Droga Krzyżowa w Koloseum 2014

19 kwietnia 2014 | autor: o. Admin
Droga Krzyżowa w Koloseum 2014
Z Życia Kościoła
0

Autorem tegorocznych rozważań jest abp Giancarlo Bregantini. Przez 13 lat był on ordynariuszem Locri w naznaczonym przestępczością zorganizowaną regionie Kalabrii, stąd bywa nazywany biskupem antymafijnym. Obecnie kieruje archidiecezją Campobasso-Boiano i jest odpowiedzialny we włoskim episkopacie za komisję sprawiedliwości i pokoju, zajmującą się problemami społecznymi związanymi także ze światem pracy.

Wprowadzenie

„Zaświadczył to ten, który widział, a świadectwo jego jest prawdziwe. On wie, że mówi prawdę, abyście i wy wierzyli. Stało się to bowiem, aby się wypełniło Pismo: Kość jego nie będzie złamana. I znowu na innym miejscu mówi Pismo: Będą patrzeć na Tego, którego przebili” (J 19, 35-37).

Kochany Jezu, wstąpiłeś na Golgotę bez wahania w wypełnianiu miłości i pozwoliłeś się ukrzyżować bez narzekania.

Pokorny Synu Maryi, obarczyłeś się naszą nocą, by ukazać nam, jak wiele światła zechciałeś wlać w serca. W Twoich boleściach jest nasze odkupienie, w Twoich łzach maluje się „Godzina” odsłonięcia darmowej Miłości Boga.

Siedmiokroć rozgrzeszywszy nas w Twych ostatnich westchnieniach Człowieka pomiędzy ludźmi, zanosisz nas na powrót do serca Ojca, by wskazać nam w Twych ostatnich słowach drogę odkupienia wszelkiej naszej boleści.

Ty, Wszechwcielony, wyniszczasz się na Krzyżu, ogarniany jedynie przez Tę, która jest Matką i wiernie „stała” pod tą szubienicą. Twoje pragnienie jest wiecznie otwartym źródłem nadziei, dłonią wyciągniętą także do skruszonego łotra, który dzisiaj, dzięki Tobie, słodki Jezu, wchodzi do raju.

Daj nam wszystkim, Panie Jezu Ukrzyżowany, Twoje niezmierzone Miłosierdzie, olejek z Betanii dla świata, kwilenie życia dla ludzkości. A gdy wreszcie powierzymy się dłoniom Twego Ojca, otwórz nam bramy Życia, które się nie kończy! Amen.


Stacja pierwsza: Jezus ma śmierć skazany (oskarżycielski palec)

Z Ewangelii według św. Łukasza (23, 20-25)

Piłat, chcąc uwolnić Jezusa, ponownie przemówił do nich. Lecz oni wołali: «Ukrzyżuj, ukrzyżuj Go!» Zapytał ich po raz trzeci: «Cóż On złego uczynił? Nie znalazłem w Nim nic zasługującego na śmierć. Każę Go więc wychłostać i uwolnię». Lecz oni nalegali z wielkim wrzaskiem, domagając się, aby Go ukrzyżowano; i wzmagały się ich krzyki. Piłat więc zawyrokował, żeby ich żądanie zostało spełnione. Uwolnił im tego, którego się domagali, a który za rozruch i zabójstwo był wtrącony do więzienia; Jezusa zaś zdał na ich wolę.

Przestraszony Piłat, co nie szuka prawdy, oskarżycielsko wymierzony palec i narastający krzyk rozwścieczonej tłuszczy to pierwsze kroki umierania Jezusa. Niewinny jak baranek, którego krew ratuje jego lud. Ten Jezus, który przeszedł wśród nas uzdrawiając i błogosławiąc, teraz zostaje skazany na najwyższy wymiar kary. Żadnego słowa wdzięczności ze strony ciżby, która natomiast wybiera Barabasza. Dla Piłata jest to kłopotliwy kazus. Przerzuca go na tłum, a sam umywa ręce, całkowicie przywiązany do swojej władzy. Wydaje Go na ukrzyżowanie! Nie chce nic więcej o Nim wiedzieć. Dla niego to już sprawa zamknięta!

Pośpieszne skazanie Jezusa zawiera w sobie i łatwe oskarżenia, i powierzchowne sądy ludzkie, insynuacje i uprzedzenia, które zamykają serce i stają się rasistowską, wykluczającą i usuwającą kulturą z jej anonimami i potwornymi oszczerstwami. Oskarżenia wybija się na pierwszej stronie; uniewinnienia trafiają na ostatnią!

A my? Czy potrafimy mieć prawe i odpowiedzialne sumienie, sumienie przejrzyste, które nigdy nie odwraca się plecami od niewinnego, lecz odważnie opowiada się w obronie słabych, opierając się niesprawiedliwości i broniąc wszędzie naruszanej prawdy?

MODLITWA

Panie Jezu, są dłonie, które podtrzymują, i takie, które podpisują niesprawiedliwe wyroki. Spraw, byśmy podtrzymywani Twoją łaską nie odrzucali nikogo. Broń nas przed oszczerstwem i kłamstwem. Pomóż nam, byśmy zawsze szukali prawdy i stali po stronie słabszych, zdolni towarzyszyć im w drodze. I daj Twoje światło tym, których misją jest sądzić w trybunale, aby wydawali zawsze wyroki sprawiedliwe i prawdziwe. Amen.

Stacja druga: Jezus bierze krzyż na swoje ramiona (ciężkie jarzmo kryzysu)

Z Pierwszego Listu św. Piotra Apostoła (2, 24-25)

On sam, w swoim ciele poniósł nasze grzechy na drzewo, abyśmy przestali być uczestnikami grzechów, a żyli dla sprawiedliwości – Krwią Jego ran zostaliście uzdrowieni. Błądziliście bowiem jak owce, ale teraz nawróciliście się do Pasterza i Stróża dusz waszych.

Ciąży to drzewo krzyża, bo na nim Jezus niesie grzechy nas wszystkich. Chwieje się pod tym ciężarem, zbyt wielkim dla jednego człowieka (J 19, 17).

To także ciężar wszystkich niesprawiedliwości, które spowodowały kryzys gospodarczy z jego poważnymi skutkami społecznymi: tymczasowością, bezrobociem, zwolnieniami, z pieniądzem, który rządzi zamiast służyć, ze spekulacjami finansowymi, samobójstwami wśród przedsiębiorców, korupcją i lichwą, z wynoszeniem się produkcji z kraju.

To jest ciężki krzyż świata pracy, niesprawiedliwość wrzucona na barki pracowników. Jezus ją bierze na siebie i uczy nas, by nie żyć już w niesprawiedliwości, lecz w zdolności, dzięki Jego wsparciu, do tworzenia pomostów solidarności i nadziei, by nie być błąkającymi się czy zagubionymi owcami w tym kryzysie.

Powróćmy zatem do Chrystusa, Pasterza i Stróża dusz naszych. Walczmy razem i z wzajemnością na rzecz pracy, przezwyciężając strach i wyobcowanie, odzyskując szacunek dla polityki i starając się wspólnie wyjść z kłopotów.

Wtedy krzyż stanie się lżejszy, gdy będzie niesiony z Jezusem i podtrzymywany przez wszystkich razem, bo przez Jego rany, stające się okienkami, zostaliśmy uzdrowieni (por. 1 P 2, 24).

MODLITWA

Panie Jezu, nasz mrok wciąż gęstnieje! Ubóstwo przemienia się w nędzę. Nie mamy chleba dla naszych dzieci, a nasze sieci są puste. Niepewna jest nasza przyszłość. Załatw pracę, której brakuje. Wzbudź w nas gorliwość na rzecz sprawiedliwości, aby życie, które wiedziemy, nie wlokło się, lecz było przeżywane z godnością! Amen.


Stacja trzecia: Jezus pada po raz pierwszy pod ciężarem krzyża (kruchość, która otwiera nas na gościnność)

Z księgi proroka Izajasza (Iz 53, 4-5)

On się obarczył naszym cierpieniem, On dźwigał nasze boleści, a myśmy Go za skazańca uznali, chłostanego przez Boga i zdeptanegoLecz On był przebity za nasze grzechy, zdruzgotany za nasze winy. Spadła Nań chłosta zbawienna dla nas.

To Jezus delikatny, najbardziej ludzki, ten, którego ze zdumieniem rozważamy przy tej stacji wielkiej boleści. Jednak właśnie ten Jego upadek w kurz objawia jeszcze bardziej Jego niezmierzoną miłość. Popychany przez tłum, ogłuszony wrzaskami żołnierzy, obolały od ran po biczowaniu, wypełniony wewnętrzną goryczą z powodu bezgranicznej ludzkiej niewdzięczności. I upada. Upada na ziemię! Jednak w tym upadku, w tym upadaniu od ciężaru i utrudzenia, Jezus po raz kolejny okazuje się Nauczycielem życia. Uczy nas akceptować nasze słabości, nie zniechęcać się z powodu naszych upadków, lojalnie uznawać własne ograniczenia: „Jest we mnie pragnienie dobra – powiada św. Paweł – ale nie ma zdolności do jego wykonania” (Rz 7, 18).

Tą wewnętrzną mocą, która pochodzi od Ojca, Jezus pomaga nam także przyjmować słabość innych; by nie pastwić się nad upadłym, nie być obojętnym wobec tego, który upada. I daje nam On siłę, by nie zamykać drzwi temu, kto puka do naszych domów, szukając schronienia, godności, ojczyzny. Świadomi naszej kruchości przyjmiemy pośród nas kruchość imigrantów, aby znaleźli bezpieczeństwo i nadzieję.

Albowiem w brudnej wodzie misy z Wieczernika, to znaczy w naszej słabości, odbija się prawdziwe oblicze naszego Boga! Dlatego „każdy duch, który uznaje, że Jezus Chrystus przyszedł w ciele, jest z Boga” (1 J 4, 2).

MODLITWA

Panie Jezu, który się upokorzyłeś, by wykupić nasze słabości, uzdolnij nas do prawdziwej wspólnoty z naszymi najuboższymi braćmi. Wyrwij z naszych serc wszelki korzeń lęku i wygodnej obojętności, który przeszkadza nam w rozpoznaniu Ciebie w imigrantach, by zaświadczyć, że Twój Kościół nie ma granic i jest prawdziwą matką dla wszystkich! Amen.


