Przemienienie na górze
Marzec 4, 2012
„Dziękuję Ci, że mnie stworzyłeś
tak cudowne, godne podziwu są Twoje dzieła. (…)
Nie tajna Ci moja istota,
kiedy w ukryciu powstawałem,
utkany w głębi ziemi” (Ps 139, 12-16)
II Niedziela Wielkiego Postu
Pan prowadzi uczniów na górę Tabor. Zmienia się Jego fizyczna postać. Przemienienie jest dla nas tajemnicą. Nasze ciała kiedyś ulegną całkowitej przemianie. Nie wiemy dokładnie jak. Wiemy jednak, co stało się na górze Tabor. Ciało Jezusa objawiło się pełne blasku. Najbliżsi uczniowie, Piotr, Jakub i Jan, na nowo rozpoznają Mistrza.
Ciało zostało stworzone przez Boga, dotknięte łaską, uzdrowione. Bóg dał nam Słowo, które stało się Ciałem w Chrystusie. Idąc tym tropem, można powiedzieć, że ciało człowieka jest jak słowo. Może być Słowem Boga lub tylko słowem. Natura ludzka miesza się z tym, co nadprzyrodzone. Albo raczej Bóg chce zmieszać siebie z tym, co ludzkie, powszednie, zwykłe. Ciało ma być zbawione. Człowiek nie ma być uwolniony od ciała, lecz zbawiony. Wraz z ciałem. Chrześcijaństwo głosi zmartwychwstanie ciała. Niestety, wciąż wskazuje się na ciało jako naczynie pełne brudu. Mówi się, że od tego „ciężaru ciała” uwolni nas to, co duchowe. Ten manichejski pomysł, często głoszony w sektach, że ciało nie zasługuje na zbawienie z powodu swojego ziemskiego ciężaru, jest herezją. Ciało jest naczyniem Ducha Świętego. Naczynie jest niezbędne, aby spragniony mógł napić się wody. Chwalmy więc Boga w naszych ciałach! Poprzez dobrze wykonywaną pracę, w spotkaniu z drugim, poprzez sztukę. Zawsze i wszędzie bądźmy przepełnieni blaskiem Chrystusa, Jego słuchajmy!
Magdalena Golon
Szatan kusi Jezusa
Luty 25, 2012
Rozważanie na I Niedzielę Wielkiego Postu 2012.
Szatan to byt rzeczywisty, nie wyimaginowany. Nie jest wyobrażeniem jak mit czy legenda. Nie jest alegorią zła czy personifikacją pojęcia. Jest istotą żywą. Jego celem jest odebrać Bogu chwałę, tym samym zniszczyć stworzenie, jakim jest znienawidzony przez niego człowiek. Szatan potrafi działać błyskotliwie, chociaż jest ograniczony. Jako byt poniżej wykładni Boga, postępuje w przestrzeni objętej spojrzeniem Najwyższego. Boże spojrzenie, miłosierne i nieskończone, trzyma Szatana w ryzach. Gdyby nie to wyjątkowe spojrzenie, nie mielibyśmy żadnych szans na wygraną. Stawką jest nasze zbawienie. Za tym idą także wartości czyli miłość, piękno, harmonia, dobroć, wybaczenie, pokora, radość i wiele innych cnót, o których dzisiaj raczej się nie mówi. Cnota kojarzy się, nieco wulgarnie, z określeniem dziewictwa. Dziewictwo oczywiście jest cnotą, bardzo wysoko cenioną. W ustach współczesnego człowieka brzmi niestety cynicznie. To pejoratywne zabarwienie słowa świadczy o upadku pewnych wartości. Tymczasem słowo „cnota” pochodzi z języka starożytnego. W kulturze Morza Śródziemnego, w Grecji czasów Platona, cnota miała niezwykłą wagę. Mówić o cnotach to uprawiać filozofię najwyższych lotów. Wystarczy wymienić choćby cnotę męstwa.
Wróćmy jednak do Jezusa, do sceny kuszenia na pustyni. Szatan, w swojej niebywałej wprost bezczelności, ośmiela się kusić samego Boga. Wszechmogący stał się człowiekiem, oddalił się na pustynię, aby tam spotkać i pokonać odwiecznego wroga. Prawdziwa klęska diabła ma swoje źródło przede wszystkim w krzyżu jaki przyjmie Bóg-Człowiek w Niedzielę Palmową. Jednak już na pustyni, w pierwszą niedzielę Wielkiego Postu, Jezus odnosi nad nim zwycięstwo. Diabeł używa różnych zabiegów. Cytuje Biblię, odwołuje się do znaku chleba, do cudów, aż wreszcie dosięga dna – proponuje Bogu władzę, jakiej nie ma nikt na ziemi… Przedtem jednak chce, aby oddać mu pokłon.
Działanie diabła nie zawsze jest wprost złe. Często działa podstępnie, z ukrycia. Przedstawia koncepcję dobra, podsuwa wyobrażenie pozytywne, aby za chwilę usidlić niedoświadczoną ofiarę. Chleb jest oczywiście dobrem, sam Bóg wciela się w chleb. Szatan jednak chce, by chleb sytego żołądka zastąpił coś o wiele ważniejszego. Właśnie samego Boga i Jego Miłosierdzie. Matka Teresa mówiła o tym, gdy pochylała się nad umierającym na śmietniku dzieckiem. Lepiej dać prawdziwą miłość w wielkim ubóstwie niż kilogramy chleba bez niej. Miłość jest ważniejsza od wszystkiego.
Jezus w tej przedziwnej konfrontacji z Szatanem rezygnuje także z cudowności. Dzieje się to w chwili, gdy kusiciel namawia Zbawiciela, aby rzucił się z wysokości. Aniołowie przecież uniosą go i nawet stopy nie urazi. Lud za to masowo padnie na kolana, uznając zjawisko za nadprzyrodzone! Jezus tymczasem pokazuje, że nie tędy droga. Szatan więc drąży uparcie dalej, mówi o władzy, oferuje królestwa ziemskie. Wszystko, co istnieje na ziemi. Pod jednym jednak warunkiem – trzeba oddać mu pokłon. I tu Bóg mówi dosyć. Więcej nie pozwala Szatanowi prowadzić dyskursu. Stanowczo odrzuca propozycję dając jasną wskazówkę nam, kuszonym dzisiaj. Tylko Bogu będziesz oddawał pokłon!
c.d.n.
Z poważaniem, Magdalena Golon
Zapowiedź filmu o pustelni
Luty 13, 2012
Franciszkańska pustelnia, piękne miejsce ukryte wśród lasów na malowniczej Świętej Górze Polanowskiej, odkrywa swe uroki szczególnie zimą, kiedy drogi zasypane są śniegiem, a ogień trzaska w kominku, rozświetlając mrok, wpływający przez okna po zachodzie słońca… FranciszkanieTV przygotowali zapowiedź filmu o pustelni, który wkrótce będzie można zobaczyć na stronie www.franciszkanie.tv. Zachęcamy, by zapoznać się zapowiedzią, która daje przedsmak tego tajemniczego i pięknego miejsca…
Przygotowania do 6. Spotkania Młodzieży w Asyżu
Luty 11, 2012
W dniach od 29 stycznia do 2 lutego 2012 r., w klasztorze Świętego Ducha w Zagrzebiu (Chorwacja) spotkali się organizatorzy najbliższego, szóstego z kolei, Międzynarodowego Spotkania Młodych „Giovani verso Assisi” („Młodzi ku Asyżowi”).
Obradom grupy przygotowawczej przewodniczyli fra Antonello Fanelli i fra Vincenzo Esposito odpowiedzialni za Centrum Duszpasterstwa Młodzieży i Powołaniowego konferencji CIMP w Asyżu.
W spotkaniu wzięli udział bracia odpowiedzialni za duszpasterstwo młodzieży i powołaniowe, reprezentanci różnych krajów: fra Ivan Penava (Chorwacja), fra Damijan Tikvič (Słowenia), fra Bernhard Lang (Austria), fra Steffen Behr (Niemcy), fra Abel Garcia (Hiszpania) fra Leszek Łuczkanin (Polska – z prowincji św. Maksymiliana) fra Eric De la Peña (USA i Kanada). Obecny był również asystent generalny CEC fra Miljenko Hontić, delegat zarządu generalnego Zakonu.
Spotkanie odbędzie się w Asyżu w terminie 5-12 sierpnia 2012 r. Będzie zatytułowane: „Panie, co chcesz, abym czynił?”.
