wszystkim człowieka; człowieka o dobrym sercu, gotowego nieść pomoc potrzebującym.
Odnoszę do o. Andrzeja słowa wypowiedziane przez Norwida:
“Bądź niezwodzonym! – umarły czy żywy? -
Cykutą karmion czy miodem i mlekiem? -
Bądź: niemowlęciem, mężczyzną, kobietą -
Ale przed wszystkim bądź: Bożym Człowiekiem.”
(“Człowiek”)
_________________________________________________________
PRZYPISY
1) W jednym z pism (numer 2006 roku), przez uprzejmość nie podaję tytułu, ukazała się informacja, jakoby o. Andrzej Klimuszko w roku 1966 wyemigrował do… Szwajcarii!! Dwa zaś ostatnie lata swego życia miał spędzić w Jugosławii!
2) Wszelkie cytaty (jeśli nie podano inaczej) pochodzą z pracy Krzysztofa Kamińskiego “O. Andrzej Czesław Klimuszko. Franciszkanin z Elbląga”, a publikowane są za uprzejmą zgodą Autora.
3) Słowa o św. Franciszku przywodzą na myśl wydarzenie, kilkakrotnie przekazywane przez osoby, które obcowały z o. Andrzejem, kiedy to stawał on, wyciągając ramiona, a wówczas siadały na nich ptaki. Podobnie rzecz się miała ze św. Kevinem (żył w Irlandii w VI w., jego żywot znamy mi.in z księgi Codex Kilkeniensis), który podczas modlitwy stał z rozpostartymi ramionami. W pewnej chwili nadleciał kos, który uwił sobie gniazdo na ramieniu świętego. Tę znaną legendę przypomniał Seamus Heaney w swym wykładzie z okazji przyjęcia literackiej Nagrody Nobla w 1995 r. oraz w swym wierszu “Św. Kevin i kos”.
ZAŁĄCZNIK
Fragment polemiki, jaką wywołały publikacje o. Andrzeja w “Literaturze”
“Jeśli Klimuszkę porównać z Rasputinem, to podobieństwa same rzucają się w oczy, choć są także i różnice. Rasputin górował nad Klimuszką wpływami politycznymi oraz przede wszystkim tym, że był prawie niepiśmienny. Klimuszko bierze Rasputina rozległością spraw, w których jest autorytetem. Rasputin uzdrawiał, rozrabiał, jasnowidził i dawał pouczenia moralne. Klimuszko objaśnia, co to człowiek, przyroda, życie, zdrowie. Zresztą łatwiej powiedzieć, o czym nie pisze, np. o sanskrycie i nosie Józefa ks. Poniatowskiego. Walorem Rasputina było, że znalazł się na niego Jusipow. Przewaga Klimuszki, że cmokają nad nim uczeni intelektualiści. (…) Niezależnie od tego, czy Klimuszko potrafi z fotografii powiedzieć kto na co umrze i gdzie legnie jego zezwłok – czy też nie, jest on niewątpliwie człowiekiem, który dzięki temu, za kogo się podaje, dostępuje druku wypocin, jakich żadne pismo nie puściłoby nikomu nienawiedzonemu. (…) Moim zdaniem lepiej jest przegnać czy ośmieszyć niż zsakralizować Klimuszkę, niezależnie od tego, że może w nim coś jest”. (Jerzy Urban)
“Sprawa jasnowidza Klimuszki zaognia się. Urban zaproponował, żeby Klimuszkę przegnać. Co to właściwie znaczy? Skąd przegnać i dokąd? A może przegnać, jak przeganiano dawniej przestępców – przed frontem żołnierzy, z których każdy miał rózgę? Urban porównuje Klimuszkę z Rasputinem, który był intrygantem politycznym, mistycyzującym erotomanem, postacią ciemną. Porównując go z kimś, kto zajmuje się poszukiwaniem zaginionych i ziołolecznictwem ma taki sens, jak porównywanie hieny ze stokrotką. Zdaniem Urbana Rasputin miał przewagę nad Klimuszką, że znalazł się na niego Jusipow. Otóż nie każdy wie, jaką rolę w życiu Rasputina odegrał Jusipow. A odegrał taką, że mu to życie odebrał. Co to jest: jeszcze dyskusja, czy podżeganie do mordu?” (Hamilton)
“Nigdy Klimuszki nie widziałem. Atakowałem go na podstawie materiałów drukowanych przez “Literaturę”. Ubawiło mnie w nich przede wszystkim to, że wszelkie cudowności, które on sam sobie przypisywał, nie miały żadnego potwierdzenia. (…) O ile dobrze pamiętam, to próby, które miały uprawdopodobnić jego relacje, nie udały się. Wszystko to razem było bardzo zabawne. Ktoś taki jak Klimuszko wzbudza we mnie odruchową antypatię. Na podstawie przekazanych wówczas relacji skojarzył mi się ze sztywnym, nadętym typem urzędnika. (…) Jasnowidzenie? Zazwyczaj działa tu reguła, że wystarczy trafić raz na sto wypadków, żeby zyskać sławę jasnowidza – o pozostałych dziewięćdziesięciu dziewięciu nikt nie będzie pamiętał”. (Jerzy Urban)
“Na odrzutowej miotle
Przy świetle księżyca
Podróżuje nowoczesna czarownica
Dokoła niej jak świetliki
Jak muszki
Duszki
Od pana Klimuszki
Leci toto gdzieś niby w zaświaty (…)
Zaczęła się uczta dzika
Końca nie było szałom
Bredzono przez noc całą
I pito
Wywar
Z głupczyka”
(Ludwik Jerzy Kern, “Przekrój” nr 1555/1975)
o. Mateusz Stachowski OFM Conv
Autor dziękuje panu Krzysztofowi Kamińskiemu, biografowi o. Andrzeja Klimuszki za materiały i pomoc w przygotowaniu niniejszego tekstu.