Stacja czwarta: Jezus spotyka swoją Matkę (solidarne łzy)

Z Ewangelii według św. Łukasza (2, 34-35)

Symeon zaś błogosławił Ich i rzekł do Maryi, Matki Jego: «Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą. A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu».

Weselcie się z tymi, którzy się weselą, płaczcie z tymi, którzy płaczą. Bądźcie zgodni we wzajemnych uczuciach! (Rz 12,15-16)

To spotkanie Jezusa z Jego mamą Maryją jest pełne emocji i łez. Wyraża się w nim niezwyciężona moc macierzyńskiej miłości, która pokonuje wszelkie przeszkody o otwiera każdą drogę. Ale jeszcze żywsze jest solidarne spojrzenie Maryi, które dodaje siły Synowi. Nasze serce napełnia się zdumieniem, rozważając wielkość Maryi w tym Jej, przecież stworzonej, przybliżaniu Boga swemu Panu.

Ona zbiera wszystkie łzy każdej mamy wylane z powodu oddalonych dzieci, młodych skazywanych na śmierć, mordowanych czy idących na wojnę, zwłaszcza gdy są to dzieci-żołnierze. Słyszymy tu ten bolesny lament matek nad swymi dziećmi umierającymi na nowotwory spowodowane wyziewami ze spalania toksycznych odpadów.

Łzy goryczy! Solidarne współodczuwanie męki dzieci! Matki czuwające po nocach z zapalonymi lampami, drżące z powodu młodych niesionych tymczasowością czy trawionych przez narkotyki i alkohol, szczególnie w sobotnie wieczory!

Wokół Maryi nigdy nie będziemy ludem osieroconym! Nigdy nie będziemy zapomniani. Podobnie jak św. Juanowi Diego, tak i nam Maryja daje czuły dotyk macierzyńskiego pocieszenia i mówi: „Niech się nie trwoży twoje serce […]. Czyż nie jestem tutaj ja, która jest twoją Matką?” (Evangelii gaudium, 286).

MODLITWA

Zdrowaś Matko moja, daj mi Twoje święte błogosławieństwo. Pobłogosław mnie i cały mój dom. Zechciej złożyć Bogu to, co mam dzisiaj do zrobienia i przecierpienia, w łączności z zasługami Twymi i Twego Najświętszego Syna. Tobie oddaję i powierzam siebie samego i wszystko, co mam, na Twoją służbę, chroniąc się cały pod Twój płaszcz. Wyproś mi, Pani, czystość umysłu i ciała i spraw, bym tego dnia nie uczynił nic, co obrazi Boga. Proszę Cię o to przez Twoje Niepokalane Poczęcie i Twoje nieskazitelne dziewictwo. Amen. (św. Kasper Bertoni)


Stacja piątaCyrenejczyk pomaga nieść Krzyż Jezusowi (przyjacielska dłoń, która podnosi)

Z Ewangelii według św. Marka (Mk 15, 21)

Przymusili niejakiego Szymona z Cyreny, ojca Aleksandra i Rufusa, który wracając z pola właśnie przechodził, żeby niósł krzyż Jego.

Przypadkiem przechodzi Szymon z Cyreny. Ale to spotkanie stanie się kluczowe dla jego życia. Wracał z pola. Człowiek trudu i krzepy. Dlatego został zmuszony do niesienia krzyża Jezusa, skazanego na haniebną śmierć (por. Flp 2 ,8).
Ale to przypadkowe spotkanie przekształci się w ostateczne i żywotne pójście za Jezusem, niosąc na każdy dzień swój krzyż, zapierając się siebie (por. Mt 16, 24-25). Szymon bowiem jest wspomniany przez Marka jako ojciec dwóch chrześcijan znanych w rzymskiej wspólnocie: Aleksandra i Rufusa. Ojciec, który z pewnością odcisnął w sercach swoich synów moc Jezusowego krzyża. Bo życie, jeśli je trzymasz zbyt ciasno, pleśnieje i schnie. Ale jeśli je ofiarujesz, rozkwita i wydaje kłos z ziarnem dla ciebie i dla całej wspólnoty!

Na tym polega prawdziwe uzdrowienie z naszego egoizmu, który zawsze czyha. Relacja z drugimi uzdrawia nas i generuje braterstwo mistyczne, kontemplatywne, które potrafi dostrzegać świętą wielkość bliźniego, które umie odkrywać Boga w każdym ludzkim istnieniu, które znosi trudy życia trzymając się miłości Boga. Jedynie otwarcie serca na Bożą miłość popycha mnie do poszukiwania szczęścia drugich w tylu działaniach wolontariatu: w nocy spędzonej w szpitalu, w pożyczce bez lichwy, w otarciu łzy w rodzinie, w szczerej darmowości, w dalekowzrocznym zaangażowaniu dla dobra wspólnego, w dzieleniu się chlebem i pracą, przezwyciężając jakąkolwiek zazdrość czy zawiść.

To sam Jezus nam przypomina: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili!” (Mt 25, 40).

