Imieniny Wikariusza Prowincji
Styczeń 21, 2012
O. Mariusz Fałkowski, Wikariusz Prowincji św. Maksymiliana, swe imieniny obchodzi 19 stycznia. Dzień ten był okazją do wspólnej modlitwy braci w intencji Solenizanta. Głównym punktem świętowania była Eucharystia sprawowana o godz. 12.oo w kaplicy św. Anny w Gdańsku. Liturgii przewodniczył Solenizant, gości powitał Gwardian konwentu gdańskiego o. Piotr Pliszka, zaś homilię wygłosił Minister Prowincjalny o. Adam Kalinowski. Wśród obecnych gości był o. Paweł Dybka, Wikariusz Prowincji św. Antoniego i bł. Jakuba Strzemię oraz o. Andrzej Zalewski – Wicerektor Seminarium w Łodzi-Łagiewnikach. Na zakończenie Eucharystii życzenia o. Mariuszowi składali przedstawiciele grup działających przy klasztorze.
Los świętego
Styczeń 14, 2012
„Podziwiam Twoje święte ubóstwo,
Panie mój, który zostałeś złożony w żłóbku
i owinięty w pieluszki, o cudowna pokoro
i ubóstwo, które zachwycają!”
święta Klara
Jest zwyczaj we franciszkańskich zakonach związany z początkiem Nowego Roku. święci, nie tylko Ci wywodzący się po linii prostej z zakonów franciszkańskich, wskazują drogę prowadzącą do Boga poprzez swoje słowo. Ich sentencje wybiera się losowo. Ktoś przygotowuje obrazki, wybiera świętego lub świętych. Ich przesłania umieszcza na obrazkach. Z wielu różnych źródeł, dotyczących konkretnego świętego, trzeba wybrać te, które są jak mocno skondensowana mądrość. Ot, takie zdanie – rakieta, przesłanie – strzała mknąca z prędkością światła, wypuszczona z łuku napiętej do granic myśli świętego. Aż strach się bać! Co też na mnie wypadnie? ślepy los czy los świętego? Przygotowane obrazki umieszcza się w koszyku albo naczyniu w taki sposób, żeby nikt nie widział, co jest na nich napisane. Każdy losuje jeden obrazek dla siebie, a wybór jest przypadkowy.
Przypadek jest trudnym słowem dla chrześcijanina. Wolelibyśmy to słowo wymazać ze słownika polskich wyrazów. Słowo jednak istnieje, a w tym przypadku, zostało użyte nieprzypadkowo… Jak widzicie, sprawa nie jest prosta. Kiedy z dużej ilości losów wyciągamy ten jeden, który ma być dla nas, robimy to przypadkowo. Ważne jest, żeby zdać się wtedy na Boga. Prosić, aby to On posłużył się przesłaniem, jakie nam przypadło. Czy jednak Wszechmocny zawsze bierze udział w tej zabawie? Czy przypadkowo wylosowana sentencja, przez niewłaściwe jej odczytanie, może stać się „złą wróżbą”, czymś co przeraża, prześladuje nawet kilka lat? O co tak naprawdę chodzi? Dlaczego nie można wybrać sentencji świadomie? Czy mogę przeczytać słowa na obrazku, nim go wybiorę?
Ilość wszelkiego rodzaju wróżb, horoskopów, tajemniczych zabaw dopuszczających interwencje z zaświatów, wróżek, jasnowidzów, uzdrowicieli czy innych brzuchomówców jest jakąś zatrważającą plagą. Dla mnie to sprawa życia i śmierci, a śmierć wychodzi z ust bałwochwalców, którymi są ci, którzy zajmują się magią i wróżeniem. Czy wiemy, że Bóg brzydzi się tym, że uważa te praktyki za nieczyste? Wystarczy przypomnieć sobie bożka na glinianych nogach leżącego w gruzach przed Arką Pana. Tak też będzie z tymi, którzy wróżą i wciągają w to innych. Interwencja Boga w ich przypadku może być miażdżąca. I nikt tu nie chce straszyć. Wystarczy otworzyć Pismo święte i przeczytać. Otworzyć nie tam, gdzie się „samo” otworzy, lecz tam, gdzie jest to napisane. Kto jednak wie, gdzie jest to napisane?
Losowanie sentencji, tak jak czytanie Pisma świętego, jest sprawą poważną. Nie może odbywać się bez udziału kapłana. Są bowiem takie sentencje, które uderzają w samo centrum przeżyć człowieka. To uderzenie może być powalające. Bez pomocy kapłana, bez właściwego zrozumienia przeczytanych słów, człowiek jest narażony na fałszywą interpretację. To sprawa bardzo poważna, nie należy traktować jej lekko. Podobnie rzecz ma się z otwieraniem na chybił – trafił Pisma świętego. Mądrość Boża przerasta nieskończenie mądrość człowieka. Próba „wepchnięcia” w przypadkowo przeczytane zdanie z Pisma świętego wszystkich problemów dnia codziennego z pewnością skończy się źle. Pismo święte to nie szklana kula magika dająca odpowiedź na zawołanie, na „pstryk”. Dzisiaj, w świecie rozmaitych skondensowanych pakietów typu rosół w kostce, pigułka szczęścia, viagra, sms i mms, liczymy może, że Bóg się dla nas skondensuje, że będzie jak koncentrat, treściwy na 100%! Tymczasem życie to nie pakiet sprasowanych brykietów do kominka. Życie to twoje i moje wybory. świadome i trudne, dramatyczne ale własne. Takie, które prowadzą do świętości. Niech los świętego stanie się prawdziwie naszym losem, wybranym i ukochanym.
Wylosowałam przesłanie świętej Klary, jej zachwyt nad ubóstwem Dzieciątka położonego w żłobie. Mnie też zachwyca to samo. Dziękuję Ci święta Klaro za to, że mogę poznawać Twoje wybory!
Magdalena Golon, Gdańsk 2012
Św. Eustochia – patronka Prowincji na rok 2012
Styczeń 14, 2012
Zgodnie ze starym zwyczajem w dzień Objawienia Pańskiego (lub w wigilię tego święta) w klasztorach losuje się patrona i sentencję, które mają być wskazówką, pomocą na cały rok. Zarówno każdy zakonnik, jak i poszczególne dzieła otrzymują swego patrona i myśl, najczęściej zaczerpniętą z Pisma świętego lub z pism świętych. Także cała Prowincja ma swego patrona. W tym roku patronką Prowincji św. Maksymiliana Braci Mniejszych Konwentualnych została św. Eustochia, której wspomnienie przypada 20 stycznia, zaś sentencją jest zdanie z Listu do Kolosan (3, 9): ”Nie okłamujcie się nawzajem, boście zwlekli z siebie dawnego człowieka z jego uczynkami”.
Święta Eustachia (Eustochia) Calafato urodziła się w 1434 roku w Annunziata koło Messyny, na Sycylii, w rodzinie szlacheckiej. Na chrzcie otrzymała imiona Smeralda Bernarda. Jej rodzice pochodzili z rodów hrabiowskich, matka należała do III Zakonu św. Franciszka z Asyżu. Ojciec pragnął, aby Smeralda wyszła za mąż za pewnego kupca, jednak córka chciała poświęcić się całkowicie Chrystusowi. Jak podają biografowie, kandydat do jej ręki umarł z tęsknoty za ukochaną oraz ze zgryzoty, ponieważ młoda hrabianka, mając 15 lat, udała się do klasztoru klarysek w Messynie. Jednak rodzina wymusiła na Smeraldzie powrót do domu. Jej rodzeni bracia zagrozili nawet, że jeśli pozostanie w klasztorze, spalą go. Ostatecznie, widząc prawdziwą pobożność i zdecydowanie Smeraldy, ustąpili jej i pozwolili wstąpić do zakonu klarysek. Smeralda otrzymała w zakonie nowe imię – Eustachia. Gdy dyscyplina zakonna stała się dla niej zbytnio rozluźniona, założyła w 1457 roku klasztor S. Maria Accomandata, gdzie zaprowadziła surową regułę, była tam przełożoną. W ślad za Eustachią poszły jej dwie siostry – Małgorzata i Franciszka oraz matka – Matylda, które wstąpiły do klasztoru S. Maria Accomandata. Wkrótce Eustachia musiała przenieść klasztor do pobliskiej miejscowości Montevergine, ponieważ bardzo dużo kandydatek zgłaszało się do obrania tej drogi życia. Eustachia prowadziła głębokie życie duchowe, przeżywała wizje mistyczne, doświadczała duchowych udręk, które przyjmowała z pokorą. Żywiła nabożeństwo do Najświętszego Sakramentu oraz czciła Najświętszą Maryję Pannę. Była podziwiana przez współsiostry i szanowana przez lokalną społeczność, ponieważ klasztor był miejscem schronienia i ucieczki w czasie trzęsień ziemi. Zmarła 20 stycznia 1491 r. w Montevergine i tam ją pochowano. Jej ciało w stanie nienaruszonym znajduje się w miejscowym kościele. Beatyfikował ją papież Pius VI w roku 1782, a kanonizował 11 czerwca 1988 roku papież Jan Paweł II.
za: www.imiona.net.pl
Niedziela Chrztu Pańskiego – rozważanie
Styczeń 5, 2012
Proponujemy kolejne rozważanie – zupełnie nieszablonowe – Magdaleny Golon, gdańskiej artystki związanej z franciszkańskim kościołem w Gdańsku.