Tekst pochodzi z książki “Ojciec Andrzej Czesław Klimuszko - patriota lokalny wykraczający ponad przeciętność” wydanej przez Fundację Elbląg (Elbląg 2006) – opis książki.
Czytaj także:
Konferencja o o. Andrzeju Klimuszce w Elblągu (2006 r.)
Relacja z konferencji na franciszkanie.pl
o. Andrzej Klimuszko w podkaście FRATER
Materiał filmowy na Franciszkanie TV
Odpust Porcjunkuli
Sierpień 2, 2010
U stóp Asyżu wznosi się bazylika Matki Bożej Anielskiej, wybudowana w XVI wieku. W samym centrum tej renesansowej świątyni znajduje się skromny kościółek benedyktyński z IX wieku, zwany Porcjunkulą. Pierwotny tytuł tego kościoła brzmiał – Najświętszej Maryi Panny z Doliny Jozafata. Według bowiem podania kapliczkę mieli ufundować pielgrzymi wracający z Ziemi Świętej. Mieli oni przywieźć grudkę ziemi z grobu Matki Bożej, który sytuowano w Dolinie Jozafata w Jerozolimie. Nazwę Matki Bożej Anielskiej prawdopodobnie nadał jej sam św. Franciszek. Legenda głosi, że słyszano często nad kapliczką głosy anielskie i dlatego dano jej tę nazwę. Na początku XIII w. kapliczka znajdowała się w stanie ruiny. Odbudował ją św. Franciszek w z Asyżu w zimie 1207/1208 roku i tu zamieszkał. Tu również w roku 1208 lub 1209 w uroczystość św. Macieja Apostoła (wtedy było to 24 lutego) Franciszek wysłuchał Mszy św. i usłyszał słowa Ewangelii:
“Idźcie i głoście: Bliskie już jest królestwo niebieskie. (…) Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie. Nie zdobywajcie złota ani srebra, ani miedzi do swych trzosów. Nie bierzcie na drogę torby ani dwóch sukien, ani sandałów, ani laski” (Mt 10, 6-10)
Franciszek wziął te słowa do siebie jako nakaz Chrystusa. Zdjął swoje odzienie, nałożył na siebie habit, przepasał się sznurem, udał się do kościoła parafialnego św. Jerzego w Asyżu i zaczął na placu nauczać. Jeszcze w tym samym roku zgłosili się do niego pierwsi towarzysze: Bernard z Quinvalle i Piotr z Katanii, późniejszy brat Egidiusz. Obaj zamieszkali wraz z Franciszkiem przy kościółku Matki Bożej Anielskiej. Kiedy zebrało się już 12 uczniów Franciszka, nazwali się braćmi mniejszymi. Za cel obrali sobie życie pokutne i głoszenie Chrystusa, nawoływanie do pokuty i zmiany życia.
W roku 1211 benedyktyni z góry Subasio odstąpili Franciszkowi i jego towarzyszom kaplicę i miejsce przy niej, na którym ci wybudowali sobie ubogie szałasy. Porcjunkula stała się w ten sposób domem macierzystym zakonu św. Franciszka. Tu również schroniła się św. Klara z Offreduccio. W Niedzielę Palmową 28 marca 1212 r. odbyły się jej obłóczyny. Tak powstał II zakon (klarysek) pod pierwotną nazwą “Ubogich Pań”. Niebawem w ślad za św. Klarą wstąpiła jej siostra, św. Agnieszka. Zamieszkały one tymczasowo u benedyktynek w pobliżu Bastii, zanim św. Franciszek nie wystawił dla nich klasztorku przy kościele św. Damiana. Franciszek zakończył swoje życie przy kościele Matki Bożej Anielskiej w 1226 roku.
11 kwietnia 1909 roku św. Pius X podniósł kościół Matki Bożej Anielskiej w Asyżu do godności bazyliki patriarchalnej i papieskiej. Nazwa Porcjunkula również była znana już za czasów św. Franciszka i być może przez niego została wprowadzona. Etymologicznie oznacza tyle, co kawałeczek, drobna część. Może to odnosić się do samej kapliczki, która była bardzo mała, jak również do posesji przy niej leżącej, także niewielkiej.
Maryja jako Matka Boża jest Królową także aniołów, a więc istot najwyższych wśród stworzeń. Już Ewangelie zdają się wskazywać na służebną rolę aniołów wobec Maryi: tak jest w scenie zwiastowania, tak jest przy ukazaniu się aniołów pasterzom; tak jest wtedy, gdy anioł informuje Józefa, że ma uciekać z Bożym Dzieciątkiem do Egiptu. Ten sam anioł zawiadamia Józefa o śmierci Heroda. Pod wezwaniem Królowej Aniołów istnieją trzy zakony żeńskie. W roku 1864 zostało we Francji założone arcybractwo Matki Bożej Anielskiej, mające za cel oddawać cześć Maryi jako Królowej nieba. Wezwanie “Królowo Aniołów, módl się za nami” zostało włączone do Litanii Loretańskiej. Istnieje wiele kościołów pod tym wezwaniem, zwłaszcza wystawionych przez synów duchowych i córki św. Franciszka Serafickiego.