MODLITWA

Panie Jezu, w przyjacielu Cyrenejczyku przejawia się serce Twojego Kościoła, który czyni się dachem miłości dla tych, co Ciebie pragną. Braterska pomoc jest kluczem, by przekroczyć razem bramę Życia. Nie dozwól, by nasz egoizm kazał nam przechodzić obojętnie, lecz pomóż nam rozlewać olejek pocieszenia na rany drugich, byśmy byli ich wiernymi towarzyszami drogi, bez ucieczek i nigdy nie przestając wybierać braterstwa. Amen.

Stacja szósta: Weronika ociera twarz Jezusowi (kobieca czułość)

Z Księgi Psalmów (Ps 27)

O Tobie mówi moje serce: „Szukaj Jego oblicza!” 
Szukam, o Panie, Twojego oblicza;
swego oblicza nie zakrywaj przede mną,
nie odpędzaj z gniewem swojego sługi! 
Ty jesteś moją pomocą, 
więc mnie nie odrzucaj i nie opuszczaj mnie, 
Boże, moje Zbawienie!

Jezus z trudem się wlecze, ciężko oddychając. Ale światło Jego oblicza pozostaje nietknięte. Nie ma takiej agresji, która mogłaby przeciwstawić się Jego pięknu. Nie zaćmiło Go oplucie. Nie zgasiły Go uderzenia. To oblicze zdaje się być krzewem gorejącym, który im bardziej jest znieważany, tym bardziej emanuje światłem zbawienia. Płyną ciche łzy z oczu Mistrza. Niesie On ciężar opuszczenia. A jednak Jezus idzie naprzód, nie zatrzymuje się ani nie zawraca. Stawia czoło opresji. Okrucieństwo piętrzy przeszkody, lecz On wie, że Jego umieranie nie pójdzie na marne!

Wtedy Jezus zatrzymuje się przed kobietą, która wychodzi mu naprzeciw bez jakiegokolwiek wahania. To Weronika, prawdziwa ikona kobiecej czułości!

Pan ucieleśnia tu naszą potrzebę czułej darmowości, poczucia bycia kochanymi i bezpiecznymi dzięki gestom troski i opieki. Czułości tej biedaczki toną w cennej krwi Jezusa i zdają się usuwać z Niego skutki profanacji, jakich doznał On w czasie tortur. Weronice udaje się jakby dotknąć słodyczy Jezusa, musnąć Jego nieskalaność. Nie tylko po to, by ulżyć, ale i uczestniczyć w Jego męce. W Jezusie dostrzega każdego bliźniego, którego trzeba pocieszyć dotykiem czułości, by dotrzeć do jęku bólu tych, którzy nie doświadczają opieki ani ciepła współczucia. I umierają w samotności.

MODLITWA

Panie Jezu, jakże ciąży brak kogoś, o kim marzymy, by był przy nas w dniach strapienia! Ale otul nas tym płótnem, co nosi ślad Twojej cennej krwi, którą wylałeś na drodze opuszczenia, jaką także Ty niesłusznie cierpiałeś. Bez Ciebie nie mamy ani nie możemy dać żadnej ulgi. Amen.

Stacja siódma: Jezus upada po raz drugi (trwoga przed więzieniem i torturą)

Z Księgi Psalmów (Ps 118,11.12-13.18)

Osaczyły mnie wszystkie narody,
Osaczyły mnie w krąg jak pszczoły, 
paliły jak ogień ciernie: 
lecz starłem je w imię Pańskie. 
Popchnięto mnie, popchnięto, bym upadł, 
lecz Pan mi dopomógł.
Ciężko mnie Pan ukarał, 
ale na śmierć mnie nie wydał.

Prawdziwie w Jezusie wypełniają się starodawne proroctwa o pokornym i posłusznym Słudze, który bierze na swoje barki całą naszą historię boleści. I tak Jezus, popchnięty z siłą naprzód, upada z trudu i utrapienia, otoczony zewsząd przez przemoc, pozbawiony już sił. Coraz bardziej samotny, coraz bardziej w ciemnościach! Udręczony na ciele, ze słabością w kościach.

Widzimy w Nim gorzkie doświadczenie osadzonych w więzieniach wraz ze wszystkimi tego nieludzkimi przeciwnościami. Otoczeni zewsząd i odcięci, popychani, by upaść. Współczesne więzienie jest wciąż czymś odległym, zapomnianym, odrzucanym przez społeczeństwo. Nie brakuje tam absurdów biurokracji i opieszałości wymiaru sprawiedliwości. Podwójna kara, a potem przeładowanie cel: to dodatkowe cierpienie, niesłuszna dolegliwość, która zżera ciało i kości. Niektórzy – zbyt wielu – nie wytrzymuje… I nawet, gdy jakiś nasz brat wychodzi, wciąż jest uważany za „byłego więźnia”, co zamyka mu drzwi powrotu do społeczeństwa i do pracy.

Jednak gorsze jest stosowanie tortur, wciąż niestety rozpowszechnione w różnych stronach świata w rozlicznych formach. Tak było i z Jezusem: i jego pobito, upokorzono przed żołdakami, umęczono koroną cierniową, okrutnie ubiczowano.

