Prawdopodobieństwo Boga

16 czerwca 2009 | autor: o. Admin

       „Boga prawdopodobnie nie ma. Dlatego przestań się martwić i ciesz się życiem” (There’s probably no God. Now stop worrying and enjoy your life) – takie napisy pojawiły się z początku roku najpierw na londyńskich autobusach i w metrze. Wkrótce ateistyczna akcja reklamowa ruszyła także w Hiszpanii, we Włoszech, Niemczech, Australii i Kanadzie.

Reakcje, jakie wywołała w kręgach chrześcijańskich, były skrajnie różne: od oburzenia poprzez obojętność aż po akceptację i zadowolenie. Pastor George Hargreaves z Walijskiej Partii Chrześcijańskiej stwierdził, iż ateiści „strzelili sobie samobója”, gdyż słówko „prawdopodobnie” zdradza, iż nie są oni zupełnie przekonani, że Bóg nie istnieje.

Także kaznodzieja Domu Papieskiego, o. Raniero Cantalamessa, w wygłoszonym w obecności papieża Benedykta XVI wielkopiątkowym kazaniu stwierdził: „powinniśmy podziękować inicjatorom tej kampanii”, gdyż oddała ona „większą przysługę sprawie Boga aniżeli tyle naszych apologetycznych argumentów. Ukazała ubóstwo racji ateizmu i przyczyniła się do wstrząśnięcia wieloma uśpionymi sumieniami”.

Od pochwały wolności słowa do krucjaty

Brytyjska kampania nie pojawiła się oczywiście znikąd. Była odpowiedzią na inicjatywę jednego ze stowarzyszeń chrześcijańskich, które w różnych miejscach rozmieszczało ogłoszenia typu reklamowego skierowane do niewierzących. Zawierały one odnośnik do strony internetowej, gdzie ateiści mogli się dowiedzieć co ich czeka, a czeka ich oczywiście – jak można tam było przeczytać – piekło. Inicjatorką kontrkampanii była 28-letnia dziennikarka i scenarzystka Ariane Sherin, która szybko zyskała poparcie w osobie prof. Richarda Dawkinsa, autora słynnej książki Bóg urojony.

Jak się okazało, nie zabrakło też chętnych do sfinansowania tej inicjatywy, którą ostatecznie zorganizowało Brytyjskie Stowarzyszenie Humanistyczne (BHA). Reklamy w innych krajach sfinansowały analogiczne stowarzyszenia ateistów i racjonalistów.

Zróżnicowane reakcje na ateistyczną reklamę pokazały, że społeczeństwo nie bardzo wie, jak zareagować na sam fakt promocji niewiary. W Londynie czy Genui pojedynczy kierowcy autobusów odmawiali wyruszenia w trasę pojazdem oklejonym ateistyczną reklamą. W Szkocji oburzony kapłan napisał list do miejscowego pisma „The Herald’s”. W Londynie przed budynkiem agencji zajmującej się tą reklamą pojawiła się 200-osobowa grupa protestujących. Trudno to jednak nazwać masowym oburzeniem.

Nieco bardziej radykalnie zareagowała archidiecezja w Barcelonie, która wydała nawet oficjalny komunikat odnoszący się do treści sloganu reklamowego. Bardziej dialogowo nastawieni byli katalońscy protestanci, którzy wykupili reklamę autobusową o treści: „Bóg – tak, istnieje.

Korzystaj z życia w Chrystusie”. Jak mówił pastor Francisco Rubiales, chcieli oni w ten sposób „powiedzieć światu, że Chrystus istnieje i że jest drogą do lepszego życia. Szanujemy wszystkie osoby i instytucje, które publicznie głoszą swoje opinie, idee i wierzenia. Jeśli wszyscy mogą wyrażać w sposób wolny swoje opinie i fundamentalne prawa, to my również”.

czytaj całość na wiara.pl


Najczęściej czytane:

Podobne artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*

%d bloggers like this: