KLASZTORY W POLSCE
STRONA W PRZYGOTOWANIU
STRONA W PRZYGOTOWANIU
Daj mi serce słuchające - tka brzmi prawdziwie prośba Salomona, jaką skierował do Boga. Prośba ta się bardzo spodobała Bogu, bo nie tylko ją spełnił, ale ponadto dał mu inne dary. W ten sposób staje się ona wzorem dla naszej modlitwy. Warto się nad nią nieco skupić. O co naprawdę Salomon prosi Boga?
Opis okoliczności ścięcia Jana Chrzciciela jest jedną z najbardziej tragicznych scen Nowego Testamentu. Odsłania ona „zamysł serc wielu". Odsłania ohydę grzechu, przewrotność naszego ludzkiego serca. Kiedy Pan Jezus o tym posłyszał, udał się na modlitwę na osobność. Jan był prorokiem, który zapowiedział Go nie tylko słowem, ale i swoją śmiercią. Wszystkie wymienione osoby w scenie są tragiczne: wpierw św. Jan Chrzciciel, prorok nie słuchany, a na koniec ścięty.
Syn Boży zdecydował się w pełni podjąć ludzkie życie z całym jego ciężarem. Rodząc się jako Człowiek podejmuje nasz los. Całkowicie poddaj się wychowaniu przez rodziców, co uświadamia nam scena z Jego pozostania w świątyni w wieku 12 lat.
Największą tajemnicą naszego życie jest prawda, że Boga nie musimy szukać gdzieś daleko, w szczególnych miejscach, u szczególnych mistrzów, w szczególnych okolicznościach, ale że jest On bliżej nas, niż my samych siebie. Nasz dramat polega na tym, że stale szukamy Go gdzieś indziej i inaczej, niż On się chce nam objawić. Wydaje się nam, że wiemy, jak się powinien nam pokazać i co powinien zrobić.
Widać jak istnieje zasadnicza różnica w dotknięciu Jezusa. „Tłum zewsząd Go ściska", ale tylko jedno dotknięcie było prawdziwym dotknięciem, które sięgnęło Jego duszy. Podobnie jest z naszym dotykaniem Jezusa na modlitwie. Wielu Go „ściska", zasypuje swoimi prośbami. Ale nie sięga Jego ducha. Jaka musi być nasza modlitwa, aby sięgnęła Jego ducha?
Scena wypędzenia legionu złych duchów z człowieka jest bardzo wymowna. Wskazuje ona na zasadniczą przyczynę braku porozumienia między ludźmi. Dzisiaj wolimy mówić o konflikcie interesów, o pieniądzach, dla których wszystko się robi. W scenie z Ewangelii mowa jest o złych duchach i takie przedstawienia rzeczywistości wydaje się jednak lepiej oddawać prawdę. Przecież sama żądza posiadania to także jakaś siła, która człowiekiem rządzi, jest ona jak narkotyk.
Często spotykamy się z zarzutem ludzi wątpiących skierowanym do Pana Boga: Dlaczego nie ukaże się bezpośrednio? Dlaczego nie mamy jasnego, namacalnego dowodu na Jego obecność w świecie? Pytanie takie stawiane są dramatycznie - ludzie chcą mieć wszystko jasno „czarno na białym", także samego Boga.
Lęk jest jedną z zasadniczych przeszkód na drodze wiary. Blokuje nas on na autentyczne zawierzenie Bogu. Scena z dzisiejsze Ewangelii doskonale to ilustruje. Jeszcze bardziej przemawiająca jest scena z Piotrem kroczącym po wodzie. Tam widać wyraźnie, że dopóki Piotr w zawierzeniu szedł po wodzie, nic się nie działo, natomiast kiedy się przestraszył, zwątpił i zaczął tonąć. Dzisiejsza Ewangelia daje podobne doświadczenie wszystkim uczniom Pana.
Każdy z nas grzeszy. Grzech Dawida stał się grzechem publicznie znanym. Dzięki temu daje nam możliwość wejrzeć w jego naturę. Jest on dla nas przede wszystkim przestrogą, aby nie ufać zanadto w swoją doskonałość ani w poczucie bycia wybranym, a przez to wyjątkowym. One same nie zabezpieczają nas przed grzechem. Nieustannie jesteśmy w drodze i każdy z nas może upaść.
Nauczanie Pana Jezusa w przypowieściach wskazuje na istnienie dwóch płaszczyzn rzeczywistości: istnieje płaszczyzna zewnętrznych przejawów oraz druga: prawdziwej treści istniejącej w naszej relacji z Bogiem. Dla nas jest ona obecnie misterium, jest zakryta, ale każdy kto ma uszy do słuchania, potrafi odróżnić prawdę od pozoru. Gdzieś we wnętrzu każdy z nas wie, co jest prawdą odnoszącą się do niego.
Bóg sam sobie wybiera ludzi do głoszenia Jego królestwa. I co jest niezmiernie ważne nie zawsze ci ludzie są z „naszych kręgów" ani według naszego wyobrażenia. Tak właśnie było z św. Pawłem, który był zajadłym wrogiem chrześcijan. Dalsze losy św. Pawła pokazują, jak niezmiernie trafny był wybór właśnie jego na apostoła.
Pan Jezus zmienia całkowicie zasadę więzi bliskości. Dla naszego naturalnego rozumienia jest to rewolucja. Prawdziwą rodziną naszą nie jest rodzina naturalna, ale wspólnota tych, którzy słuchają Boga i wypełniają Jego wolę. Musiał to być szok dla rodziny Jezusa, która przyszła do Niego. Wśród przybyłych była także Maryja, Jego Matka!
Wszystkie grzechy i bluźnierstwa, których by się ludzie dopuścili, będą im odpuszczone. Kto by jednak zbluźnił przeciw Duchowi Świętemu, nigdy nie otrzyma odpuszczenia, lecz winien jest grzechu wiecznego (Mk 3,28n).
To są pierwsze słowa, jakie wypowiada Pan Jezus w Ewangelii według św. Marka. Streszczają one całe Jego orędzie. Czas się wypełnił (peplerotai ho kairós) - oto pojawił się sposobny czas, pełnia sposobności: bliskie jest królestwo Boże! To znaczy królestwo Boże jest tuż tuż. Nie ma już niczego ważniejszego. Pan Jezus w ten sposób wskazał na siebie jako żywą obecność tego królestwa. Dalsza relacja Ewangelii wskazuje potrzebę bezzwłocznej odpowiedzi na wezwanie pochodzące od Pana.
To krótkie zdanie z Ewangelii świadczy o tym, że Jezus był w życiu rodzinnym najzwyklejszym człowiekiem. Nie czynił, jak to sugerują rozmaite apokryfy, żadnych cudów w domu rodzinnym, a jeżeli już, to tak dyskretnie, że nikt o nich nie wiedział. Stąd właśnie zdziwienie, co robi i podejrzenie o szaleństwo.
Wybór dwunastu apostołów przez Pana Jezusa posiada bardzo wymowną scenerię: wszedł na górę i przywołał do siebie tych, których sam chciał, a oni przyszli do Niego. I ustanowił Dwunastu (Mk 3,13n). Góra zazwyczaj symbolizuje bliskość Boga. Tak było na górze Synaj, gdzie Mojżesz zawierał z Bogiem przymierze w imieniu ludu. Dwunastu, przywołanych do niego, wskazuje na dwanaście pokoleń Izraela. Dwunastka jest doskonałą liczbą w wymiarze społecznym.
Pan Jezus głosił Ewangelię tłumom. Wielu przychodziło do Niego chcąc doświadczyć nadzwyczajnej mocy. Takie fascynacje są dosyć naturalne. Ludzie pragną wyleczyć się z chorób. Ponadto głoszone przez Niego orędzie o królestwie Bożym było dosyć atrakcyjne i obiecujące.
Jest to bardzo mocne pytanie i trzeba powiedzieć, że bardzo aktualne do dzisiaj. Jest to pytanie o sens całego Prawa Bożego, sposobu podejścia do niego, pytanie o naszą wolność dzieci Bożych. Prawo jest wychowawcą, jak to napisze później św. Paweł (zob. Ga 3,24), natomiast my jesteśmy dziećmi Bożymi i dziedzicami (!) Jego królestwa, a zatem wolni od prawa rozumianego jako nakaz i zakaz zewnętrzny powodujący przymus.
W życiu duchowym czymś najbardziej fundamentalnym jest to, co możny by określić mianem przytomności, a co zawiera w sobie czujność, wewnętrzne skupienie na Bogu i tym, co prawdziwie istotne w życiu oraz wysiłek rozeznawania prawdziwej wartości. Jest to postawa, do której wyraźnie wzywa nas Pan Jezus.
On sam jest Oblubieńcem, a Jego przyjście na ziemię było czasem weselnych godów. Pan Jezus nawiązuje w tej wypowiedzi do starotestamentowego obrazu Boga-Oblubieńca i Izraela-Oblubienicy. Kiedy Bóg przychodzi do swojego narodu, należy się cieszyć i świętować, a nie pościć. Post w tym czasie byłby znakiem niewiary, stawianiem wyżej tradycyjnych gestów religijnych niż Tego, ze względu na Którego są one wykonywane.
Może nas dziwić takie pytanie Jana i Andrzeja w odpowiedzi na pytanie Jezusa: Czego szukacie? Jeżeli wcześniej usłyszeli wypowiedź św. Jana Chrzciciela o Jezusie: Oto Baranek Boży, to wydawało by się, że powinni zapytać: Nauczycielu, co mamy czynić, aby się zbawić? Albo podobne pytanie, jakie nieraz słyszymy z ust ludzi spotykających się z Jezusem. Tutaj jednak pada pytanie: Gdzie mieszkasz?
Wczoraj zwróciliśmy uwagę na zdolność patrzenia i rozumienia. Zazwyczaj, często nie wiedząc o tym, posługujemy się kryteriami branymi z tego świata (myślenie światowe), które zawsze ma charakter porównawczy. Właśnie myślenie porównawcze bardzo często staje się naszym wrogiem. Blokuje przed spotkaniem.
Izrael za czasów Samuela był ludem, który rządził się nadal prawami plemiennymi, czyli zachował strukturę ludu koczowniczego, choć od wieków już prowadził życie osiadłe na zajętych ziemiach Kanaanu. Żądanie ustanowienia króle było w tych warunkach postulatem „postępowym", idącym w kierunku nowoczesnego społeczeństwa o strukturze państwowej.
Może warto w tym celu zobaczyć inne uzdrowienia, w których uzdrowieni właściwie zareagowali. Tak było z niewidomym od urodzenia z J 9. Na koniec spotkał go jeszcze raz Pana Jezusa i objawił mu siebie jako Syna Człowieczego. Wtedy nastąpiło o wiele ważniejsze uzdrowienie ze ślepoty. Uzdrowienie z choroby jest znakiem ważniejszego uzdrowienia serca.
Od pierwszych chwil działalności Jezusa pojawia się wyraźna rozbieżność pomiędzy intencją posłania Jezusa i oczekiwaniami ludzi. On przyszedł objawić nam prawdę o Bogu, który jest Ojcem tak bardzo nas miłującym, że posłał swojego Syna, aby nas zbawił z niewoli grzechu. Ludzie natomiast wpierw i przede wszystkim oczekiwali polepszenia ich losu na ziemi.
To wyróżniało Jezusa z szeregu rozmaitych rabbich, którzy wówczas żyli i nauczali w Palestynie. Moc fascynuje. Ludzie podziwiali ją i oczekiwali, że Pan Jezus ich uzdrowi, zapewni im pomyślność, a może obdarzy ich podobną mocą? Ale cuda, jakie Pan Jezus dokonywał były jedynie znakami prawdziwości Jego słów.
Bezpośrednio potem następuje dzisiejszy fragment Ewangelii, który rozpoczyna się od informacji o aresztowaniu św. Jana Chrzciciela: Gdy Jan został uwięziony, Jezus przyszedł do Galilei i głosił Ewangelię Bożą (Mk 1,14). Jezus zaczyna zatem swoją działalność po aresztowaniu św. Jana. Inaczej jest natomiast w Ewangelii według św. Jana, gdzie powstaje niepokój u uczniów Jana, że uczniowie Jezusa chrzczą i ludzie idą do Niego (zob. J 3,26).
Zdumiewa nas pokora Jezusa, który przychodzi do św. Jana Chrzciciela, aby przyjąć chrzest nawrócenia. Dla wyjaśnienia: chrzest (gr. baptein, baptidzein) znaczy ‘zanurzyć, obmywać'. Był to starożytny religijny obrzęd służący oczyszczeniu. U Żydów istniało wiele obrzędów oczyszczenia.
Słuchanie przykazań Bożych i wypełnianie ich jest dla św. Jana tożsame z miłością Boga! Czy to możliwe? O co chodzi? Przecież faryzeusze dokładnie przestrzegali przykazań, a Pan Jezus tyle groźnych słów powiedział na ich temat!
Codziennie modlimy się: „Święć się imię Twoje". O co cho-dzi w tej prośbie? Jej treścią nie jest to, by imię Boże stało się święte, bo ono święte jest i my nie jesteśmy w stanie niczego wnieść do jego świętości. Nie chodzi także o to, by ludzie i cały świat uznali tę świętość i oddali należną Jej cześć. Zasadniczo chodzi o to, by imię Pana zajaśniało pełnym blaskiem świętości, światłem, jakiego dzisiaj nie widzimy i dlatego ciemności mogą tak bardzo ludzi ogarniać i okłamywać.
Widgetpot - twórz widgety