Jakże prawdziwie brzmią dzisiaj, wobec tego upadku, słowa Jezusa: „Byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie” (Mt 25, 36). W każdym więzieniu, przy każdym torturowanym jest zawsze On, Chrystus cierpiący, uwięziony, umęczony. Nawet jeśli jesteśmy ciężko doświadczeni, On jest naszą pomocą, by nie popaść w lęk. Powstać można tylko razem, z silną pomocą, wsparci braterską dłonią wolontariuszy i podnoszeni przez społeczeństwo obywatelskie, które bierze na siebie niesprawiedliwości za więziennymi murami.

MODLITWA

Panie Jezu, chwyta mnie bezgraniczne wzruszenie, gdy widzę Cię upadającego z mojego powodu. Żadnej zasługi, za to wielość grzechów, niekonsekwencji i słabości. A ileż wyłącznej miłości w zamian! Wypędzeni ze społeczeństwa, zabici osądem, a Ty masz dla nas zawsze błogosławieństwo. Błogosławieni jesteśmy, jeśli dzisiaj żyjemy tu na ziemi, z Tobą, wolni od potępienia. Dozwól nam, byśmy nie uciekali od odpowiedzialności, daj nam zamieszkać bezpiecznie w Twoim uniżeniu, z dala od roszczeń wszechwładzy, by powtórnie zrodzić się do nowego życia jako stworzenia uczynione dla Nieba. Amen.


Stacja ósma: Jezus spotyka niewiasty jerozolimskie płaczące nad Nim (współprzeżywanie, a nie litość)

Z Ewangelii według św. Łukasza (Łk 23, 27-28)

Córki jerozolimskie, nie płaczcie nade Mną; płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi! 

Niczym zapalone pochodnie pojawiają się na drodze boleści żeńskie postacie. Niewiasty wierne i dzielne, które nie dają się zastraszyć przez straże ani zgorszyć ranami dobrego Mistrza. Są gotowe Go spotkać i pocieszyć. Jezus jest przed nimi. Ktoś Go może depcze, w chwili bezsilnego upadku na ziemię. Ale są tam kobiety, gotowe dać Mu gorące bicie serca, którego nie da się powstrzymać. Patrzą nań najpierw z daleka, potem się przybliżają, jak każdy przyjaciel, każdy brat czy siostra, gdy sobie zda sprawę z trudności, w jakiej żyje umiłowana osoba.

Jezus jest wstrząśnięty ich zawodzeniem, ale je upomina, by nie spalały się widząc Jego mękę, by nie były już niewiastami płaczącymi, ale wierzącymi! Prosi o współbolenie, a nie o jałowe i płaczliwe użalanie się na Nim. Niech nie będzie więcej lamentowania, ale wola odrodzenia, spojrzenia naprzód, kroczenia z wiarą i nadzieją ku jutrzence światła, które wzejdzie jeszcze bardziej oślepiająco nad głowami tych, co idą zwróceni ku Bogu. Płaczmy nad samymi sobą, jeśli jeszcze nie wierzymy w tego Jezusa, który głosił nam Królestwo zbawienia. Opłakujmy nasze nie wyznane grzechy.

I jeszcze zapłaczmy nad tymi mężczyznami, którzy na kobietach wyładowują przemoc, jaką mają w sobie. Opłakujmy kobiety zniewolone lękiem i wyzyskiem. Ale nie wystarczy uderzyć się w piersi i doświadczyć współczucia. Jezus jest bardziej wymagający. Kobiety trzeba umocnić, jak to On uczynił, trzeba je kochać jako nienaruszalny dar dla całej ludzkości. Dla wzrastania naszych dzieci w godności i nadziei.

MODLITWA

Panie Jezu, powstrzymaj rękę tych, którzy biją kobiety! Wydobądź ich serca z przepaści rozpaczy, gdy padają ofiarą przemocy. Nawiedź ich płacz, gdy są opuszczone. I otwórz nasze serca na szczerą i wierną współboleść, ponad naturalne współczucie, abyśmy się stali narzędziami prawdziwego wyzwolenia. Amen.


Stacja dziewiąta: Jezus upada po raz trzeci (przezwyciężyć złą nostalgię)

Z Listu św. Pawła Apostoła do Rzymian (8,35-37)

Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej? Utrapienie, ucisk czy prześladowanie, głód czy nagość, niebezpieczeństwo czy miecz? (…) Ale we wszystkim tym odnosimy pełne zwycięstwo dzięki Temu, który nas umiłował.

Św. Paweł wylicza swoje doświadczenia, ale wie, że przed nim przeszedł przez nie Jezus, który w drodze na Golgotę upadł jeden, dwa, trzy razy. Zmiażdżony cierpieniami, prześladowaniem, mieczem, obarczony drzewem krzyża. Wyczerpany! Zdaje się mówić, jak my w wielu mrocznych chwilach: Już nie dam rady!

To krzyk prześladowanych, umierających, terminalnie chorych, uginających się pod brzemieniem.

Ale u Jezusa widać także Jego siłę: „Gdy udręczył, znów się lituje” (Lm 3, 32). Wskazuje nam, że w udręce jest zawsze Jego pocieszenie, coś więcej do dostrzeżenia w nadziei. To jest jak przycinanie gałązek na drzewach, którego dokonuje z mądrością Ojciec niebieski dokładnie na tych latoroślach, które wydają owoc (por. J 15, 8). Nigdy dla zniszczenia, ale zawsze dla rozkwitu. To jak matka, gdy przyjdzie jej godzina: odczuwa boleści, jęczy, cierpi podczas porodu. Ale wie, że są to bóle nowego życia, wiosny w rozkwicie, właśnie poprzez to przycinanie.