Zostały zaprogramowane poszczególne dni spotkania, ustalono tematy szczegółowe, określono miejsca franciszkańskie, które zostaną odwiedzone i podzielono się obowiązkami dotyczącymi różnych aktywności podczas spotkania. Z bardziej szczegółowymi informacjami będzie się można zapoznać za kilka dni na stronie internetowej spotkania: www.assisimeeting.org.
Podczas czterech dni pobytu w Chorwacji uczestnicy spotkania mieli okazję zapoznać się z różnorodną działalnością tutejszej Prowincji św. Hieronima oraz odwiedzili kilka wspólnot, które znajdują się poza Zagrzebiem, takich jak sanktuarium Maryjne w Molve, klasztor i parafia św. Antoniego w Novi Marof oraz narodowe centrum MI.
httpv://franciszkanie.tv/2010/05/giovani-verso-assisi-2009/
httpv://franciszkanie.tv/2010/06/giovani-verso-assisi-w-gdansku/
Imieniny Wikariusza Prowincji
Styczeń 21, 2012
O. Mariusz Fałkowski, Wikariusz Prowincji św. Maksymiliana, swe imieniny obchodzi 19 stycznia. Dzień ten był okazją do wspólnej modlitwy braci w intencji Solenizanta. Głównym punktem świętowania była Eucharystia sprawowana o godz. 12.oo w kaplicy św. Anny w Gdańsku. Liturgii przewodniczył Solenizant, gości powitał Gwardian konwentu gdańskiego o. Piotr Pliszka, zaś homilię wygłosił Minister Prowincjalny o. Adam Kalinowski. Wśród obecnych gości był o. Paweł Dybka, Wikariusz Prowincji św. Antoniego i bł. Jakuba Strzemię oraz o. Andrzej Zalewski – Wicerektor Seminarium w Łodzi-Łagiewnikach. Na zakończenie Eucharystii życzenia o. Mariuszowi składali przedstawiciele grup działających przy klasztorze.
Los świętego
Styczeń 14, 2012
„Podziwiam Twoje święte ubóstwo,
Panie mój, który zostałeś złożony w żłóbku
i owinięty w pieluszki, o cudowna pokoro
i ubóstwo, które zachwycają!”
święta Klara
Jest zwyczaj we franciszkańskich zakonach związany z początkiem Nowego Roku. święci, nie tylko Ci wywodzący się po linii prostej z zakonów franciszkańskich, wskazują drogę prowadzącą do Boga poprzez swoje słowo. Ich sentencje wybiera się losowo. Ktoś przygotowuje obrazki, wybiera świętego lub świętych. Ich przesłania umieszcza na obrazkach. Z wielu różnych źródeł, dotyczących konkretnego świętego, trzeba wybrać te, które są jak mocno skondensowana mądrość. Ot, takie zdanie – rakieta, przesłanie – strzała mknąca z prędkością światła, wypuszczona z łuku napiętej do granic myśli świętego. Aż strach się bać! Co też na mnie wypadnie? ślepy los czy los świętego? Przygotowane obrazki umieszcza się w koszyku albo naczyniu w taki sposób, żeby nikt nie widział, co jest na nich napisane. Każdy losuje jeden obrazek dla siebie, a wybór jest przypadkowy.
Przypadek jest trudnym słowem dla chrześcijanina. Wolelibyśmy to słowo wymazać ze słownika polskich wyrazów. Słowo jednak istnieje, a w tym przypadku, zostało użyte nieprzypadkowo… Jak widzicie, sprawa nie jest prosta. Kiedy z dużej ilości losów wyciągamy ten jeden, który ma być dla nas, robimy to przypadkowo. Ważne jest, żeby zdać się wtedy na Boga. Prosić, aby to On posłużył się przesłaniem, jakie nam przypadło. Czy jednak Wszechmocny zawsze bierze udział w tej zabawie? Czy przypadkowo wylosowana sentencja, przez niewłaściwe jej odczytanie, może stać się „złą wróżbą”, czymś co przeraża, prześladuje nawet kilka lat? O co tak naprawdę chodzi? Dlaczego nie można wybrać sentencji świadomie? Czy mogę przeczytać słowa na obrazku, nim go wybiorę?