„Z pewnością nikt z Was nie pamięta swojego chrztu!” – to zdanie często słyszę w czasie homilii w niedzielę Chrztu Pańskiego. Kapłan uśmiecha się z ambony, bo przecież rzecz jest oczywista. Wierni nie wyrażają sprzeciwu. Każdy (prawie!) był ochrzczony będąc jeszcze niemowlęciem. Mnie robi się wtedy gorąco. Zaczynam przestępować z nogi na nogę, patrzę przed siebie, niby obojętnym wzrokiem, i staram się nie pamiętać własnego chrztu… Dwóch chrztów…
Wspomnienia jednak wracają uporczywie. Nie wiem czy śmiać się z nich czy lepiej zapłakać nad niefortunnym losem odmieńca? Przecież nawet bardzo zbuntowani rodzice chrzczą swoje dzieci, obawiając się zapewne gromów z jasnego nieba. Ze mną było inaczej. Kiedy wróciłam z Zamościa do domu byłam już ochrzczona. Moja mama nie wiedziała o tym. Jak to możliwe?
Nie mam zamiaru odkrywać tu wszystkich zawiłości rodzinnych, powiem jednak tyle, co trzeba. Ku przestrodze maluczkich. Okazuje się, że w naszym katolickim kraju można ochrzcić dziecko bez zgody matki. Poza kościołem rzymsko -katolickim.
Mama, zajęta swoimi sprawami, nie pytała co robiłam w czasie wakacji u taty. Za to babcia była bardzo ciekawa.
- Jak tam było wnusiu? Dobrze?
- Tak babciu! Był tam pies pudel, z którym wychodziłam na spacery. Raz tak mnie pociągnął, że zdarłam sobie kolano do krwi! Mówię ci! Super było!
- Jak można było puścić dziecko z tym dzikusem na dwór! Elka, słyszysz co ona mówi? Pies ciągnął ją po chodniku, aż zdarła kolana! Przecież ona ma anemię i chore serce! Gdzie ty wysłałaś to biedne dziecko?!
- Babciu, to było tylko jedno kolano.
Mama, zajęta właśnie makijażem, stała przed lustrem. Nie odwracając głowy odparowała:
- Ach mamo, nie przesadzaj! Nic jej się nie stało.
- Miałam też piękną, niebieską sukienkę do kostek! I wianek na głowie! Mamo, wyglądałam prawie tak pięknie jak ty teraz!
Mama, ciągle z nosem w lustrze, starając się zachować spokój, spytała:
- Tata zrobił bal z okazji końca lata? Zawsze miał oryginalne pomysły! I biegałaś w tej kiecce do kostek? Z psem? Dlatego się przewróciłaś, co za głupi pomysł!
Babcia była zaniepokojona.
- Wianek na głowie i sukienka do kostek? A gdzie tak byłaś ubrana Madziu? Na spacerze?
- W kościele babciu! Ksiądz wyganiał ze mnie diabła! Wodą chrzcielną! Dlatego teraz będę grzeczna, rozumiecie?
Wtedy mama – trach! – zrobiła sobie wielką krechę na oku. Wyglądała bardzo groźnie chociaż drugie oko było zupełnie normalne. Patrzyła na mnie jednym strasznym okiem i była przerażona. Babcia zaczęła nagle głośno oddychać, zrobiła się czerwona i krzyknęła:
- Elka! Mówiłam ci, żebyś nie dawała im dziecka! Ochrzcili ją w innym kościele. Masz teraz za swoje! A mówiłam ci, ochrzcij ją wreszcie! Zrobili to bez naszej zgody! Bez twojej zgody! Nie daruję im tego.
Mama usiadła na kanapie i spytała:
- Dziecko masz jakiś dokument, papierek z pieczątką? Coś ci dali?