W 1216 roku Franciszkowi objawił się Jezus, który obiecał zakonnikowi odpust zupełny dla wszystkich, którzy po spowiedzi i przyjęciu Komunii świętej odwiedzą kapliczkę. Na prośbę Franciszka przywilej ten został zatwierdzony przez papieża Honoriusza III. Początkowo można go było zyskać jedynie między wieczorem dnia 1 sierpnia a wieczorem dnia 2 sierpnia. W 1480 r. Sykstus VI rozciągnął ten przywilej na wszystkie kościoły I i II Zakonu Franciszkańskiego, ale tylko dla samych zakonników. W 1622 r. Grzegorz XV objął nim także wszystkich świeckich, którzy wyspowiadają się i przyjmą Komunię świętą w odpowiednim dniu. Ponadto – oprócz kościołów franciszkańskich – Grzegorz XV rozszerzył ten odpust na kościoły kapucyńskie. Z czasem kolejni papieże potwierdzali ten przywilej.
Paweł VI swoją konstytucją apostolską Indulgentiarium Doctrina w 1967 roku uczynił to ponownie. Każdy, kto w dniu 2 sierpnia nawiedzi swój kościół parafialny, spełniając zwykłe warunki (pobożne nawiedzenie kościoła, odmówienie w nim Modlitwy Pańskiej i Wyznania wiary oraz sakramentalna spowiedź i Komunia św. wraz z modlitwą w intencjach papieża – nie za papieża, ale w intencjach, w których on się modli; ponadto wykluczone przywiązanie do jakiegokolwiek grzechu), zyskuje odpust zupełny.
za: brewiarz.pl
Pogrzeb o. prof. Iwo Zielińskiego
Lipiec 28, 2010
20 lipca 2010 r. zakon Braci Mniejszych Konwentualnych (a szczególnie prowincja św. Maksymiliana) stracił wyjątkowego współbrata: o. prof. Iwo Zielińskiego. O. Iwo, wybitny naukowiec, człowiek sztuki, pogodny choć cierpiący, kochający życie, franciszkanin o gościnnym sercu. Nic więc dziwnego, że pogrzeb zgromadził wiele osób, które chciały pożegnać Zmarłego. Uroczystości odbyły się 24 lipca 2010 r. w Gnieźnie, rodzinnym mieście o. Iwo.
O godz. 11.oo w Sanktuarium Matki Bożej Pocieszenia, Pani Gniezna rozpoczęły się modlitwy za o. Profesora. Najpierw – po wprowadzeniu ciała do kościoła – celebrowana była Liturgia Godzin, której przewodniczył Minister Prowincjalny o. Adam Kalinowski. Później różaniec poprowadził o. Sebastian Fierek, przełożony domu w Lublinie, gdzie przez długie lata mieszkał o. Iwo. Po różańcu młodzież ze wspólnoty franciszkańskiej przy naszej parafii śpiewała pieśni przy trumnie.
Przed godz. 12.oo w korytarzu klasztornym zaczęła się formować procesja liturgiczna, która w południe wkroczyła uroczyście do kościoła i tak rozpoczęła się Eucharystia. Celebrowało ją 50 prezbiterów pod przewodnictwem Ministra Prowincjalnego. Na uroczystości pogrzebowe przybył Asystent Ministra Generalnego, o. Jacek Ciupiński z Rzymu oraz bracia z trzech naszych prowincji: z Warszawy Minister Prowincjalny o. Mirosław Bartos, z Krakowa o. Kazimierz Malinowski, przewodniczący Konferencji Wyższych Przełożonych Zakonów Męskich w Polsce, o. Michał Baranowski, Rektor franciszkańskiego Wyższego Seminarium Duchownego w Łodzi-Łagiewnikach, zaś z prowincji gdańskiej bracia z niemal wszystkich klasztorów.
O. Profesora żegnali także przedstawiciele świata nauki; przede wszystkim JM Rektor Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego im. Jana Pawła II Ks. prof. dr hab. Stanisław Wilk, dziekan Wydziału Filozofii ks. dr hab. Stanisław Janeczek, a także nasz współbrat, o. dr hab. Marcin Tkaczyk i kilkunastoosobowa grupa pracowników; prof. dr hab. Ryszard Stachowski z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, przyjaciel Zmarłego. Z Lublina przybył także przełożony klasztoru, w którym przez lata mieszkał o. Iwo – o. Sebastian Fierek, a także bracia związani z uczelnią. W uroczystościach wzięła udział siostra Zmarłego wraz z najbliższymi oraz rodzina. Przybyli także bracia, którzy byli święceni wraz z o. Iwonem: o. Jacek Kamzela z Gdyni oraz o. Jarosław Wesołowski z Niepokalanowa.
Na początku liturgii zebranych powitał gospodarz miejsca, Kustosz Sanktuarium Matki Bożej Pocieszenia, Pani Gniezna, o. Jacek Korsak. Następnie wikariusz prowincji św. Maksymiliana odczytał życiorys o. Iwo, który ten sam przygotował wcześniej na potrzeby swej lubelskiej uczelni. W homilii Minister Prowincjalny o. Adam Kalinowski powiedział m.in.: „Pochwalony bądź Panie, w jego franciszkańskiej duszy, jego postawie względem świata i stworzenia. Nie tylko teoretycznie znał się bowiem na Dunsie Szkocie i Bonawenturze i był w tym niedoścignionym mistrzem, lecz ze swojej wiedzy czerpał siłę do wiary, do życia, do relacji z bliźnimi, do rozumienia świata. Ojciec Iwo kochał życie, choć nie przychodziło mu to łatwo. Kochał życie, bo wiedział, kto jest jego źródłem i jego celem. (…) Jak na franciszkanina przystało pomimo swej pozycji i znaczenia pozostał skromnym człowiekiem, nie lubiącym rozgłosu. Mówienie o sobie raczej nie sprawiało mu przyjemności. To przysparzało mu wiele sympatii. Gdy mówił o innych, gdy musiał ich oceniać, recenzować czy twórczo krytykować szukał dobra, starał się rozumieć pobudki i intencje. Nie zadowalał się wnioskami, które się same nasuwały, lecz próbował dotrzeć do istoty, do sedna sprawy. Był w swojej dociekliwości i umiłowaniu detalu mistrzem i wzorem. Gdyby kierował się w swym postępowaniu kryterium ilości, z pewnością pozostawił by o wiele bogatszą spuściznę. Lecz Ojciec Profesor postawił na jakość, solidność. Dla niego mniej, znaczyło najczęściej, więcej. Mawiał: lepsze tłumaczenie cudzej, ale dobrej książki, niż dwie własne, lecz mierne”.