Ilość wszelkiego rodzaju wróżb, horoskopów, tajemniczych zabaw dopuszczających interwencje z zaświatów, wróżek, jasnowidzów, uzdrowicieli czy innych brzuchomówców jest jakąś zatrważającą plagą. Dla mnie to sprawa życia i śmierci, a śmierć wychodzi z ust bałwochwalców, którymi są ci, którzy zajmują się magią i wróżeniem. Czy wiemy, że Bóg brzydzi się tym, że uważa te praktyki za nieczyste? Wystarczy przypomnieć sobie bożka na glinianych nogach leżącego w gruzach przed Arką Pana. Tak też będzie z tymi, którzy wróżą i wciągają w to innych. Interwencja Boga w ich przypadku może być miażdżąca. I nikt tu nie chce straszyć. Wystarczy otworzyć Pismo święte i przeczytać. Otworzyć nie tam, gdzie się „samo” otworzy, lecz tam, gdzie jest to napisane. Kto jednak wie, gdzie jest to napisane?
Losowanie sentencji, tak jak czytanie Pisma świętego, jest sprawą poważną. Nie może odbywać się bez udziału kapłana. Są bowiem takie sentencje, które uderzają w samo centrum przeżyć człowieka. To uderzenie może być powalające. Bez pomocy kapłana, bez właściwego zrozumienia przeczytanych słów, człowiek jest narażony na fałszywą interpretację. To sprawa bardzo poważna, nie należy traktować jej lekko. Podobnie rzecz ma się z otwieraniem na chybił – trafił Pisma świętego. Mądrość Boża przerasta nieskończenie mądrość człowieka. Próba „wepchnięcia” w przypadkowo przeczytane zdanie z Pisma świętego wszystkich problemów dnia codziennego z pewnością skończy się źle. Pismo święte to nie szklana kula magika dająca odpowiedź na zawołanie, na „pstryk”. Dzisiaj, w świecie rozmaitych skondensowanych pakietów typu rosół w kostce, pigułka szczęścia, viagra, sms i mms, liczymy może, że Bóg się dla nas skondensuje, że będzie jak koncentrat, treściwy na 100%! Tymczasem życie to nie pakiet sprasowanych brykietów do kominka. Życie to twoje i moje wybory. świadome i trudne, dramatyczne ale własne. Takie, które prowadzą do świętości. Niech los świętego stanie się prawdziwie naszym losem, wybranym i ukochanym.
Wylosowałam przesłanie świętej Klary, jej zachwyt nad ubóstwem Dzieciątka położonego w żłobie. Mnie też zachwyca to samo. Dziękuję Ci święta Klaro za to, że mogę poznawać Twoje wybory!
Magdalena Golon, Gdańsk 2012
Św. Eustochia – patronka Prowincji na rok 2012
Styczeń 14, 2012
Zgodnie ze starym zwyczajem w dzień Objawienia Pańskiego (lub w wigilię tego święta) w klasztorach losuje się patrona i sentencję, które mają być wskazówką, pomocą na cały rok. Zarówno każdy zakonnik, jak i poszczególne dzieła otrzymują swego patrona i myśl, najczęściej zaczerpniętą z Pisma świętego lub z pism świętych. Także cała Prowincja ma swego patrona. W tym roku patronką Prowincji św. Maksymiliana Braci Mniejszych Konwentualnych została św. Eustochia, której wspomnienie przypada 20 stycznia, zaś sentencją jest zdanie z Listu do Kolosan (3, 9): ”Nie okłamujcie się nawzajem, boście zwlekli z siebie dawnego człowieka z jego uczynkami”.
Święta Eustachia (Eustochia) Calafato urodziła się w 1434 roku w Annunziata koło Messyny, na Sycylii, w rodzinie szlacheckiej. Na chrzcie otrzymała imiona Smeralda Bernarda. Jej rodzice pochodzili z rodów hrabiowskich, matka należała do III Zakonu św. Franciszka z Asyżu. Ojciec pragnął, aby Smeralda wyszła za mąż za pewnego kupca, jednak córka chciała poświęcić się całkowicie Chrystusowi. Jak podają biografowie, kandydat do jej ręki umarł z tęsknoty za ukochaną oraz ze zgryzoty, ponieważ młoda hrabianka, mając 15 lat, udała się do klasztoru klarysek w Messynie. Jednak rodzina wymusiła na Smeraldzie powrót do domu. Jej rodzeni bracia zagrozili nawet, że jeśli pozostanie w klasztorze, spalą go. Ostatecznie, widząc prawdziwą pobożność i zdecydowanie Smeraldy, ustąpili jej i pozwolili wstąpić do zakonu klarysek. Smeralda otrzymała w zakonie nowe imię – Eustachia. Gdy dyscyplina zakonna stała się dla niej zbytnio rozluźniona, założyła w 1457 roku klasztor S. Maria Accomandata, gdzie zaprowadziła surową regułę, była tam przełożoną. W ślad za Eustachią poszły jej dwie siostry – Małgorzata i Franciszka oraz matka – Matylda, które wstąpiły do klasztoru S. Maria Accomandata. Wkrótce Eustachia musiała przenieść klasztor do pobliskiej miejscowości Montevergine, ponieważ bardzo dużo kandydatek zgłaszało się do obrania tej drogi życia. Eustachia prowadziła głębokie życie duchowe, przeżywała wizje mistyczne, doświadczała duchowych udręk, które przyjmowała z pokorą. Żywiła nabożeństwo do Najświętszego Sakramentu oraz czciła Najświętszą Maryję Pannę. Była podziwiana przez współsiostry i szanowana przez lokalną społeczność, ponieważ klasztor był miejscem schronienia i ucieczki w czasie trzęsień ziemi. Zmarła 20 stycznia 1491 r. w Montevergine i tam ją pochowano. Jej ciało w stanie nienaruszonym znajduje się w miejscowym kościele. Beatyfikował ją papież Pius VI w roku 1782, a kanonizował 11 czerwca 1988 roku papież Jan Paweł II.
za: www.imiona.net.pl
Niedziela Chrztu Pańskiego – rozważanie
Styczeń 5, 2012
Proponujemy kolejne rozważanie – zupełnie nieszablonowe – Magdaleny Golon, gdańskiej artystki związanej z franciszkańskim kościołem w Gdańsku.
„Z pewnością nikt z Was nie pamięta swojego chrztu!” – to zdanie często słyszę w czasie homilii w niedzielę Chrztu Pańskiego. Kapłan uśmiecha się z ambony, bo przecież rzecz jest oczywista. Wierni nie wyrażają sprzeciwu. Każdy (prawie!) był ochrzczony będąc jeszcze niemowlęciem. Mnie robi się wtedy gorąco. Zaczynam przestępować z nogi na nogę, patrzę przed siebie, niby obojętnym wzrokiem, i staram się nie pamiętać własnego chrztu… Dwóch chrztów…
Wspomnienia jednak wracają uporczywie. Nie wiem czy śmiać się z nich czy lepiej zapłakać nad niefortunnym losem odmieńca? Przecież nawet bardzo zbuntowani rodzice chrzczą swoje dzieci, obawiając się zapewne gromów z jasnego nieba. Ze mną było inaczej. Kiedy wróciłam z Zamościa do domu byłam już ochrzczona. Moja mama nie wiedziała o tym. Jak to możliwe?
Nie mam zamiaru odkrywać tu wszystkich zawiłości rodzinnych, powiem jednak tyle, co trzeba. Ku przestrodze maluczkich. Okazuje się, że w naszym katolickim kraju można ochrzcić dziecko bez zgody matki. Poza kościołem rzymsko -katolickim.
Mama, zajęta swoimi sprawami, nie pytała co robiłam w czasie wakacji u taty. Za to babcia była bardzo ciekawa.
- Jak tam było wnusiu? Dobrze?
- Tak babciu! Był tam pies pudel, z którym wychodziłam na spacery. Raz tak mnie pociągnął, że zdarłam sobie kolano do krwi! Mówię ci! Super było!
- Jak można było puścić dziecko z tym dzikusem na dwór! Elka, słyszysz co ona mówi? Pies ciągnął ją po chodniku, aż zdarła kolana! Przecież ona ma anemię i chore serce! Gdzie ty wysłałaś to biedne dziecko?!
- Babciu, to było tylko jedno kolano.
Mama, zajęta właśnie makijażem, stała przed lustrem. Nie odwracając głowy odparowała:
- Ach mamo, nie przesadzaj! Nic jej się nie stało.
- Miałam też piękną, niebieską sukienkę do kostek! I wianek na głowie! Mamo, wyglądałam prawie tak pięknie jak ty teraz!
Mama, ciągle z nosem w lustrze, starając się zachować spokój, spytała:
- Tata zrobił bal z okazji końca lata? Zawsze miał oryginalne pomysły! I biegałaś w tej kiecce do kostek? Z psem? Dlatego się przewróciłaś, co za głupi pomysł!
Babcia była zaniepokojona.