Wyjęłam z plecaka karteczkę z pieczątką i podpisem księdza. Cisza jaka zapanowała wtedy była niezwykła. Po chwili usłyszałam ciężkie westchnienie. Mama chyba wołała o pomstę do nieba:
- Boże! Kościół polsko-katolicki! Co to jest u licha? Mamo, co to jest za kościół?
Babcia wzięła głęboki oddech. Złapałam się krzesła, na wypadek jakiegoś niespodziewanego wybuchu. Nagle krzyknęła ze złością:
- Oni mogą mieć żony! I nie uznają Papieża! Tfu! A niech to, diabelski spisek! Masz teraz za swoje.
- Jak to? Więc nie wygnali ze mnie diabła? Co ze mną będzie? Aaaaa….! Mamo, co będzie ze mną?
Następnego dnia ksiądz na religii obejrzał dokument i poprosił, aby powtórzyć całą ceremonię w naszym kościele. W kościele rzymsko-katolickim. Miałam wtedy dziewięć lat i byłam tuż przed Pierwszą Komunią Świętą. Stałam przed Ołtarzem w białej sukience, z wiankiem na głowie. Byłam okryta białą peleryną. Wyrzekłam się diabła. Dobrze to pamiętam. Wreszcie! Naprawdę się udało! Ku przestrodze wszystkich rodziców, którzy chcą zrobić dziecku prezent w postaci świadomego chrztu i czekają, aż dziecko samo zadecyduje o swojej wierze. Ktoś może zadecydować za was i za wasze dziecko! Sekty z otwartymi ramionami przyjmą niepewnego w swojej wierze, młodego człowieka, aby je ochrzcić po swojemu, w imię jakiegoś boga Sun czy innego bożka. Chrzest, jaki dajemy naszemu dziecku w pierwszych dniach jego życia, jest świadomym ofiarowaniem go Bogu. Naszemu Bogu w Trójcy Świętej, Jezusowi Chrystusowi. To dar życia dla dziecka. Kiedy chcemy obdarować prezentem kochaną osobę z okazji jej urodzin, nie pytamy się jej czy chce dostać prezent. Po prostu dajemy jej coś pięknego, miłego. Takim prezentem dla dziecka jest chrzest. Pomaga człowiekowi odnaleźć się bezpiecznie w świecie tysiąca wyznań, odłamów, odszczepień, sekt, grup i innych tworów współczesnej czy dawnej kultury.
Magdalena Golon, Gdańsk 2012
Zobacz także rozważanie o. Michała Nowaka OFM Conv
Maryja rozważała w swoim sercu
Grudzień 31, 2011
Rozważanie na Nowy Rok: Świętej Bożej Rodzicielki Maryi
Zdarzyło się to dawno, dawno temu na dziedzińcu Świętej Trójcy w Gdańsku. Są na świecie rzeczy nieprzemijające. Przydatne, aby je zacytować w odpowiednim momencie. Dzisiaj zbliża się Nowy Rok. Za chwilę będzie już 2012. 1 stycznia obchodzimy w kościele uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki Maryi. W Ewangelii według Św. Łukasza czytamy: „Lecz Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu.”
Co znaczy zachowywać i rozważać w swoim sercu?
To był słoneczny dzień. Siedziałam na ławce na dziedzińcu kościoła. Przede mną rysowały się dwie potężne rzeźby świętych. Świętego Franciszka i świętej Klary. Lubię na nie patrzeć i szukać w nich rzeczywistych postaci, widzieć w nich prawdziwych ludzi. Jednak rzeźby milczą, nie mogą mówić. Prawdziwi ludzie mówią za to dużo chociaż ich mowa nie staje się słowem, tak jak stało się Ono w Maryi.
Tamtego dnia przysiadła się do mnie pani. Kobieta nowoczesna, zaradna i pewna swojego autorytetu. Wiedziałam kim jest i czym się zajmuje. Miała chwilę wolnego czasu. Postanowiła porozmawiać ze mną. Zapewne powinnam to uznać za szczególne wyróżnienie, lecz we franciszkańskim świecie, jak mi o tym wiadomo, nie ma lepszych ze względu na wykonywane obowiązki czy uzyskany stopień naukowy.
- Brzydko przycięte bukszpany.
- Mnie się podobają, mają odkryte „nogi”. Widać rysunek gałęzi.
- Tutaj się tego nie robi. Lepiej kieruj się rozsądkiem. Rozum to najlepsze narzędzie pracy.
- Kieruję się sercem.