Na zakończenie liturgii w kościele głos zabrał JM Ks. Rektor prof. Stanisław Wilk, który w ciepłych słowach wspominał śp. o. Iwo. „Człowiek Uniwersytetu, człowiek z przepasanymi biodrami, z zapaloną pochodnią, człowiek głębokiej wiary i miłości; będzie nam Ciebie brakowało. (…) Ojcze Iwonie, do zobaczenia w niebie!” Po nim w dłuższej przemowie postać Zmarłego nakreślił Dziekan Wydziału Filozofii KUL Jana Pawła II ks. dr hab. Stanisław Janeczek, nazywając go m.in. człowiekiem renesansu oraz ukazując go, jako wzór prawdziwego człowieka na dzisiejsze trudne czasy.
Po Eucharystii ciało o. Iwo zostało przeniesione do karawanu. W tym czasie padał ulewny deszcz. W jego strugach uczestnicy pogrzebu rozpoczęli procesję na cmentarzu. Trumnę swego profesora nieśli współbracia. Przy franciszkańskim grobowcu na cmentarzu Świętego Krzyża odprawiono obrzędy pogrzebowe, którym przewodniczył Minister Prowincjalny o. Adam. Tam także o. Sebastian Fierek, przełożony z Lublina, podziękował wszystkim za pomoc w zorganizowaniu uroczystości pogrzebowych brata ze swej wspólnoty zakonnej. Sieczący deszcz nie wystraszył zebranych wokół trumny o. Iwo, wszyscy trwali przy nim do końca, kiedy to został złożony w grobowcu, gdzie wcześniej pochowani zostali franciszkanie posługujący w starym, gnieźnieńskim konwencie.
Homilia Ministra Prowincjalnego o. Adama Kalinowskiego:
Msza święta pogrzebowa za śp. Ojca Profesora Iwona Zielińskiego
Gniezno, 24 lipca 2010
(Rz 6, 3 – 9; Ps 42(41); Mt 25, 14 – 30)
„Pochwalony bądź, Panie mój, przez siostrę naszą śmierć cielesną, której żaden człowiek żywy uniknąć nie może”.
Pochwalony bądź, Panie nasz, przez siostrę naszą śmierć cielesną, która przeprowadziła z tego świata do wieczności drogiego nam wszystkim Ojca Profesora Iwona.
Nie łatwo nam z pewnością tę pochwałę śmierci, wypowiedzianą ustami za Świętym Franciszkiem z Asyżu, potwierdzić sercem. Bo przecież nagła, niespodziewana śmierć jest zawsze przyczyną bólu, cierpienia, pozostawia po odchodzącym od nas jakby wyrwę w murze, puste po żniwach ściernisko, lukę przy stole, biurku, w kadrze profesorskiej, przy ołtarzu, puste miejsce w sercu i umyśle. Pomimo tego jednak – jako ludzie wierzący w życie po śmierci – stajemy tutaj we wspólnocie Kościoła, Zakonu, przedstawicieli Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, aby dziękować Bogu za dar życia, którym obdarzył naszego Zmarłego brata, szwagra, wujka, współbrata w zakonie i kapłaństwie, przyjaciela, kolegę, mistrza i profesora. Aby dziękować za dar wiary, powołania zakonnego i kapłańskiego, za miłość której doświadczył od swoich rodziców i w rodzinnym Gnieźnie, za to wszystko co otrzymał od Pana Boga jako życiowe talenty i zdolności. Za inteligencję, błyskotliwość umysłu, poczucie humoru, prostotę i wrażliwość na drugiego człowieka, wyczucie tego co dobre, prawe i szlachetne, ogromną pracowitość, zaparcie siebie i wierność podjętym zobowiązaniom, za wszelkie intelektualne i manualne uzdolnienia. Wiele z nich zostało zauważonych już na początku drogi życia zakonnego, inne później, a pewnie niektóre docenimy dopiero teraz, po śmierci. Ojciec Benedykt Rdzanek w 1959 r. w Łagiewnikach k/ Łodzi pisał o dwudziestoletnim kleryku Iwonie: „Wszechstronnie uzdolniony: ma się wrażenie, że nauka przychodzi mu bez trudu. Również w dziedzinie artystycznej, śpiewie, malarstwie, teatrze wykazuje duże uzdolnienia. (…) Rokuje jak najlepsze nadzieje na przyszłość, zwłaszcza w dziedzinie naukowej”. Dziękujemy w duchowej łączności z Ojcem Profesorem za talenty, które otrzymał w obfitości z ręki Boga i których nie zakopał, nie zmarnował. Pomnożone przez siebie w ciągu ponad siedmiu dekad życia niesie dziś przed tron Boży, jako plon życia, studium i pracy. „Panie, przekazałeś mi pięć talentów, oto drugie pięć talentów zyskałem”. „Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego Pana”. Dla każdego kto znał Ojca Iwona, Edwarda Zielińskiego – a każdy z nas znał go inaczej, dłużej lub krócej, z bliska lub z daleka, osobiście lub tylko urzędowo, jako jednego z nas lub też jako człowieka umieszczonego na piedestale uniwersyteckiej katedry, jako naukowca, filozofa; dla każdego kto znał choć trochę Zmarłego, jest jasne, że ten człowiek nie marnował niczego w swoim