Niech nam pomoże kontemplowanie Jezusa, który się osuwa, ale wstaje, byśmy umieli przezwyciężyć zamknięcie, jakie lęk przed jutrem odciska w naszych sercach, szczególnie w tym czasie kryzysu. Przezwyciężajmy złą tęsknotę za przeszłością, wygodę bezruchu, tego, że „zawsze tak było”! Ten Jezus, który chwieje się i pada, ale potem na nowo wstaje, jest pewnością nadziei, która ożywiana mocną modlitwą rodzi się właśnie wewnątrz doświadczenia, a nie po nim ani bez niego!

Będziemy bardziej niż zwycięzcami dzięki mocy Jego miłości!

MODLITWA

Panie Jezu, prosimy Cię, podnieś z prochu nędzarza, podźwignij z gnoju ubogich, każ im zasiąść z książętami i wyznacz im tron chwały. Łuk mocarzy połam, a przyoblecz mocą słabych, bo tylko Ty możesz nas swoim ubóstwem ubogacić. Amen.


Stacja dziesiątaJezus z szat obnażony (jedność i godność)

Z Ewangelii według św. Jana (19,23-24)

Żołnierze zaś, gdy ukrzyżowali Jezusa, wzięli Jego szaty i podzielili na cztery części, dla każdego żołnierza po części; wzięli także tunikę. Tunika zaś nie była szyta, ale cała tkana od góry do dołu. Mówili więc między sobą: «Nie rozdzierajmy jej, ale rzućmy o nią losy, do kogo ma należeć». Tak miały się wypełnić słowa Pisma: Podzielili między siebie szaty, a los rzucili o moją suknię. To właśnie uczynili żołnierze.

Nie zostawili nawet kawałka materiału, by okryć ciało Jezusa. Obnażyli Go. Nie miał płaszcza ani tuniki czy innego okrycia. Obnażyli go w akcie ostatecznego poniżenia. Okrywała Go tylko krew, która wytryskała z otwartych ran.

Tunika pozostaje nienaruszona, symbol jedności Kościoła, jedności, którą należy odnajdywać z cierpliwością, z trudem pokoju budowanego każdego dnia, z materii tkanej złotymi nićmi braterstwa, pojednania i wzajemnego przebaczenia.

W Jezusie, niewinnym, a obnażonym i umęczonym, dostrzegamy naruszoną godność wszystkich niewinnych, szczególnie najmniejszych. Bóg nie przeszkodził, by Jego nagie ciało zostało wystawione na krzyżu. Uczynił tak dla odkupienia wszelkich nadużyć niesłusznie krytych oraz by ukazać, że On, Bóg, jest nieodwołalnie i jednoznacznie po stronie ofiar.

MODLITWA

Panie Jezu, pragniemy na powrót być niewinni jak dzieci, by wejść do królestwa niebieskiego, oczyszczeni z naszych brudów i bożków. Usuń z naszych piersi kamienne serca podziałów, które czynią Kościół mało wiarygodnym. Daj nam nowe serce i nowego ducha, by żyć wedle Twoich przykazań, zachowując i wcielając w życie Twoje ustawy. Amen.


Stacja jedenasta: Jezus przybity do krzyża (na łożu boleści)

Z Ewangelii według św. Marka (15,24-28)

Ukrzyżowali Go i rozdzielili między siebie Jego szaty, rzucając o nie losy, co który miał zabrać. A była godzina trzecia, gdy Go ukrzyżowali. Był też napis z podaniem Jego winy, tak ułożony: «Król Żydowski». Razem z Nim ukrzyżowali dwóch złoczyńców, jednego po prawej, drugiego po lewej Jego stronie. Tak wypełniło się słowo Pisma: W poczet złoczyńców został zaliczony.

I Go ukrzyżowali! Kara dla niegodziwców, zdrajców, dla zbuntowanych niewolników. Tę karę zgotowano naszemu Panu Jezusowi: chropowate gwoździe, przenikliwy ból, męka matki, wstyd zrównania z dwoma złoczyńcami, szaty rozdzielone niczym łup między żołnierzy, okrutne szyderstwa przechodzących: „Innych wybawiał, siebie nie może wybawić. Jest królem Izraela: niechże teraz zejdzie z krzyża, a uwierzymy w Niego” (Mt 27,42).

I Go ukrzyżowali! Jezus nie schodzi, nie opuszcza krzyża. Pozostaje do końca posłuszny woli Ojca. Kocha i przebacza.

Także dzisiaj, podobnie jak Jezus, wielu naszych braci i sióstr jest przygwożdżonych do łoża boleści w szpitalach, domach opieki, w naszych rodzinach. To czas próby w gorzkich dniach samotności i rozpaczy: „Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?” (Mt 27,46).

Niech nasza ręka nigdy nie służy do przebijania, ale zawsze do zbliżania, pocieszania i towarzyszenia chorym, podnosząc ich z łoża boleści. Choroba nie pyta o pozwolenie. Nadchodzi zawsze nieoczekiwana. Niekiedy wstrząsa, ogranicza spojrzenie, nadzieję wystawia na ciężką próbę. Gorzka jest jej żółć. Jedynie gdy znajdziemy obok nas kogoś, kto nas wysłucha, kto jest blisko, kto usiądzie przy naszym łóżku… wówczas choroba może stać się wielką szkołą mądrości, spotkania z Bogiem cierpliwym. Gdy ktoś z miłości bierze na siebie nasze schorzenia, także mrok boleści otwiera się na paschalne światło Chrystusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego. To, co po ludzku wydaje się kaźnią, może przekształcić się w odkupieńczą ofiarę dla dobra naszych wspólnot i rodzin. Na wzór świętych.

MODLITWA

Panie Jezu, nie stój z dala ode mnie, siądź przy moim łożu boleści i bądź przy mnie. Nie zostawiaj mnie samego, wyciągnij swoją rękę i podnieś mnie! Wierzę, że jesteś Miłością, i wierzę, że Twoja wola jest wyrazem miłości; dlatego oddaję się Twojej woli, bo zawierzam Twojej Miłości. Amen.


Stacja dwunasta: Jezus umiera na Krzyżu (jęk siedmiu słów)

Z Ewangelii według św. Jana (19,28-30)

Potem Jezus świadom, że już wszystko się dokonało, aby się wypełniło Pismo, rzekł: «Pragnę». Stało tam naczynie pełne octu. Nałożono więc na hizop gąbkę pełną octu i do ust Mu podano. A gdy Jezus skosztował octu, rzekł: «Wykonało się!» I skłoniwszy głowę oddał ducha

Siedem słów Jezusa na krzyżu to arcydzieło nadziei. Jezus powoli, krok po kroku – a są to także nasze kroki – przemierza całą ciemność nocy, by ufnie powierzyć się ramionom Ojca. To jęk umierających, krzyk zrozpaczonych, błaganie przegrywających. To Jezus!

„Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?” (Mt 27, 46). To krzyk Hioba, każdego człowieka dotkniętego nieszczęściem. A Bóg milczy. Milczy, bo Jego odpowiedź jest tam, na krzyżu: jest nią On, Jezus; oto odpowiedź Boga, odwieczne Słowo wcielone z miłości.

„Wspomnij na mnie…” (Łk 23, 42). Bratnia prośba złoczyńcy, który stał się towarzyszem boleści, przenika serce Jezusa, który słyszy w nim echo swojego własnego bólu. I Jezus wysłuchuje tego błagania: „Dziś jeszcze będziesz ze Mną w raju”. Zawsze odkupi nas cierpienie drugiego, bowiem pozwala nam wyjść poza siebie samych.

„Niewiasto, oto syn twój!…” (J 19, 26). Ależ to Jego Matka, Maryja, która wraz z Janem stała pod krzyżem, przełamuje lęk. Wypełnia go czułością i nadzieją. Jezus nie czuje się już samotny. Podobnie jak my, gdy obok łoża boleści jest ktoś kochający! Wiernie. Aż do końca.

„Pragnę” (J 19, 28). Jak dziecko prosi mamę o picie; jak chory trawiony gorączką… Pragnienie Jezusa to głód życia, wolności, sprawiedliwości. I to jest pragnienie największego spragnionego, Boga, który nieskończenie bardziej niż my pragnie naszego zbawienia.

„Wykonało się!” (J 19, 30). Wszystko: każde słowo, każdy gest, wszelkie proroctwo, każda chwila życia Jezusa. Arras jest gotowy. Tysiąc kolorów miłości lśni teraz pięknem. Nic się nie zmarnowało. Nic nie zostało odrzucone. Wszystko stało się miłością. Wszystko się dokonało dla mnie i dla ciebie! A teraz nawet umieranie ma swój sens!

„Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią” (Łk 23, 34). Tak heroicznie Jezus przezwycięża lęk przed śmiercią. Bo jeśli żyjemy w bezinteresownej miłości, wszystko jest życiem. Przebaczenie odnawia, uzdrawia, przekształca i pociesza! Tworzy nowy lud. Uśmierza wojny.

„Ojcze, w Twoje ręce oddaję ducha Mego” (Łk 23, 46). Nie ma już rozpaczy nicości. Ale pełna ufność w ojcowskie ręce, oddanie się Jego sercu. Bo w Bogu każdy podział ostatecznie znajduje jedność!

MODLITWA

Boże, który przez mękę Chrystusa naszego Pana wyzwoliłeś nas od śmierci, spuścizny dawnego grzechu przeniesionej na cały rodzaj ludzki, odnów nas na podobieństwo Twojego Syna; a jak nosiliśmy w sobie obraz ziemskiego człowieka, tak przez działanie Twojego Ducha spraw, byśmy nosili obraz człowieka niebieskiego. Przez Chrystusa Pana naszego. Amen.

Stacja trzynasta: Jezus zdjęty z krzyża i powierzony Matce (miłość silniejsza niż śmierć)

Z Ewangelii według św. Mateusza (27,57-58)

Pod wieczór przyszedł zamożny człowiek z Arymatei, imieniem Józef, który też był uczniem Jezusa. On udał się do Piłata i poprosił o ciało Jezusa. Wówczas Piłat kazał je wydać.