- Wianek na głowie i sukienka do kostek? A gdzie tak byłaś ubrana Madziu? Na spacerze?
- W kościele babciu! Ksiądz wyganiał ze mnie diabła! Wodą chrzcielną! Dlatego teraz będę grzeczna, rozumiecie?
Wtedy mama – trach! – zrobiła sobie wielką krechę na oku. Wyglądała bardzo groźnie chociaż drugie oko było zupełnie normalne. Patrzyła na mnie jednym strasznym okiem i była przerażona. Babcia zaczęła nagle głośno oddychać, zrobiła się czerwona i krzyknęła:
- Elka! Mówiłam ci, żebyś nie dawała im dziecka! Ochrzcili ją w innym kościele. Masz teraz za swoje! A mówiłam ci, ochrzcij ją wreszcie! Zrobili to bez naszej zgody! Bez twojej zgody! Nie daruję im tego.
Mama usiadła na kanapie i spytała:
- Dziecko masz jakiś dokument, papierek z pieczątką? Coś ci dali?
Wyjęłam z plecaka karteczkę z pieczątką i podpisem księdza. Cisza jaka zapanowała wtedy była niezwykła. Po chwili usłyszałam ciężkie westchnienie. Mama chyba wołała o pomstę do nieba:
- Boże! Kościół polsko-katolicki! Co to jest u licha? Mamo, co to jest za kościół?
Babcia wzięła głęboki oddech. Złapałam się krzesła, na wypadek jakiegoś niespodziewanego wybuchu. Nagle krzyknęła ze złością:
- Oni mogą mieć żony! I nie uznają Papieża! Tfu! A niech to, diabelski spisek! Masz teraz za swoje.
- Jak to? Więc nie wygnali ze mnie diabła? Co ze mną będzie? Aaaaa….! Mamo, co będzie ze mną?
Następnego dnia ksiądz na religii obejrzał dokument i poprosił, aby powtórzyć całą ceremonię w naszym kościele. W kościele rzymsko-katolickim. Miałam wtedy dziewięć lat i byłam tuż przed Pierwszą Komunią Świętą. Stałam przed Ołtarzem w białej sukience, z wiankiem na głowie. Byłam okryta białą peleryną. Wyrzekłam się diabła. Dobrze to pamiętam. Wreszcie! Naprawdę się udało! Ku przestrodze wszystkich rodziców, którzy chcą zrobić dziecku prezent w postaci świadomego chrztu i czekają, aż dziecko samo zadecyduje o swojej wierze. Ktoś może zadecydować za was i za wasze dziecko! Sekty z otwartymi ramionami przyjmą niepewnego w swojej wierze, młodego człowieka, aby je ochrzcić po swojemu, w imię jakiegoś boga Sun czy innego bożka. Chrzest, jaki dajemy naszemu dziecku w pierwszych dniach jego życia, jest świadomym ofiarowaniem go Bogu. Naszemu Bogu w Trójcy Świętej, Jezusowi Chrystusowi. To dar życia dla dziecka. Kiedy chcemy obdarować prezentem kochaną osobę z okazji jej urodzin, nie pytamy się jej czy chce dostać prezent. Po prostu dajemy jej coś pięknego, miłego. Takim prezentem dla dziecka jest chrzest. Pomaga człowiekowi odnaleźć się bezpiecznie w świecie tysiąca wyznań, odłamów, odszczepień, sekt, grup i innych tworów współczesnej czy dawnej kultury.
Magdalena Golon, Gdańsk 2012
Zobacz także rozważanie o. Michała Nowaka OFM Conv
Maryja rozważała w swoim sercu
Grudzień 31, 2011
Rozważanie na Nowy Rok: Świętej Bożej Rodzicielki Maryi
Zdarzyło się to dawno, dawno temu na dziedzińcu Świętej Trójcy w Gdańsku. Są na świecie rzeczy nieprzemijające. Przydatne, aby je zacytować w odpowiednim momencie. Dzisiaj zbliża się Nowy Rok. Za chwilę będzie już 2012. 1 stycznia obchodzimy w kościele uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki Maryi. W Ewangelii według Św. Łukasza czytamy: „Lecz Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu.”
Co znaczy zachowywać i rozważać w swoim sercu?