życiu, lecz wykorzystywał to, co otrzymał. Pomnażał dobro, które w nim było i korzystał z czasu, który dał mu Pan, bo wiedział dobrze, że tempus fugit; że czas płynie i jest krótki a postać tego świata przemija. Poczucie kruchości życia w ogólności, a także świadomość własnej słabości, tej duchowej i fizycznej, były nieodłącznym towarzyszem Ojca Iwona. Jego wychowawcy od pierwszych chwil formacji określają go jako słabego fizycznie, zalecają badania lekarskie i troskę o zdrowie. On sam pisze bez ogródek do przełożonych o swoim samopoczuciu i chorobie. Niejeden z nas słyszał od niego słowa: „ ja już od lat żyję na kredyt”. Lecz i ta świadomość nie była dla niego wymówką i zachętą do tego, aby się oszczędzał, albo spoczął na laurach. Chociaż miałby ku temu prawo. Już w 1963 roku magister kleryków o. Fulgencjusz Bąk pisał o nim: „Ogólnie wygląda na przemęczonego, niewyspanego, dokucza mu nieco i serce”. Tak, choroba konsekwentnie nadwyrężała jego siły. A on choć czuł się zmęczony pracował do końca. Nawet na ostatnie wakacje zabrał ze sobą z Lublina nad Bałtyk teczkę pełną materiału do pracy i korekty. Można powiedzieć, że książka, pióro, a także – o czym większość z nas wie – pędzel czy dłuto – wypadły mu nagle z ręki, wtedy gdy w miniony wtorek niespodziewanie się przewrócił i już się więcej nie podniósł.
„Pochwalony bądź Panie, przez siostrę naszą śmierć cielesną, której żaden człowiek żywy uniknąć nie może”. Pochwalony bądź Panie, przez życie Ojca Iwona, przez dobro, które stało się jego udziałem, przez książki, które napisał i które przekładał na język polski z niemieckiego, włoskiego i francuskiego. (Ostatnio cieszył się z ukazania w jego tłumaczeniu rozprawy habilitacyjnej dr Józefa Ratzingera, naszego Ojca Świętego). Pochwalony bądź Panie, przez uczniów, których formował i kształcił, magistrantów, doktorantów, przez mądrość i prawdę, którą głosił w salach wykładowych i seminaryjnych, a także z ambony i podczas różnorodnych spotkań z ludźmi, na które nie skąpił czasu. Pochwalony bądź Panie, w jego franciszkańskiej duszy, jego postawie względem świata i stworzenia. Nie tylko teoretycznie znał się bowiem na Dunsie Szkocie i Bonawenturze i był w tym niedoścignionym mistrzem, lecz ze swojej wiedzy czerpał siłę do wiary, do życia, do relacji z bliźnimi, do rozumienia świata. Ojciec Iwo kochał życie, choć nie przychodziło mu to łatwo. Kochał życie, bo wiedział, kto jest jego źródłem i jego celem. „Boga żywego pragnie moja dusza”. Tak śpiewaliśmy dziś w psalmie responsoryjnym. To niejako streszczenie sensu życia człowieka, jego losu, jego poszukiwań, jego działań. Boga żywego pragnie moja dusza. Nie namiastki, nie jakiegoś „ersatzu”, nie samozadowolenia i zaspokojenia pożądań, lecz „dusza moja Boga pragnie, Boga żywego, kiedy więc przyjdę i ujrzę oblicze Boże?” To Bóg sam decyduje o tym kiedy zakończy się wiara w Niego a rozpocznie oglądanie, kontemplacja Jego oblicza, Jego rzeczywistości. To Bóg decyduje o tym, kiedy wybije ostatnia godzina ziemskiego życia. On nie pyta się nas o zdanie i nie oczekuje naszej zgody, bo śmierć zawsze nie w porę i najczęściej nie chciana. Dla Ojca Profesora Iwona śmierć przyszła w pełni upalnego lata, choć on sam miał świadomość, że przeżywa jesień swojego życia. I dlatego cieszył się owocami, które widział: ludzką życzliwością, uznaniem ze strony środowiska naukowego i swych studentów, świadomością tego co osiągnął i co udało mu się dokonać. Jak na franciszkanina przystało pomimo swej pozycji i znaczenia pozostał skromnym człowiekiem, nie lubiącym rozgłosu. Mówienie o sobie raczej nie sprawiało mu przyjemności. To przysparzało mu wiele sympatii. Gdy mówił o innych, gdy musiał ich oceniać, recenzować czy twórczo krytykować szukał dobra, starał się rozumieć pobudki i intencje. Nie zadowalał się wnioskami, które się same nasuwały, lecz próbował dotrzeć do istoty, do sedna sprawy. Był w swojej dociekliwości i umiłowaniu detalu mistrzem i wzorem. Gdyby kierował się w swym postępowaniu kryterium ilości, z pewnością pozostawił by o wiele bogatszą spuściznę. Lecz Ojciec Profesor postawił na jakość, solidność. Dla niego mniej, znaczyło najczęściej, więcej. Mawiał: lepsze tłumaczenie cudzej, ale dobrej książki, niż dwie własne, lecz mierne.