- To tylko organ. Nie zachodzą tam żadne procesy myślowe. Nie bądź sentymentalna.
- Mówię o sercu w znaczeniu biblijnym, chrześcijańskim. Nie chodzi mi o romantyczne i sielskie opowiastki. Pani mnie nie rozumie.
- Wiem, że rozum jest najważniejszy dla człowieka, nie serce. Tylko rozum może dać człowiekowi właściwe rozwiązanie. Serce nic dla mnie nie znaczy, to literackie brednie.
Dwie kobiety, dwa różne światy pojmowania. Którą jestem ja? Gdyby ten dialog potraktować metaforycznie byłabym jedną i drugą. Racjonalna, twarda i pewna siebie to ja sprzed wielu lat. Przyszedł jednak taki czas, gdy rozum okazał się ograniczony, zgubił się. Uważając się za kobietę wolną, odcięłam się od serca, ponieważ jak „diabeł święconej wody” bałam się sentymentów. Jaka głupia byłam wtedy! Wzięłam rozum za Boga, a sercu odmówiłam głosu. Cytowana rozmowa nie jest metaforą ani przypowieścią z morałem. Zdarzyła się parę lat temu i utkwiła w mojej pamięci. Na szczęście nie jestem obiema kobietami. Wybrałam serce w jakim się rozważa i zachowuje słowa. Tak postępowała Matka Boga, Maryja. To o Niej teraz piszę, do Jej wyborów zmierzam. W Maryi doskonale harmonizuje serce i rozum. Serce w znaczeniu biblijnym jest tą przestrzenią, w której zapadają decyzje. Rozum ma być posłuszny sercu, nie odwrotnie! Czy dzisiaj można to zrozumieć? Arogancka, brutalna w swoim natarciu nauka umieściła rozum na piedestale, gdy tymczasem rozum bez serca jest tylko supłem neuronów. Wiemy przecież, że w filozofii i nauce co chwilę umiera jakaś nowa utopia.
Tymczasem Bóg jest głębią i przemawia do serca. Ludzkie serce w znaczeniu biblijnym jest głębią, do którego dna nie może dosięgnąć rozum. Tam może sięgnąć już tylko Bóg, Jego Logos. Głębia przyzywa głębię.
„Rozjaśnij ciemności mego serca!” wzdycha do Pana Święty Franciszek. Święta Klara w jednej ze swoich modlitw woła: „krzyczę całym ogniem mego serca”. Czy ogień serca nie jest tym, co rozjaśnia jego ciemności?
Podążać za głosem serca, jak zrobili to pasterze biegnący do Betlejem. Odważyć się i iść za głosem anioła. Uwierzyć w rzeczywistość nieracjonalną jak Bóg położony w żłobie i owinięty w pieluszki. Zobaczyć w maleńkim Dzieciątku Boga, Jezusa Chrystusa.
Mamy wiele szczęścia. Życie na ziemi wciąż istnieje i rozwija się, pomimo wynalazków rozumu jakimi są bomby atomowe, broń masowego rażenia, pornografia, eutanazja, aborcja, klonowanie i wiele innych rzeczy, które nieustannie zagrażają ludzkości i światu.
Rozpoczyna się Nowy Rok w nowym tysiącleciu. Jaki będzie? Jak potoczą się losy naszej cywilizacji? Czy pokój i dobro staną się rzeczywistością obiektywną? Czy może pozostaną tylko miłym, franciszkańskim pozdrowieniem?
Zachowywać i rozważać w sercu słowa, to czekać na światło Ducha Świętego, aby to co niezrozumiałe, nielogiczne, irracjonalne stało się cudem objawienia, tajemnicą misterium, drogą do nowego, lepszego życia. Nieogarnięte rozumem piękno istnieje, staje się faktem mimo swojej niepraktyczności. Czy kolory są praktyczne? Czy różnorodność barw jest koniecznie potrzebna? Co by się stało, gdyby zabrakło jednego koloru, choćby zielonego? Są zjawiska wydarzające się poza rozumem, poza jego ateistycznym buntem.
Życie na nowo rozkwita, rodzi się z łona Maryi. Bóg wchodzi w ciemność ludzkich serc i umysłów, daje siebie do końca, aż po krzyż. Aż po głębię Swojego otwartego Serca.
Dużo dobrego w Nowym Roku 2012. Pełnych radości serc, pokoju i dobra!