To był słoneczny dzień. Siedziałam na ławce na dziedzińcu kościoła. Przede mną rysowały się dwie potężne rzeźby świętych. Świętego Franciszka i świętej Klary. Lubię na nie patrzeć i szukać w nich rzeczywistych postaci, widzieć w nich prawdziwych ludzi. Jednak rzeźby milczą, nie mogą mówić. Prawdziwi ludzie mówią za to dużo chociaż ich mowa nie staje się słowem, tak jak stało się Ono w Maryi.
Tamtego dnia przysiadła się do mnie pani. Kobieta nowoczesna, zaradna i pewna swojego autorytetu. Wiedziałam kim jest i czym się zajmuje. Miała chwilę wolnego czasu. Postanowiła porozmawiać ze mną. Zapewne powinnam to uznać za szczególne wyróżnienie, lecz we franciszkańskim świecie, jak mi o tym wiadomo, nie ma lepszych ze względu na wykonywane obowiązki czy uzyskany stopień naukowy.
- Brzydko przycięte bukszpany.
- Mnie się podobają, mają odkryte „nogi”. Widać rysunek gałęzi.
- Tutaj się tego nie robi. Lepiej kieruj się rozsądkiem. Rozum to najlepsze narzędzie pracy.
- Kieruję się sercem.
- To tylko organ. Nie zachodzą tam żadne procesy myślowe. Nie bądź sentymentalna.
- Mówię o sercu w znaczeniu biblijnym, chrześcijańskim. Nie chodzi mi o romantyczne i sielskie opowiastki. Pani mnie nie rozumie.
- Wiem, że rozum jest najważniejszy dla człowieka, nie serce. Tylko rozum może dać człowiekowi właściwe rozwiązanie. Serce nic dla mnie nie znaczy, to literackie brednie.
Dwie kobiety, dwa różne światy pojmowania. Którą jestem ja? Gdyby ten dialog potraktować metaforycznie byłabym jedną i drugą. Racjonalna, twarda i pewna siebie to ja sprzed wielu lat. Przyszedł jednak taki czas, gdy rozum okazał się ograniczony, zgubił się. Uważając się za kobietę wolną, odcięłam się od serca, ponieważ jak „diabeł święconej wody” bałam się sentymentów. Jaka głupia byłam wtedy! Wzięłam rozum za Boga, a sercu odmówiłam głosu. Cytowana rozmowa nie jest metaforą ani przypowieścią z morałem. Zdarzyła się parę lat temu i utkwiła w mojej pamięci. Na szczęście nie jestem obiema kobietami. Wybrałam serce w jakim się rozważa i zachowuje słowa. Tak postępowała Matka Boga, Maryja. To o Niej teraz piszę, do Jej wyborów zmierzam. W Maryi doskonale harmonizuje serce i rozum. Serce w znaczeniu biblijnym jest tą przestrzenią, w której zapadają decyzje. Rozum ma być posłuszny sercu, nie odwrotnie! Czy dzisiaj można to zrozumieć? Arogancka, brutalna w swoim natarciu nauka umieściła rozum na piedestale, gdy tymczasem rozum bez serca jest tylko supłem neuronów. Wiemy przecież, że w filozofii i nauce co chwilę umiera jakaś nowa utopia.
Tymczasem Bóg jest głębią i przemawia do serca. Ludzkie serce w znaczeniu biblijnym jest głębią, do którego dna nie może dosięgnąć rozum. Tam może sięgnąć już tylko Bóg, Jego Logos. Głębia przyzywa głębię.
„Rozjaśnij ciemności mego serca!” wzdycha do Pana Święty Franciszek. Święta Klara w jednej ze swoich modlitw woła: „krzyczę całym ogniem mego serca”. Czy ogień serca nie jest tym, co rozjaśnia jego ciemności?
Podążać za głosem serca, jak zrobili to pasterze biegnący do Betlejem. Odważyć się i iść za głosem anioła. Uwierzyć w rzeczywistość nieracjonalną jak Bóg położony w żłobie i owinięty w pieluszki. Zobaczyć w maleńkim Dzieciątku Boga, Jezusa Chrystusa.
Mamy wiele szczęścia. Życie na ziemi wciąż istnieje i rozwija się, pomimo wynalazków rozumu jakimi są bomby atomowe, broń masowego rażenia, pornografia, eutanazja, aborcja, klonowanie i wiele innych rzeczy, które nieustannie zagrażają ludzkości i światu.