Kochany Ojcze Profesorze: „Wejdź do radości Twego Pana.” Odbierz nagrodę od Niego. Odpocznij po ziemskiej wędrówce, spiekocie dnia i upału. Modlimy się o to, prosimy Pana, abyś mógł tak jak Chrystus wkroczyć w nowe życie. Abyś został uwolniony od ciężaru grzechu, który ciąży na każdym z nas. Przez chrzest, przez konsekrację zakonną i święcenia zostałeś włączony w Chrystusa, w Misterium Jego Życia i Jego Paschy. Dziś jesteś upodobniony do Niego również przez śmierć cielesną. Wierzymy i ufamy, że będziesz miał udział w Jego zwycięstwie nad śmiercią, że będziesz cieszył się chwałą nieba. Bo przecież wierzyłeś w Chrystusa, sprawowałeś Jego sakramenty, przepowiadałeś Jego Ewangelię, byłeś znakiem Jego Królestwa tutaj na ziemi.
Pisząc kiedyś z Holandii do Ojca Prowincjała Stanisława Frejlicha dołączyłeś krótkie, lecz bardzo znamienne życzenia wielkanocne: „Niech zmartwychwstały Chrystus będzie ostoją naszej nadziei.” Obyś Ojcze Iwonie doświadczył spełnienia tej nadziei. Oby wolno Ci było skosztować miłości Boga, Jego miłosierdzia, Jego przebaczenia, Jego cierpliwości. Obyś mógł nowym, zdrowym, przemienionym sercem chłonąć naszego Boga, trwać w Jego obecności, zachwycać się tym, czego ani oko nie widziało i o czym ucho nie słyszało, a co jest rzeczywistością dla tych, którzy tu na ziemi kochają Boga!
Kochana Rodzino Ojca Iwona! To dzięki Wam – nade wszystko dzięki Rodzicom, Ojciec Iwo stał się sobą, był i pozostał sobą. Miał w Was oparcie, czuł Waszą miłość, wiedział, że może na Was liczyć. Dzisiaj smutno Wam – bo odszedł od nas. Lecz popatrzcie w górę, na Matkę Pocieszenia, Panią Waszego Miasta. Bądźcie pewni, że nie jesteście sami. Że Ona Was Pocieszy. A Ojciec Iwo będzie Wam pomagał już z góry, z innego świata.
Magnificencjo, Księże Rektorze, Księże Dziekanie, Panie i Panowie, Przedstawiciele świata uniwersyteckiego, do którego od dziesięcioleci należał Ojciec Profesor Zieliński. Dziękując w imieniu Gdańskiej Prowincji Franciszkanów za Waszą obecność tutaj, wyraz uznania dla naszego Współbrata, żywię wraz z Braćmi nadzieję, że jego spuścizna naukowa nie pójdzie w zapomnienie, lecz będzie przynosiła owoce, będzie przydatna kolejnym pokoleniom filozofów, naukowców, ludzi wiedzy i kultury, że przysporzy nowe talenty.
Drodzy Współbracia, Ojcze Asystencie generalny, Ojcze Prowincjale, Ojcze Rektorze z Łodzi – Łagiewnik, Przedstawiciele wspólnot trzech prowincji franciszkańskich z Polski i zagranicy. Przyjmijcie proszę wyrazy wdzięczności za wspólną modlitwę, za dar braterstwa w dniu pożegnania Ojca Iwona, za wyrazy współczucia i kondolencje. Wielu z Was łączyły ze zmarłym bardzo osobiste więzy ze zmarłym. Znaliście Go prawie od zawsze. Wraz z Nim odchodzi część i Waszego życia, Waszej wspólnej historii. Niech wspomnienie zmarłego będzie dla nas zachętą do tego, abyśmy – póki mamy czas – pomnażali nasze talenty i nie stanęli przed Panem z pustymi rękoma lub z jednym tylko talentem, wygrzebanym naprędce z ziemi.
Drodzu Współbracia Domu Studiów w Lublinie, na czele z przełożonym o. Sebastianem. Byliście blisko Ojca Profesora nie tylko fizycznie. Służyliście pomocą, gdy była taka potrzeba. Przy Was czuł się bezpiecznie. Bóg Wam zapłać za szacunek i wszelką troskę okazywaną Profesorowi.
Siostry i Bracia w Chrystusie! Uczestnicy Eucharystii sprawowanej za zmarłego Ojca Iwona. Nasze osobiste spotkanie ze zmartwychwstałym Chrystusem, który wezwał do siebie naszego Zmarłego, Jego Słowo i Połamany dla nas Chleb, niech da nam siły do życia zgodnego z sumieniem, z wyznawaną wiarą, z obowiązkami stanu oraz pomoże nam doceniać jeszcze bardziej każdą chwilę, daną po to, aby czynić dobrze. Najważniejszy i najtrudniejszy egzamin jeszcze przed nami!
„Błogosławieni ci, których śmierć zastanie w Twej najświętszej woli”. Amen
Film z pogrzebu o. Iwo (Franciszkanie TV)
Sylwetka o. Prof. Iwo Zielińskiego (KUL)
Więcej zdjęć w galerii (4 strona)
Zobacz także relację na stronie Sanktuarium Matki Bożej Pocieszenia, Pani Gniezna
Posłuchaj:
Powitanie (Kustosz Sanktuarium Matki Bożej Pocieszenia, Pani Gniezna, o. Jacek Korsak)
Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.
Życiorys o. Iwo (Wikariusz Prowincji o. Mariusz Fałkowski)
Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.
Homilia (Minister Prowincjalny o. Adam Kalinowski)
Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.
Słowo JM Rektora ks. Prof. Stanisława Wilka
Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.
Słowo Dziekana Wydziału Filozofii ks. dr. hab. Stanisława Janeczka
Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.
Pożegnanie (Minister Prowincjalny o. Adam Kalinowski)
Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.