Magdalena Golon, Gdańsk 2011
Imieniny Ministra Prowincjalnego 2011
Grudzień 28, 2011
Imieniny Ministra Prowincjalnego, to nie tylko święto danej osoby, ale także całej prowincji. I tak było 28 grudnia. Swe imieniny obchodził o. Adam Kalinowski, przełożony zakonnej prowincji św. Maksymiliana Braci Mniejszych Konwentualnych (imieniny przełożone z Wigilii, 24 grudnia). Na wspólne świętowanie przybyli prowincjałowie bratnich prowincji: krakowskiej o. Jarosław Zachariasz i warszawskiej o. Mirosław Bartos, bracia z kursu prowincjała Adama, bracia ze wszystkich klasztorów w Polsce i z klasztorów zagranicznych (Litwa i Włochy). Obecny był także rektor Wyższego Seminarium Duchownego w Łodzi-Łagiewnikach, o. Michał Baranowski oraz bracia klerycy. Jako, że imieniny Ministra Prowincjalnego odbywają się w Gdańsku nie zabrakło oczywiście gdańskiej wspólnoty oraz wiernych.
O godz. 12.oo rozpoczęła się Eucharystia w intencji Solenizanta – tradycyjnie w kaplicy św. Anny. Liturgii przewodniczył o. Adam, zaś przybyłysz powitał rektor kościoła Świętej Trójcy, o. Tomasz Jank. Nad przebiegiem liturgii czuwał zaś gwardian, o. Piotr Pliszka. Słowo wygłosił wikariusz prowincji, o. Mariusz Fałkowski. Ukazał dwie postaci – św. Józefa i Heroda. W tym zestawieniu ukazał ogromne różnice, polegające przede wszystkim na słuchaniu i jego braku, a także w pokorze wobec planów Pana Boga. Z uznaniem i szacunkiem wyraził się też o posłudze o. Adama, a także złożył mu życzenia.
Na zakończenie liturgii życzenia składali także wierni – przedstawiciele grup działających przy gdańskim konwencie.
Pięknie animowany śpiew zachęcał do jeszcze gorliwszego wysławiania Stwórcy za Jego dzieła.
Po Mszy św. zakonnicy udali się na posiłek do Domu św. Maksymiliana. Tam też miało miejsce niecodzienne wydarzenie – zaprzyjaźniona z franciszkanami grupa trębaczy „wtargnęła” do refektarza, by kolędować. Śmiechu było co niemiara, wspólnie zaśpiewano kolędy, zaś kolędnicy złożyli od siebie życzenia Ministrowi Prowincjalnemu i wszystkim braciom.
Po posiłku bracia rozjechali się do swych klasztorów, by udać się na wizytę duszpasterską w swych parafiach.
Posłuchaj:
Wstęp (o. Tomasz Jank, Rektor i o. Adam Kalinowski, Minister Prowincjalny)
Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.
Liturgia Słowa
Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.
Homilia (o. Mariusz Fałkowski, Wikariusz Prowincji)
Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.
Życzenia
Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.
Zakończenie (o. Adam Kalinowski, Minister Prowincjalny)
Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.
Nowa strona Oazy Sychem w Kołobrzegu
Grudzień 27, 2011
W internecie znaleźć można informacje o kołobrzeskiej Oazie Sychem prowadzonej przez franciszkanów, a to za sprawą nowej strony, powstałej dzięki pracy o. Leszka Łuczkanina, animatora Ruchu Światło-Życie. Strona podaje istotne informacje dotyczące wspólnoty i jej działalności, zobaczyć można tam zdjęcia, a także zapoznać się z ciekawą propozycją kulturalną.
Młodzież z Kołobrzegu zapraszamy na spotkania, które odbywają się w każdy piątek o godzinie 19:15 w salce parafialnej.
Przejdź na stronę Oazy Sychem w Kołobrzegu
KAI: kalendarz z Sanktuarium Pani Poznania
Grudzień 27, 2011
Członkowie akademickiej wspólnoty Porcjunkula są autorami kalendarza ze zdjęciami Sanktuarium Matki Bożej w Cudy Wielmożnej Pani Poznania. Na kilkunastu fotografiach pokazano piękno poznańskiej świątyni po niedawnej renowacji w ramach projektu wspieranego przez Unię Europejską.
Maria Słowińska, jedna z autorek zdjęć, w rozmowie z KAI podkreśla, że akademicka wspólnota Porcjunkula traktuje kalendarz jako zaproszenie do odkrycia piękna barokowej świątyni franciszkanów. – To jedna z najważniejszych świątyń Poznania, jako miejsce kultu Matki Bożej, ze względu na architekturę i wystrój oraz na niespotykaną akustykę nawy głównej – pisze we wstępie do publikacji przeor poznańskich franciszkanów, o. Manswet Wardyn.