Rozpoczyna się Nowy Rok w nowym tysiącleciu. Jaki będzie? Jak potoczą się losy naszej cywilizacji? Czy pokój i dobro staną się rzeczywistością obiektywną? Czy może pozostaną tylko miłym, franciszkańskim pozdrowieniem?
Zachowywać i rozważać w sercu słowa, to czekać na światło Ducha Świętego, aby to co niezrozumiałe, nielogiczne, irracjonalne stało się cudem objawienia, tajemnicą misterium, drogą do nowego, lepszego życia. Nieogarnięte rozumem piękno istnieje, staje się faktem mimo swojej niepraktyczności. Czy kolory są praktyczne? Czy różnorodność barw jest koniecznie potrzebna? Co by się stało, gdyby zabrakło jednego koloru, choćby zielonego? Są zjawiska wydarzające się poza rozumem, poza jego ateistycznym buntem.
Życie na nowo rozkwita, rodzi się z łona Maryi. Bóg wchodzi w ciemność ludzkich serc i umysłów, daje siebie do końca, aż po krzyż. Aż po głębię Swojego otwartego Serca.
Dużo dobrego w Nowym Roku 2012. Pełnych radości serc, pokoju i dobra!
Magdalena Golon, Gdańsk 2011
Imieniny Ministra Prowincjalnego 2011
Grudzień 28, 2011
Imieniny Ministra Prowincjalnego, to nie tylko święto danej osoby, ale także całej prowincji. I tak było 28 grudnia. Swe imieniny obchodził o. Adam Kalinowski, przełożony zakonnej prowincji św. Maksymiliana Braci Mniejszych Konwentualnych (imieniny przełożone z Wigilii, 24 grudnia). Na wspólne świętowanie przybyli prowincjałowie bratnich prowincji: krakowskiej o. Jarosław Zachariasz i warszawskiej o. Mirosław Bartos, bracia z kursu prowincjała Adama, bracia ze wszystkich klasztorów w Polsce i z klasztorów zagranicznych (Litwa i Włochy). Obecny był także rektor Wyższego Seminarium Duchownego w Łodzi-Łagiewnikach, o. Michał Baranowski oraz bracia klerycy. Jako, że imieniny Ministra Prowincjalnego odbywają się w Gdańsku nie zabrakło oczywiście gdańskiej wspólnoty oraz wiernych.
O godz. 12.oo rozpoczęła się Eucharystia w intencji Solenizanta – tradycyjnie w kaplicy św. Anny. Liturgii przewodniczył o. Adam, zaś przybyłysz powitał rektor kościoła Świętej Trójcy, o. Tomasz Jank. Nad przebiegiem liturgii czuwał zaś gwardian, o. Piotr Pliszka. Słowo wygłosił wikariusz prowincji, o. Mariusz Fałkowski. Ukazał dwie postaci – św. Józefa i Heroda. W tym zestawieniu ukazał ogromne różnice, polegające przede wszystkim na słuchaniu i jego braku, a także w pokorze wobec planów Pana Boga. Z uznaniem i szacunkiem wyraził się też o posłudze o. Adama, a także złożył mu życzenia.
Na zakończenie liturgii życzenia składali także wierni – przedstawiciele grup działających przy gdańskim konwencie.
Pięknie animowany śpiew zachęcał do jeszcze gorliwszego wysławiania Stwórcy za Jego dzieła.
Po Mszy św. zakonnicy udali się na posiłek do Domu św. Maksymiliana. Tam też miało miejsce niecodzienne wydarzenie – zaprzyjaźniona z franciszkanami grupa trębaczy „wtargnęła” do refektarza, by kolędować. Śmiechu było co niemiara, wspólnie zaśpiewano kolędy, zaś kolędnicy złożyli od siebie życzenia Ministrowi Prowincjalnemu i wszystkim braciom.
Po posiłku bracia rozjechali się do swych klasztorów, by udać się na wizytę duszpasterską w swych parafiach.
Posłuchaj:
Wstęp (o. Tomasz Jank, Rektor i o. Adam Kalinowski, Minister Prowincjalny)
Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.
Liturgia Słowa
Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.
Homilia (o. Mariusz Fałkowski, Wikariusz Prowincji)
Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.
Życzenia
Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.
Zakończenie (o. Adam Kalinowski, Minister Prowincjalny)
Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.










































