Zmarł o. Prof. Iwo Zieliński
Lipiec 21, 2010
Dnia 20 lipca 2010 r. przed południem odszedł do Pana o. Prof. Iwo Edward Zieliński. O. Iwo był wybitnym naukowcem, wspaniałym franciszkaninem i niezwykłym człowiekiem. Pogrzeb Zmarłego odbędzie się w rodzinnym Gnieźnie, najprawdopodobniej w sobotę 24 lipca. Oto biografia, którą sam napisał:
Zieliński Edward (imię zakonne: Iwo), syn Szczepana i Anny z domu Błaszak, ur. 6. IX. 1939 w Kamionce pow. Gniezno; OFMConv (prowincja gdańska św. Maksymiliana Kolbego).
Szkołę podstawową ukończyłem w Gnieźnie, tam też rozpocząłem naukę w gimnazjum ogólnokształcącym (1953-55); w 1955 wstąpiłem do zakonu franciszkanów konwentualnych prowincji warszawskiej Niepokalanego Poczęcia NMP; w 1955-56 odbyłem nowicjat w Niepokalanowie; w 1956-58 kontynuowałem naukę w zakresie szkoły średniej w Jaśle i Niepokalanowie, zakończoną maturą eksternistyczną w Grodzisku Mazowieckim; w latach 1958-60 studiowałem filozofię w WSD OO. Franciszkanów w Łodzi, a w 1960-64 – teologię w WSD OO. Franciszkanów w Krakowie, gdzie 4. VII. 1964 otrzymałem święcenia kapłańskie. W tymże roku 1964 rozpocząłem studia na Wydziale Filozofii Chrześcijańskiej KUL; zakończyłem je magisterium z zakresu historii filozofii w 1967 uzyskanym na podstawie pracy edytorskiej pisanej pod kierunkiem ks. prof. M. Kurdziałka (praca została wydana drukiem razem z pracą ks. S. Wielgusa: Kwestie wstępne do „Disputata in veterem artem” według Benedykta Hesse. Wydanie tekstu na podstawie rękopisów Biblioteki Jagiellońskiej: 2037, 2043, 2455, w: Acta Mediaevalia, Lublin 1973, s. 159-230). W 1968-69 byłem na kursie doktoranckim na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie (studia musiałem przerwać z powodu choroby nowotworowej jelit, po czterech operacjach w Rzymie i piątej w Warszawie).
1.XII. 1971 r. rozpocząłem pracę na KUL jako asystent dokumentacji naukowej w Redakcji Encyklopedii Katolickiej (w latach 1971-77 byłem członkiem zespołu merytoryczno-leksykograficznego, który przygotował tomy II-IV Encyklopedii; opracowywałem merytorycznie i leksykograficznie wszystkie hasła z zakresu filozofii), a od 1.X.1972 jako asystent naukowo-dydaktyczny przy kierowanej przez ks. prof. M. Kurdziałka Katedrze Historii Filozofii Starożytnej i Średniowiecznej na Wydziale Filozofii Chrześcijańskiej. W 1976 uzyskałem tytuł doktora na podstawie napisanej pod kierunkiem ks. prof. M. Kurdziałka rozprawy: Nieskończoność bytu Bożego w filozofii Jana Dunsa Szkota. Od 1.X.1977 r. byłem adiunktem przy wymienionej wyżej Katedrze. 11.V.1988 r. Senat Akademicki KUL nadał mi stopień naukowy doktora habilitowanego nauk humanistycznych na Wydziale Filozofii Chrześcijańskiej, zatwierdzony przez CKK 30.I.1989 r. Rozprawa habilitacyjna nosiła tytuł: Jednoznaczność transcendentalna w metafizyce Jana Dunsa Szkota. 21.III.1989 r. Senat Akademicki KUL powołał mnie na stanowisko docenta w Katedrze Historii Filozofii Starożytnej i Średniowiecznej; uchwałę zatwierdził Minister Edukacji Narodowej 30.VI.1989 r. Od 22.XI.1990 do 30.IX.2008 r. kierowałem wyżej wymienioną Katedrą, od 1.III.1992 r. na stanowisku profesora nadzwyczajnego. Tytuł naukowy profesora uzyskałem 2.IX.2004 r.; 23.VI.2006 uzyskałem stanowisko profesora zwyczajnego Od 1.X.2008 r. kieruję Katedrą Wiedzy o Kulturze Średniowiecznej w Instytucie Kulturoznawstwa na Wydziale Filozofii KUL. W latach 1990-93 pełniłem funkcję kierownika Sekcji Teoretycznej Wydziału Filozofii KUL.
W latach 1978-2002 wykładałem historię filozofii (głównie starożytnej i średniowiecznej) w WSD OO. Franciszkanów w Łodzi; od chwili uzyskania habilitacji prowadziłem tam seminarium naukowe (regularne kontynuowanie tych prac przerwała ponownie choroba nowotworowa i operacje w 1998 i 2001 r.).
Oprócz zajęć w Lublinie prowadziłem cykle wykładów kursorycznych dla studentów eksternistów: w dwóch seriach w Lewoczy na Słowacji (dla studentów filozofii; 2 osoby napisały u mnie magisteria, jedna doktorat); we Lwowie (przez pięć lat, po jednej serii w semestrze, dla studentów Wydziału Teologii); w Paryżu (prowadzę je nadal).