W kościele szczególną czcią otaczany jest uwidoczniony na zdjęciach kalendarza obraz Matki Bożej w Cudy Wielmożnej. To niewielki wizerunek Maryjny, który w 1968 roku otrzymał papieskie korony nałożone przez Prymasa Stefana Wyszyńskiego, kard. Karola Wojtyłę i abp. Antoniego Baraniaka.
Kalendarz pokazuje liczne detale architektoniczne barokowej świątyni, a także wydarzenia liturgiczne odbywające się w kościele.
Wspólnota akademicka Porcjunkula gromadzi grupy studentów poznańskich uczelni, grupy ludzi po studiach i kręgi małżeństw wyrosłych z ruchu akademickiego. Z działalnością grupy można zapoznać się na stronie www.porcjunkula.com
za: KAI
W żłobie położony
Grudzień 27, 2011
Przed świętami Bożego Narodzenia jest dużo pracy. Ludzie biegają w różnych kierunkach objuczeni siatami, z których filuternie mruga oko karpia. Karp jako potencjalna inkarnacja człowieka (na szczęście nie u chrześcijan) występuje już nawet w wersji buntownika nadzianego na długi kij i straszącego w pochodzie ekologów. Niestety, zoolatria przed świętami ma się szczególnie dobrze. Tymczasem człowiek ma spożywać wszystko, co daje mu w swej niezwykłej hojności Pan. Szczególnie ryby, tak jak inne stworzenia. Te bardziej czworonożne na przykład świnka czy cielaczek. Czy jest coś niestosownego w jedzeniu braci zwierząt jakie daje ludziom Bóg? I czy poruszanie tego tematu w oktawie Bożego Narodzenia nie świadczy o tym, że problem jest poważny? Nadszedł wreszcie oczekiwany, świąteczny czas. Nie będę pisać więcej o karpiu! Uwaga! W żłobie leży niemowlę! Oto człowiek. Oto Bóg, Jezus Chrystus!
W dzień Wigilii udało mi się znaleźć niezwykłe przedstawienie Świętej Rodziny. Bardzo nieafektowana (tudzież nieefektowna) kartka, gotowa do wysłania w wielki świat, łakomie oczekujący pomyślności i wielkiego pieniądza. Kartka naprawdę na wskroś franciszkańska. Co to znaczy na wskroś franciszkańska? Otóż z perspektywy niedopieczonej jeszcze franciszkanki znaczy, że jest w kolorach ziemi jak starty do cna habit Świętej Klary. Jak Jej (pożal się Boże, taki piękny!) siennik, przez który prześwitują szare kamienie klasztornej podłogi. Jak sierść osiołka, na którym wjeżdża pokorny Oblubieniec. Jak ziemniaki pieczone w skórkach i jak oczy świętego Franciszka wpatrzone w jasne niebo. Takie są kolory franciszkańskiej ziemi. Kartka przedstawia ikonę stworzoną przez nieznanego katalońskiego artystę. Na pierwszym planie widać dwie duże postaci. Leżąca, owinięta do pasa w białe płótna, wyciąga rękę w przyjaznym geście do postaci drugiej, przedstawiającej frasobliwego męża. Trwający na modlitwie, w adoracji, ów mąż zapatrzył się w lecącego tuż anioła na szarej chmurce. Mój Boże! Pomyślałam. To nadzwyczajne! Wielkie Dzieciątko owinięte w pieluszki wita się z adorującym go zakonnikiem! Dzieciątko, które jest wielkości dorosłej osoby, ma dłoń dużą, silną i radośnie otwartą. A gest rezolutny i pełen animuszu wskazuje na niezwykłą okoliczność sytuacji! Tak odczytałam w pierwszej chwili tę niezwykłą, starożytną ikonę. Nie wiedząc jeszcze, że to odczytanie jest tylko moim, bardzo subiektywnym odkryciem. Może prezentem od Pana Boga w dzień Jego Narodzin? W niedalekiej przyszłości namaluję takie właśnie przedstawienie Świętej Rodziny. Dokładnie to, które zobaczyłam w dziele nieznanego artysty. Czy jest to poprawna interpretacja? Sami to oceńcie, proszę bardzo! Oto Dzieciątko Jezus rodzi się doskonale ukształtowane. Jako dorosły, dojrzały człowiek, w pełni świadomy swojego wyjątkowego stanu Syna Bożego. I wyciąga rękę do biednego, niepewnego jutra braciszka, który nie ogarnia przecież swoim ludzkim umysłem przepychu tego misterium, objawionego w stajni, wśród gospodarskich zwierząt.