Zanim Jezus został złożony w grobie, oddano Go Matce. To ikona rozdartego serca, która mówi, że śmierć nie przeszkodzi, by matka złożyła swemu synowi ostatni pocałunek. Przypadłszy do ciała Jezusa, Maryja łączy się z Nim wszechobejmującym uściskiem. Ten obraz nazywa się po prostu Pietą. To rozdzierające, ale ukazuje, że śmierć nie niszczy miłości. Bo miłość jest silniejsza niż śmierć! Czysta miłość jest trwała. Nadchodzi zmierzch. Bitwa została wygrana. Miłość nie została zniszczona. Kto jest gotów poświęcić życie dla Chrystusa, ten je odnajdzie. Przemienione poza śmiercią.

Łzy i krew zmieszały się w tej tragicznej scenie przekazania. Podobnie jak w naszych rodzinach, gdzie życie chwilami zawala się przez niespodziewane i bolesne utraty, z pustką nie do wypełnienia, zwłaszcza przy śmierci dziecka.

Pieta oznacza zatem bliskość z braćmi, którzy są w żałobie i nie zaznają pokoju. To wielkie miłosierdzie roztoczyć opiekę nad tym, kto cierpi w udręczonym ciele, na ogarniętym depresją umyśle, w duszy pełnej rozpaczy. Miłować aż do końca to najwyższy rodzaj nauki pozostawiony nam przez Jezusa i Maryję. To codzienna bratnia misja pocieszania, która zostaje nam powierzona w tym wiernym uścisku między zmarłym Jezusem a Jego Bolesną Matką.

MODLITWA

Panno Bolesna, Ty w naszych sanktuariach ukazujesz nam swoje świetliste oblicze, gdy z oczami zwróconymi ku niebu i otwartymi dłońmi oddajesz Ojcu w znaku kapłańskiego daru odkupieńczą ofiarę Twojego Syna Jezusa. Ukaż nam słodycz ostatniego wiernego uścisku i daj nam swoje macierzyńskie pocieszenie, aby ból codzienności nigdy nie zrywał nadziei na życie po śmierci. Amen.


Stacja czternasta: Jezus złożony do grobu (nowy ogród)

Z Ewangelii według św. Jana (19, 41-42)

A na miejscu, gdzie Go ukrzyżowano, był ogród, w ogrodzie zaś nowy grób, w którym jeszcze nie złożono nikogo. Tam to złożono Jezusa.

Ten ogród, gdzie znajdował się grób, w którym pochowano Jezusa, przypomina inny ogród: Eden. Ogród, który z powodu nieposłuszeństwa utracił swoje piękno i stał się spustoszeniem, miejscem śmierci, a nie życia.

Dzikie gałęzie, które przeszkadzają nam oddychać wolą Bożą, jak przywiązanie do pieniędzy, pycha, blichtr życia, muszą teraz zostać odcięte i wszczepione w drzewo Krzyża. I to jest nowy ogród: krzyż zasadzony w ziemi!
Stamtąd Jezus będzie już mógł przyprowadzić wszystko na powrót do życia. Powróciwszy z piekielnych otchłani, gdzie szatan więził rzesze dusz, zapoczątkuje odnowę wszystkiego. Ten grób przedstawia koniec starego człowieka. I jak w przypadku Jezusa, tak i z nami Bóg nie zezwolił, by jego dzieci zostały ukarane śmiercią definitywną. W śmierci Chrystusa przemijają wszystkie trony zła oparte na żądzy i zatwardziałości serca.

Śmierć nas czyni bezbronnymi, daje nam do zrozumienia, że jesteśmy skazani na ziemską egzystencję, która kiedyś się kończy. Ale wobec tego Jezusowego ciała złożonego w grobie zdajemy sobie sprawę, czyimi jesteśmy. Stworzeniami, które by nie umrzeć potrzebują swego Stwórcy.

Cisza, która spowija ten ogród, pozwala nam usłyszeć szmer lekkiego powiewu: „Ja jestem Żyjącym i jestem z wami” (por. Wj 3, 14). Zasłona świątyni się rozdarła. Wreszcie widzimy oblicze naszego Pana. I poznajemy w pełni Jego imię: miłosierdzie i wierność, byśmy nigdy nie zaznali wstydu, nawet wobec śmierci, bo Syn Boży stanął wolny pośród umarłych (por. Ps 88, 6).

MODLITWA

Zachowaj mnie Boże, do Ciebie się uciekam.
Ty jesteś moim udziałem w dziedzictwie i moim kielichem,
w Twoich rękach są moje losy.
Stawiam sobie zawsze Ciebie przed oczami jako mego Pana,
stoisz po mojej prawicy, nic mną nie zachwieje.
Dlatego się cieszy moje serce, dusza się raduje,
a ciało moje będzie spoczywać z ufnością,
bo nie pozostawisz mojej duszy w otchłani
i nie dozwolisz, by Twój sługa zaznał grobu.
Ty ścieżkę życia mi ukażesz,
pełnię radości przy Tobie,
rozkosze na wieki po Twojej prawicy.
Amen.
(por. Ps 15)

Tłumaczenie: Radio Watykańskie
za: Radio Watykańskie


Najczęściej czytane:

Podobne artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*