Przez trzy semestry, w latach 2000-2001, prowadziłem serie wykładów z historii średniowiecznej filozofii franciszkańskiej w Instytucie Franciszkańskim w Krakowie; w semestrze letnim 2007/2008 prowadziłem tam wykłady poświęcone filozofii Jana Dunsa Szkota.
za: kul.pl
Film z pogrzebu o. Iwo na Franciszkanie TV
Nasze Życie – numer 103
Lipiec 19, 2010
Prezentujemy kolejny numer pisma “Nasze Życie” wydawanego przez braci kleryków z franciszkanskiego Wyższego Seminarium Duchownego w Łodzi-Łagiewnikach. Jest to wydanie 103 (lipiec-listopad 2010), które po raz pierwszy w długiej historii pisma (ukazuje się nieprzerwanie od 1979 r.) jest całe kolorowe! Głównym tematem numeru jest poszukiwanie Pana Boga: “Gdzie jesteś, Boże?”. Pismo zachęca i pomaga w odkrywaniu piękna Słowa Bożego. Br. Piotr M. Socha napisał we wstępniaku: “Obecny numer ma dwa aspekty. Pierwszym z nich jest skuteczność działania Słowa Bożego; opisują to artykuły br. Jakuba Lato oraz Hani Szalińskiej, świeckiej ewangelizatorki, która zgodziła się specjalnie dla Naszego Życia podzielić świadectwem o powołaniu do głoszenia Jezusa jako Zbawiciela. Drugi aspekt to jak przekazać Słowo Życia innym; na ten temat napisał br. Rafał Rządziński w artykule Słów kilka o ewangelizacji“.
Jak zwykle warto poczytać stałe rubryki pisma (Wiara dojrzała, Bądź na bieżąco, Wirydarz literacki).
Pismo można znaleźć w zakrystiach franciszkańskich.
Bezpośrredni kontakt z redakcją: naszezycie@franciszkanie.pl. Strona pisma.
Zobacz film przedstawiający nowy numer pisma na stronie Franciszkanie TV
Franciszkańscy poeci: o. Kazimierz Kozłowski
Lipiec 15, 2010
Gnieźnieński klasztor jest miejscem poetyckim. Nie tylko ze względu na urok i tajemniczą surowość wielowiekowych murów, nie tylko dlatego, że w tych murach organizowane są poetyckie spotkania, ale także dlatego, że zamieszkują w nich zakonnicy-poeci.
Jednym z franciszkańskich poetów, z największym dorobkiem literackim i poetyckim doświadczeniem jest o. Kazimierz Kozłowski.
O. Kazimierz urodził się 10 marca 1947 r. w Kolonii Parznice koło Radomia. Jest bratem ks. Janusza Kozłowskiego, również poety. Wstąpił do zakonu Braci Mniejszych Konwentualnych i w roku 1975 w Darłowie, z rąk ks. Bpa Tadeusza Werno przyjął święcenia kapłańskie. Ukończył również Instytut Studiów nad Rodziną na ATK w Warszawie.
Jako poeta zadebiutował wierszem w tomie „Błogosławiony Maksymilian wśród nas” (1974). Wydał montaż słowno-muzyczny pt. „Tajemnica Ojca Maksymiliana” (1988). Wydał tomy poezji: „Moje głogi” (1988), „Szepty Szpitalne” (2000), „Trzy okna z widokiem na niebo” (2002), „Moja franciszkoterapia na każdy czas” (2009), „Poszerzaj niebo biednych ludzi” (2010), „Zza pazuchy franciszkańskiej” (2010), „Via Dolorosa” (2010). Jego poezja publikowana była m.in. w prasie katolickiej i antologiach: „Łódka Wiosna Poetów” (1976, 1978), „Przed tak wielkim Sakramentem” (1978), „Szaropolskie Srebro” (1992), „Wśród źródła” (1995), „Księga Krzyża” (1998), „Bóg jest miłością” (2000), „O herb Prymasa Tysiąclecia” (2001), „Chrystus drogą” (2002), „Wokół Staffa” (2002), „W objęciach dobra” (2003), „Furtka słońca” (2004), „O dar Eucharystii” (2005), „O Jasnogórską różę” (2007), O statuetkę Apostoła Narodów” (2009).
Wśród licznych nagród literackich o. Kazimierza znajduje się nagroda specjalna w kategorii poezja, przyznana 25 października 2009 r. w Mszanie Dolnej w VII Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim i Literackim im. ks. kan. Józefa Jamroza – kapłana i męczennika. O. Kazimierz otrzymał także Medal Honorowy za zasługi dla ekorozwoju w służbie przyrody i człowieka przyznany 10 grudnia 2009 r. przez Stowarzyszenie Ekologiczne w Barcinie z racji piętnastolecia istnienia tej pozarządowej organizacji. W 2008 r. zdobył I miejsce w dziedzinie reportażu w „Tygodniku Powszechnym” za pracę pt. „Przepasane sznurem”. 3 maja 2010 r. o. Kazimierz otrzymał główną nagrodę w Przeglądzie Twórczości Patriotycznej „Dla Ciebie Polsko” w Gnieźnie. Laureat wygłosił wiele prelekcji ekologicznych w duchu św. Franciszka z Asyżu. Wytrwale propaguje zdrowy tryb życia, codziennie pokonuje pieszo blisko dziesięć kilometrów i wciąż twierdzi, że „jedno jabłko z rana i z wieczora zaoszczędzi ci doktora”. Ponadto powtarza za Franciszkiem Karpińskim: „Jeśli chcesz być zdrowym, a lekarz daleki – ruch, wesołość i dieta zastąpią ci leki”. Uprawia też ogródek kwiatowy i przekonuje, że kwiaty są uśmiechem samego Pana Boga. Uwielbia kolarstwo, które obok walorów turystyczno-przyrodniczych jest dla niego doskonałym wentylem antycukrzycowym.