- Genialne! – krzyknęłam na głos. Znalezisko wpadło mi w ręce w księgarni katolickiej. Gromki okrzyk rozniósł się po sklepie. Sprzedawczyni, nieświadoma całego zajścia, zajęta była właśnie liczeniem zarobionej tego dnia gotówki.
- Proszę pani! Ta kartka z Dzieciątkiem i adorującym Je zakonnikiem bardzo mi się podoba. Poproszę! – zagadnęłam ekspedientkę. Pani oderwała się z niechęcią od pliku banknotów i spojrzawszy na lichą karteczkę w cenie 1 złoty i 60 groszy, odpowiedziała ponurym nieco głosem – To nie jest zakonnik, a to nie jest dzieciątko.
- Jak to nie jest?! – krzyknęłam znowu.
Na to pani, patrząc na mnie zza grubych okularów, odparła:
- To jest Święta Rodzina. Maryja leży owinięta w płótna ponieważ jest w połogu. Wyciąga rękę do siedzącego przy Niej Świętego Józefa.
Byłam coraz bardziej zadziwiona tym, co ta skrupulatna i zaznajomiona z rzeczą kobieta mówiła do mnie.
- Gdzie w takim razie jest Dzieciątko?! – krzyknęłam wtedy już naprawdę głośno. Nie byłam przecież ślepa, jak mi się wydawało, a Dzieciątka tam nie zauważyłam. Maryję za to pomyliłam z Dzieciątkiem. Jakby tego było mało, ze Świętego Józefa zrobiłam zakonnika, franciszkanina… Co się tu dzieje?! Sprawa była coraz bardziej frapująca. Niespodzianka ukryta w niespodziance. Wszystko z powodu bardzo nieefektownej, świątecznej kartki.
- Drogie dziecko, Dzieciątko jest tam, u góry, ponad głowami rodziców. O! Tutaj w żłobie. Widzisz? – pani stukała z przejęciem palcem w moją kartkę – A nad Nim pochyla się wół i osiołek.
Tym osiołkiem jestem ja, pomyślałam. Wzięłam z zachwytem kartkę do ręki, aby skonfrontować się z namacalną rzeczywistością ikony. Tak jest! Na pierwszym planie Maryja z Józefem. Ręka silna i rezolutna, wyciągnięta w stronę nieco zadumanego Józefa, to dłoń Matki Bożej. Obok nich, znikający jakby w szarości groty, Jezusek w żłobie. Wtulone w Niego dwie potężne głowy zwierzęce, które wzięłam za przelatującą na niebie szarą chmurkę, to wół i osioł.
- Myśli pani, że te zwierzęta są bardzo zadziwione? W ich żłobie, pełnym pachnącego siana, leży ludzkie niemowlę! Pamięta pani, że Jezus leżał w żłobie, w stajni?
Nie czekałam wcale na odpowiedź. Ekspedientka zanurzyła się skwapliwe w szufladzie z gotówką, a ja wyszłam oszołomiona tym, co znalazłam. Nowy obraz ikony, który można namalować! Jezus rodzi się z łona Maryi, ale nie jako niemowlak, a pełen chwały i Bożego majestatu Bóg. Będąc Dzieciątkiem już jest Bogiem. Jego dłoń duża, silna i otwarta, wyciągnięta jest do człowieka. Maryja za to bardzo jest podobna do Zbawiciela (chociaż Nim nie jest!). W końcu to z Jej łona narodził się On, Jezus Chrystus.
Pięknych, spokojnych i franciszkańskich Świąt Bożego Narodzenia!
Magdalena Golon, Gdańsk 2011
Nim nadejdzie – adwentowa piosenka
Grudzień 23, 2011
U kresu tegorocznego adwentu proponujemy piosenkę o przyjściu Boga, który daje pokój. O. Michał Nowak, Asystent Powołaniowy, swym adwentowym głosem zaprasza do śpiewania Panu. W ostatnich chwilach oczekiwania niech radość wypełni nasze serca.




































































